Ucieczka z obozu zagłady

22 sierpnia 2017
Samuel_Willenberg_Treblinka_2_sierpnia_2013
Samuel Willenberg. Źródło: Wikipedia

2 sierpnia 1943 r. był upał, więc część niemieckiego personelu Treblinki wybrała się na plażę nad Bugiem. Wykorzystali to więźniowie, planujący ucieczkę z obozu zagłady od kilku miesięcy. Jednym z nich był Samuel Willenberg – przeżył wojnę, a swoje dramatyczne koleje losu opisał w książce „Bunt w Treblince”.

Piekło spalone – krzyczał tego dnia 20-letni Willenberg, biegnąc z postrzeloną nogą przez okalający obóz las. 2 sierpnia 1943 r. o godz. 15.30 pozostający przy życiu Żydzi podpalili niemieckie baraki w Treblince. Wykorzystując wyciągniętą z esesmańskich magazynów broń, podjęli rozpaczliwą walkę o życie. Powiodła się ona 67 szczęśliwcom.

Samuel Willenberg dzięki pomocy dobrych ludzi uniknął niemieckiej obławy po ucieczce i przedostał się do stolicy. Odnalazł swojego ojca, zaangażował się w konspirację i walczył w Powstaniu Warszawskim. Po wojnie pracował chwilę w wojsku, później organizował chętnym Żydom ucieczkę do Włoch przez „zieloną granicę”. Uczył ich również sztuki samoobrony, na zlecenie organizacji syjonistycznych wyszukiwał także żydowskie dzieci, które przeżyły Zagładę.

W 1950 r. zmarł jego ojciec Perec Willenberg, uznany malarz. Po tym wydarzeniu autor „Buntu w Treblince” z żoną Krystyną (Adą) i matką wyemigrował do Izraela, gdzie przez czterdzieści lat pracował jako geodeta. Po przejściu na emeryturę studiował sztuki piękne na uniwersytecie trzeciego wieku. Od 1983 r. przyjeżdżał do Polski z grupami młodzieży izraelskiej.

„Bunt w Treblince” ukazał się pierwotnie w języku hebrajskim w 1986 r. Polska wersja została udostępniona czytelnikom po raz pierwszy w 1991 r.

Samuel Willenberg zmarł w Tel-Awiwie 19 lutego 2016 r. w wieku 93 lat jako ostatni żyjący więzień obozu zagłady w Treblince. Z tej okazji Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma postanowił przygotować kolejne wydanie jego wspomnień, poprawione i rozszerzone w stosunku do poprzednich.

Powrót do przeszłości

Książka jest zbudowana na zasadzie retrospekcji. Akcja zaczyna się w latach osiemdziesiątych w Tel-Awiwie. Autor z żoną i córką jedzie samochodem przez zatłoczone ulice stolicy Izraela. Nagle zaczynają wyć syreny i wszystkie auta stają – to początek Dnia Pamięci Zagłady.

Patrzę na stojących dookoła mnie ludzi. Na znajdującą się obok mnie żonę i córkę. Nagle otaczający mnie obraz zaciera się. Mgła przesłania mi oczy. Znikają kontury domów i znajdujących się obok mnie ludzi. Nie widzę zatłoczonej jezdni. Wokół mnie rozpościera się ciemna zieleń. Patrzę przez małe, zakratowane drutem kolczastym okienko towarowego wagonu. Słyszę stuk kół i chybotanie się wagonu. Światło wczesnego świtu wsącza się do wnętrza. (s. 9)

Jest 20 października 1942 r. Samuel Willenberg jedzie właśnie do Treblinki w transporcie Żydów z likwidowanego getta w Opatowie. Wszyscy przeznaczeni są do natychmiastowej likwidacji w komorze gazowej. Na rampie autor spotyka jednak Alfreda Bohma, znajomego z Częstochowy. Za jego radą mówi Niemcom, że jest murarzem. To ratuje go od pewnej śmierci. Przynajmniej na razie – wcielają go do Sonderkommando, które zajmuje się sortowaniem rzeczy po zagazowanych Żydach. Podczas tej pracy dowiaduje się o śmierci swoich młodszych sióstr:

Paczka była już posortowana, przewiązana dwoma paskami od spodni. Gdy się schyliłem, aby ją podnieść, mignął mi znajomy kolor. Nachyliłem się i wyciągnąłem małe brązowe paletko mojej najmłodszej siostrzyczki Tamary i połączoną z nim spódniczkę mojej starszej siostry Ity, jak gdyby splecione w siostrzanym uścisku. (…) Patrzyłem na kolorowy plac sortowni, na pochylonych więźniów, na nagich mężczyzn noszących odzież po swych gazowanych w tej chwili rodzinach. Z peronu dolatywał stuk wtaczających się wagonów z nowymi ofiarami. I czułem, że zacznę krzyczeć. Krzyczeć o pomstę, tylko nie widziałem do kogo. (s. 77-78)

Nie mniej poruszający jest opis śmierci przedwojennego nauczyciela Willenberga i kompana z obozu, profesora Meringa. Kiedy jego komando przestało być potrzebne, wszyscy pracujący w nim więźniowie zostali przeznaczeni na śmierć. Najpierw jednak Niemcy i Ukraińcy postanowili ich pomęczyć, każąc im biegać wokół placu apelowego aż do utraty sił:

Biegł z wyciągniętymi ku swym towarzyszom ramionami – typowym ruchem upadających z sił, maltretowanych ludzi. Rozstawieni esesmani maltretowali najbardziej tych więźniów, którzy zostawali w tyle. Widzieliśmy, jak w pewnej chwili do profesora podbiegł „Cep” i zaczął okładać go szpicrutą. Wściekłość podchodziła mi pod gardło. Przypomniałem sobie w tym momencie, że stary Mering, tak zasłużony i tak delikatny w życiu, tyle oddał usług ludzkości, a dziś tak cierpi. Po półgodzinnym zabójczym biegu esesmani rozkazali całej grupie rozebrać się. Nagich odprowadzono do lazaretu. Po paru chwilach usłyszeliśmy od strony lazaretu serię strzałów. W ten sposób Niemcy zlikwidowali całą placówkę pracy, która przestała im być potrzebna.

(…) Z rana ksiądz i ja poszliśmy do lazaretu. Stanęliśmy obok kapo Kurlanda. Aby nie zwrócić na siebie uwagi esesmanów, przynieśliśmy w prześcieradle śmiecie do spalenia. Był to pretekst do wejścia do lazaretu. Patrzyliśmy na płonący u naszych stóp stos trupów. Nie mówiliśmy do siebie nic. W ciszy pożegnaliśmy mojego byłego profesora, który był dla mnie w obozie moralną podporą. (s. 150-151)

Spalone piekło i walka o przetrwanie

W dalszej części możemy znaleźć dokładny opis przygotowań do buntu i jego przebieg 2 sierpnia 1943 r. Postrzelony w nogę bohater zdołał uniknąć obławy po ucieczce z Treblinki i przedostał się do Warszawy, gdzie walczył w Powstaniu Warszawskim – najpierw w Armii Krajowej, potem w Polskiej Armii Ludowej. Jako członek tej drugiej, nie miał uprawnień kombatanckich i nie mógł iść do obozu jenieckiego. Wraz z towarzyszami ukrywał się aż do wyparcia Niemców przez Armię Czerwoną. Swoje wspomnienia kończy tak:

Gdy stałem wraz z Hanką i Zygmuntem na moście, mijający nas żołnierze rosyjscy pozdrawiali nas, krzycząc ze szczęścia: – Zdrastwujtie towariszcze, za rodinu na Berlin! Lotem błyskawicy przelatuje przez mój mózg myśl: – Za kogo ja walczę? Przed moimi oczyma przesuwają się sylwetki tych, których już nie ma. Ja też idę na Berlin, lecz nie za ojczyznę. Ja idę na Berlin, by zemścić się za tych, których pozostawiłem w dołach Treblinki, za tych, których już nie ma.

Z odrętwienia budzi mnie głos: – Igo, co z tobą? Czy nie słyszysz, że syreny już dawno zamilkły? Nagle zniknęły otaczające mnie ciemności. Przede mną rozpościerała się oświetlona porannym słońcem ulica Tel-Awiwu. Rozpoczął się dzień rocznicy Zagłady. (s. 254-255)

W wydaniu z 2016 r. znajdziemy listę 67 więźniów, którzy przeżyli bunt w Treblince. Samuel Willenberg napisał także dodatkowy rozdział „Działalność po zakończeniu II wojny światowej”, ŻIH dołączył również wywiad Pawła Śpiewaka z Samuelem Willenbergiem z 2004 r.

Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma przygotował bardzo estetyczną i poręczną edycję „Buntu w Treblince”. Oprócz wymienionych wyżej dodatków w środku znajduje się jeszcze wkładka z kolorowymi zdjęciami rzeźb Samuela Willenberga, inspirowanych przeżyciami w Treblince. Na końcu znajdziemy trzy rysunki autora przedstawiające obóz i kilkanaście fotografii z różnych okresów jego życia.

Książka „Bunt w Treblince” to lektura bardzo przytłaczająca – nie może być inaczej ze względu na jej tematykę. Jednocześnie jest niezwykle pouczająca i skłaniająca do refleksji, nie tylko nad historią XX wieku, ale w ogóle nad człowieczeństwem.

Bartosz Bolesławski

Willenberg_Bunt_okladka_webAutor: Samuel Willenberg
Tytuł: Bunt w Treblince
Wydawnictwo: Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2016
Oprawa: miękka
Wymiary: 144 × 205 mm
Stron: 343

 

Ta strona wykorzystuje pliki cookie dla lepszego działania serwisu. Możesz zablokować pliki cookie w ustawieniach
przeglądarki. Więcej informacji w Polityka prywatności strony.

FreshMail.pl
 

FreshMail.pl