Terror w majestacie prawa

18 maja 2017

Barbed_wire_near_by_the_entrance_of_Auschwitz_IKsiążka niemieckiego socjologa Wolfganga Sofsky’ego Ustrój terroru. Obóz koncentracyjny to straszna opowieść. Straszna, bo temat, który porusza, rzeczywiście budzi grozę.

Pierwsi więźniowie do KL Dachau trafili 22 marca 1933 r. Obóz utworzono w nieczynnej fabryce amunicji niecałe dwa miesiące po objęciu władzy przez Adolfa Hitlera. Tak rozpoczął się dwunastoletni okres funkcjonowania niemieckich obozów koncentracyjnych, zbrodni na niespotykaną wcześniej skalę. Zbrodni tym większej, że zgodnej z ówczesnym niemieckim prawem. O powstaniu tych swoistych fabryk śmierci, ich historii oraz o ideach przyświecających ich funkcjonowaniu pisze Wolfgang Sofsky w pracy Ustrój terroru. Obóz koncentracyjny, która ukazała się na polskim rynku w 2016 r.

Profesor Wolfgang Sofsky (ur. 1952) to niemiecki socjolog, eseista, niezależny pisarz i uczony. Od lat jest związany z Uniwersytetem w Getyndze, gdzie studiował socjologię, filozofię, nauki o polityce i historię. Socjologiczna analiza zjawiska terroru jest jednym z jego głównych zainteresowań badawczych. Pierwsza jego książka pt. Traktat o przemocy ukazała się w Polsce w 1999 r.

Habilitację Sofsky uzyskał w 1992 r. na podstawie rozprawy o obozach koncentracyjnych. Nieznacznie przeredagowany tekst tej pracy jeszcze w tym samym roku został opublikowany pod tytułem Die Ordnung des Terrors. Das Konzentrationslager. Pracę tę wielokrotnie za Odrą wznawiano, a także tłumaczono na wiele języków (np. angielski i francuski). W 2016 r. doczekaliśmy się także polskiego wydania, przygotowanego przez Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma w Warszawie w przekładzie Małgorzaty Łukasiewicz.

Spojrzenie socjologa

Praca Wolfganga Sofsky’ego to przede wszystkim analiza socjologiczna, jednak autor swoją opowieść zaczyna od przypomnienia historii systemu obozów w III Rzeszy. Dowiadujemy się więc, jak dochodzi w 1933 r. do powstania pierwszego z nich, tj. KL Dachau, a następnie o tym, jak w wyniku różnych wewnętrznych walk na szczytach władzy w latach 1933–1936 r. odnośnie do tego, kto i w jaki sposób powinien zarządzać obozami, ostatecznie zwycięża SS. Ta formacja od 1936 r. tworzy ich całą sieć, dynamicznie ją rozbudowując i napełniając „wrogami” III Rzeszy. Czytamy:

SS przystąpiła do planowania i zakładania nowych obozów. Rok po roku budowano przybytki władzy absolutnej, które miały przetrwać do końca wojny: 1936 – Sachsenhausen, 1937 – Buchenwald pod Weimarem, 1938 – Flossenbürg pod Weiden i zaraz po wkroczeniu do Austrii Mauthausen pod Linzem, 1939 – obóz kobiecy Ravensbrück. [….] Po konsolidacji i komasacji system szykował się do następnej fazy ekspansji. Chodziło o to, by nowe obozy mogły sprostać wymogom zaostrzonych środków bezpieczeństwa na wypadek wojny, by można je było rozbudowywać i zwiększać ich pojemność, by przez zatrudnienie siły roboczej w zakładach SS przyczyniały się do realizacji planu czteroletniego. Obozy urządzano już nie w budynkach więziennych, zakładach pracy poprawczej, twierdzach albo zabudowaniach klasztornych, ale w pobliżu zakładów produkcyjnych i wydobywczych, kamieniołomów, cegielni (s. 46–47).

Niemcy zatem przygotowywali system obozów do warunków wojennych. W 1939 r. byli już gotowi na eksterminację i wykorzystywanie siły roboczej pokonanych narodów. System ten rozwijali sukcesywnie do samego końca wojny.

Kolejne rozdziały recenzowanej pracy to wnikliwa analiza obozowej codzienności. Drugi rozdział nosi tytuł Przestrzeń i czas. Sofsky zwraca tu uwagę na pewne charakterystyczne cechy codzienności w obozie, jak choćby wyeliminowanie z życia więźniów czasu, tej podstawowej miary zachodzących zmian. Więźniowie mieli zakaz noszenia zegarków, nie było także żadnego dużego zegara, choćby na placu apelowym. Osadzeni mogli jedynie mierzyć czas naturalnymi sposobami – pomagał im w tym wschód i zachód słońca czy zmiany zachodzące w toku wykonywania tych samych, postępujących po sobie monotonnych czynności.

Wolfgang Sofsky cytuje relacje różnych więźniów, według których dzień w obozie był dłuższy od tygodnia, bo im zawsze chodziło o to, żeby przetrwać od rana do wieczora. W ten sposób mijał tydzień za tygodniem, a wszystkie były takie same.

Elita więzienna

Trzeci rozdział autor zatytułował Struktury społeczne i opisuje w nim wszystkie kategorie więźniów, na jakie ich podzielono w obozie (słynne trójkąty na „pasiakach” i powszechna rywalizacja mniej licznych „zielonych” – kryminalnych – z najliczniejszymi „czerwonymi” – politycznymi). Analizuje też dokładnie system władzy i hierarchie osadzonych, w tym tzw. elitarnych więźniów funkcyjnych. Zauważa:

W przeciwieństwie do SS funkcyjni byli wszechobecni. Mniej jawny był natomiast wpływ funkcji administracyjnych, skoncentrowanych w dwóch biurach, kancelarii i statystyce pracy. Cała wewnętrzna administracja była rzeczą kancelarii (s. 172–173).

Więźniowie pełniący funkcję pisarzy blokowych, oprócz lepszego wyżywienia i pracy pod dachem, mieli też możliwość ratowania zagrożonych kolegów. Podobnie rzecz się miała z zatrudnionymi w biurze statystyki:

Na podstawie kartoteki zawodów biuro dobierało skład komand, planowało przeniesienia i sporządzało listy więźniów transportowanych do obozów zewnętrznych. Przeważnie dostawało ogólne instrukcje co do liczby żądanych sił roboczych. Wybór, zgłoszenie zmiany zakwaterowania i prowadzenie kartotek należały już do niego (s. 173).

Właśnie dzięki pomocy takich funkcyjnych, zatrudnionych przy różnych pracach administracyjnych obozu, możliwa była ucieczka rotmistrza Witolda Pileckiego z KL Auschwitz. I choć poszczególne obozy różniły się między sobą w sposobie funkcjonowania, pewne schematy działania były jednakowe we wszystkich. Stąd także istnienie w każdym z nich takich samych zjawisk społecznych, jak np. klientelizmu:

Do funkcyjnych zaliczali się też więźniowie zatrudnieni przy zaopatrzeniu. Praca w kuchniach, pralniach, magazynach albo warsztatach dawała dostęp do dóbr o żywotnym znaczeniu, pomocnym w budowaniu siatki protekcji. Wprawdzie więźniowie na tych stanowiskach nie dysponowali bezpośrednią władzą dyscyplinarną czy decyzyjną, ale za to mieli udział we władzy ekonomicznej i budowaniu kapitału społecznego. Monopol na rzadkie a powszechnie poszukiwane dobra dawał szansę zjednania sobie wdzięczności kolegów i uzależnienia ich od siebie jako klienteli. Podobne korzyści zapewniało zatrudnienie w szpitalach, głównej bazie więźniów politycznych (s. 174).

Funkcyjni stanowili jednak bardzo wąską elitę. Zdecydowana większość więźniów była codziennie narażona na morderczą, wyniszczającą pracę i nękanie przez kapo oraz SS-manów.

Praca nie czyni wolnym

Właśnie czwarty rozdział autor zatytułował Praca. Zauważa tu, że naczelną zasadą wszystkich obozów koncentracyjnych III Rzeszy było Vernichtung durch Arbeit, czyli wyniszczenie poprzez pracę. Na przykład w Gusen, podobozie Mauthausen, najcięższym na terenie III Rzeszy, średni czas życia więźnia wynosił 2–3 miesiące, właśnie z powodu zmuszania do ponadludzkiego wysiłku.

Mówi się często, że obozy koncentracyjne to miejsca niewolniczej pracy. Wolfgang Sofsky udowadnia, że były one czymś dużo gorszym: w niewolnictwie pracownika się eksploatuje, nierzadko ponad miarę, jednak zawsze ma on jakąś wartość. Strata niewolnika wiąże się bowiem ogólnie z jakąś stratą, choćby w sensie ekonomicznym. W niemieckich obozach koncentracyjnych natomiast śmierć więźniów była czymś wskazanym, w dalszej perspektywie i tak każdy z nich miał umrzeć. „Wyjście jest tylko przez komin” – zwykli mawiać nowo przybyłym więźniom SS-mani. W tym kontekście dewiza Arbeit macht frei była naigrywaniem się z osadzonych.

Śmierć więźnia była też, jakby to okrutnie nie zabrzmiało, zjawiskiem korzystnym dla jego współtowarzyszy. Profesor Sofsky opisuje, że w zimowych miesiącach współwięźniowie podtrzymywali na apelach zamarznięte już zwłoki kolegów, aby przejąć ich racje żywnościowe podczas kolejnego posiłku. Wyrzucenie zwłok oznaczało też więcej miejsca w baraku, gdzie w czasie snu ludzie mogli się przewracać z boku na bok tylko na komendę, wszyscy razem. Nie było prywatnej przestrzeni: więźniowie musieli być pozbawieni wszystkich ludzkich cech, w tym także intymności.

Przemysłowe uśmiercanie

Całość książki poraża opisem zimnego, zbiurokratyzowanego okrucieństwa, jakie miało miejsce we wszystkich obozach. Ostatni rozdział Przemoc i śmierć jest jednak najbardziej ekstremalny.

Wolfgang Sofsky opisuje tu po kolei wszystkie sformalizowane sposoby uśmiercania więźniów. Zaczyna od kategorii „muzułmana”, czyli człowieka rezygnującego z walki o przeżycie, tzw. „żywego trupa”. Możemy przeczytać o masowym umieraniu wskutek zarazy, znęcaniu się sadystów z personelu czy selekcji do gazu. Nie szczędzi czytelnikom niesamowicie przytłaczających relacji:

Komando specjalne wykonywało przerażającą robotę w służbie śmierci. Unaocznią to trzy sytuacje pracy – uprzątanie komór gazowych, obsługa pieców i czynności przy spopielonych szczątkach. Po otwarciu drzwi komory do akcji wkraczało „komando holownicze”. „Zwłoki nie leżą rozsiane na podłodze sali, tylko wznoszą się w potwornym, splątanym, wysokim stosie. Kryształy wydzielające gaz zatruwają początkowo dolne warstwy powietrza, nad samą podłogą, dopiero stopniowo gaz wznosi się coraz wyżej. Dlatego nieszczęśnicy tratują się nawzajem, wchodząc jedni na drugich. Tych, co są wyżej, gaz dosięgnie później. […] Obserwuję, że na samym spodzie tej piramidy leżą niemowlęta, na nich dzieci, potem kobiety i starcy, a na wierzchu najsilniejsi mężczyźni. Splecione w śmiertelnym uścisku ciała, z krwawiącymi nosami, z krwawiącymi ustami, podrapane do krwi w walce. Głowy spuchnięte, zsiniałe, zmienione nie do poznania. A mimo to ludzie z Sonderkommanda często poznają wśród umarłych swoich bliskich”. Tych, którzy jeszcze żyli, przy samych drzwiach, SS dobijało strzałem (s. 348–349).

Niezależnie od tego, czy czyta to doświadczony historyk czy zupełny laik, nasuwa się jedno pytanie: Jak w ogóle człowiek był zdolny do zorganizowania czegoś takiego?

Nie dokonywało się to w szale, pod wpływem emocji, nie były to też jakieś działania jednostkowe czy przypadkowe. Był to terror w majestacie prawa, uśmiercanie na skalę przemysłową, wzorowo zorganizowane i wykonywane. Wielu biorących w tym udział to nawet nie byli sadyści. Po prostu wykonywali swoje obowiązki, a między gazowaniem kolejnych grup ludzi spokojnie jedli obiad.

Te suche opisy sformalizowanej zbrodni sprawiają, że książka Wolfganga Sofsky’ego jest straszna. Nawet jeśli wiedza historyczna czytelnika o obozach koncentracyjnych jest duża, nie może pozostać wobec tej publikacji obojętny. Stanowi ona bowiem lekcję, którą nawet historyk XX w. powinien odrobić.

Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma przygotował bardzo estetyczne i poręczne wydanie. Miękka okładka ma dość ascetyczny design, w pracy brakuje ilustracji, co jednak można rozumieć, biorąc pod uwagę jej temat. Na końcu książki znajduje się obszerna bibliografia, w której bardzo dobrym pomysłem jest wyróżnienie tłustym drukiem pozycji dostępnych w języku polskim. Szkoda jednak, że nie przygotowano indeksu osób, dzięki czemu łatwiej można byłoby wskazać dramatis personae opisywanych faktów.

Książka Ustrój terroru. Obóz koncentracyjny to praca jak najbardziej godna polecenia zarówno dla specjalistów, jak i odbiorców niezajmujących się tą tematyką w sposób profesjonalny.  

Bartosz Bolesławski

837517-n-aAutor: Wolfgang Sofsky
Przekład z języka niemieckiego: Małgorzata Łukasiewicz
Tytuł: Ustrój terroru: obóz koncentracyjny
Wydawnictwo: Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2016
Oprawa: miękka
Wymiary: 144 × 205 mm
Stron: 383

Ta strona wykorzystuje pliki cookie dla lepszego działania serwisu. Możesz zablokować pliki cookie w ustawieniach
przeglądarki. Więcej informacji w Polityka prywatności strony.

FreshMail.pl
 

FreshMail.pl