Ankieta: Europejski Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu || dr Michał Łuczewski

23 sierpnia 2017
Michał Łuczewski fot. Jakub Wlodek/REPORTER/ East News.
Michał Łuczewski fot. Jakub Wlodek/REPORTER/ East News.

Na naszych „łamach” prezentujemy odpowiedzi na ankietę, do której zaprosiliśmy wybitnych intelektualistów – przedstawicieli świata nauki, kultury i mediów. Zapytaliśmy o znaczenie kategorii totalitaryzmu w badaniach historycznych i o jej współczesne odniesienia. Oto odpowiedzi przesłane przez dr. Michała Łuczewskiego.

23 sierpnia obchodzimy Europejski Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu. Czy kategoria totalitaryzmu odgrywa dziś istotną rolę w międzynarodowej dyskusji o II wojnie światowej i wieku XX? Jak rzecz wygląda na płaszczyźnie akademickiej, a jak w debacie publicznej? Co z tego wynika i o czym to świadczy? 

Przynajmniej od klasycznej pracy Carla Friedricha i Zbigniewa Brzezińskiego „Totalitarian Dictatorship and Autocracy” (1956) pojęcie totalitaryzmu stało się jednym z kluczy do analizy systemu nazistowskiego i komunistycznego. Kiedy komunizm upadł, pojęcie totalitaryzmu zaczęło być powszechnie używane w dyskursie publicznym w Polsce – przeszło z dyskursu opozycji, emigracji i akademii do głównego nurtu. Podobne zjawisko wystąpiło także w Rosji po upadku komunizmu. Komunizm z perspektywy jawił się jako system totalitarny i nareszcie można było to głośno powiedzieć. W tym czasie w polskim dyskursie publicznym i akademickim pojęcie totalitaryzmu odgrywało bardzo dużą rolę. W latach ’80 i ’90 odwoływali się do niego czołowi polscy intelektualiści: zarówno ci związani z lewicą laicką (Leszek Kołakowski, „Totalitaryzm i zalety kłamstwa”, Aneks 36/1984; Andrzej Walicki, „Czy PRL była państwem totalitarnym?”, Polityka 21/1990), jak i ci związani z Kościołem, w tym przede wszystkim Jan Paweł II (Centesimus annus 44, Encyklika Veritatis splendor, 99-101) i Józef Tischner.

Ówczesna popularność pojęcia totalitaryzmu sprawiła, że Roman Baecker jedną z pierwszych całościowych analiz tego zjawiska („Totalitaryzm. Geneza, istota, upadek”, Toruń 1992) rozpoczął od motta z Franciszka Ryszki: „Nazwę totalitaryzm odmienia się we wszystkich przypadkach, także w Polsce, bezrefleksyjnie i ahistorycznie”. Janusz Mucha zaś, komentując tę publikację, stwierdził: „O totalitaryzmie mówią wszyscy. Ale czy wiedzą o czym mówią?”.

Od tamtego czasu wydaje się, że pojęcie totalitaryzmu bardzo straciło na znaczeniu. O ile na przełomie lat ’80 i ’90 było ono pojęciem podstawowym – kontrowersyjnym i zarazem niezbędnym (Reinhart Koselleck), o tyle dziś znalazło się na marginesie debaty publicznej i akademickiej. Jest to związane z tym, że niemal trzy dekady po upadku komunizmu samo to doświadczenie straciło na znaczeniu oraz tym, że w odczuciu wielu jego krytyków zanadto było ono związane z kontekstem zimnej wojny – było pojęciem tyleż praktyki, co analizy, co nie zawsze dobrze służy analizie.

Na Europejski Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu wybrano rocznicę zawarcia paktu Ribbentrop-Mołotow, co podkreśla znaczenie doświadczenia Europy Środkowo-Wschodniej (zwłaszcza Polski) dla zrozumienia zjawiska totalitaryzmu. Czy to doświadczenie jest dziś składnikiem europejskiej i światowej pamięci na równi z doświadczeniami państw zachodnich? Dlaczego?

Doświadczenie Europy Środkowo nie jest oczywiście traktowane jako równoprawne wobec doświadczenia zarówno Europy Zachodniej, jak i Wschodniej. Bycie w środku jest nieraz równoznaczne z byciem nigdzie. Europejska wyobraźnia jest podzielona na Wschód i Zachód – a w takim podziale Środek z trudem znajduje dla siebie miejsce. Jak pokazał Tomasz Zarycki w doskonałej książce „The Ideologies of Eastness” prestiż poszczególnych narodów w Europie zmniejsza się z Zachodu na Wschód. Dlatego też – to jest już moja hipoteza – doświadczenie nazizmu, które było doświadczeniem Zachodu z konieczności będzie wypierało doświadczenie komunizmu, które było udziałem Środka i Wschodu. Ponieważ Środek i Wschód cieszą się mniejszym prestiżem, również ich historia i ich doświadczenia nie będą traktowane jako równoprawne.

Na to zjawisko nakłada się jeszcze zjawisko drugie. Nasza część Europy ma niski kapitał ekonomiczny i polityczny. Poszukując go, elity polskie i innych krajów tego regionu będą się orientować najczęściej na Zachód. Reakcją na zachodnią orientację elit jest powstawanie kontrelit, które reprezentują ideologię narodową. Tutejsze elity idą więc śladem podstawowego procesu narodowotwórczego opisywanego na przykładzie Ameryki Południowej (kosmpolityczne elity vs narodowe kontrelity). Taki głęboki podział zaś dodatkowo osłabia możliwość prezentowania jednej kontrnarracji wobec narracji Zachodu. Narracja Zachodu jest bowiem wzmacniana wewnątrz pola intelektualnego Środka. Na polityczne podziały, które uniemożliwiają przedstawienie spójnej wizji historii Polski zwraca uwagę w swych publikacjach Jan Kubik. Wizję Zaryckiego można uzupełnić jeszcze o perspektywę postkolonialną Ewy Thompson. Otóż pokazuje ona, że Rosja wyłamuje się z kolonialnego postrzegania Wschodu jako miejsca barbarzyńskiego, zacofanego i europejskiego. Ze względu na bardzo wysoki poziom kapitału politycznego w Rosji Zachód podchodzi do niej inaczej – nie kwestionuje jej narracji, lecz często ją afirmuje. W Rosji zaś pojęcie totalitaryzmu po karnawale pamięci z początku lat ’90 znalazło się na absolutnym marginesie debaty publicznej, jeśli pominąć „Historię Rosji XX wieku” Andrieja Zubowa.

Zwróćmy jeszcze uwagę na pewien paradoks. Opowieść o doświadczeniu komunizmu daje niższy kapitał moralny niż opowieść o doświadczeniu nazizmu. Niemcy podkreślając zło, jakie uczynili – zło Holocaustu, zło absolutne, nieporównywalne – jednocześnie pokazują, że także nieporównywalna i absolutna jest ich własna trajektoria, która wiodła ich do Zachodu, Europy, tolerancji i nowoczesności. Przedstawiana przez nich narracja jest w istocie narracją konwersji. Narracja konwersji zaś – jak uważam – daje największy kapitał moralny. Takiej narracji konwersji Środek i Wschód nie potrafią przeciwstawić własnej narracji konwersji.

W nazwie święta mowa jest o dwóch systemach totalitarnych i o pamięci ofiar. Jak opowiadać o systemie totalitarnym i totalitarnej ideologii, nie tracąc z pola widzenia osobistych losów ofiar i ocalonych? Jak oddać sprawiedliwość każdej z ofiar, nie pomijając kontekstu historycznego? Będziemy wdzięczni za przykłady takich przedsięwzięć – pozytywnych i/lub nieudanych.

Nie widzę tutaj sprzeczności ani nawet napięcia. Zło ideologii totalitarnej przejawia się przecież nie gdzie indziej jak w ludzkim doświadczeniu, a przede wszystkim – w doświadczeniu ofiar. Jeśli system totalitarny jest bezduszny, to ową bezduszność widać tylko w kontraście z duszą – duchem – człowieka. Nie chcę tutaj podawać przykładów dobrze znanych, które ukazują doświadczenie totalitaryzmu (MPW, Majdanek, Auschwitz, Dom Terroru, Topografia Terroru, Jad Waszem, Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie, Muzeum II Wojny Światowej, Muzeum w Markowej, Stasi Museum – Normannenstrasse, Muzeum Gułagu w Moskwie etc.), rozumiem bowiem, że chodzi o takie przedstawienie doświadczenia totalitaryzmu, które mieściłoby w sobie zarówno doświadczenie nazizmu, jak i komunizmu. Próby takiego przedstawienia można odnaleźć na przykład w Buchenwaldzie i Terror Haza, lecz w Polsce takiego miejsca brakuje. To z pewnością jest miejsce dla Ośrodka Badań nad Totalitaryzmami.

Osobiście dla mnie najważniejsze świadectwa totalitaryzmu wpisują jego doświadczenie w kontekst metafizyczny. Pisałem o tym w obszernym artykule: „Polskie odrodzenie religijne i doświadczenie totalitaryzmu. Analiza fenomenologiczna” (Teologia Polityczna 5/2009-2010). Myślę, że tego typu analizy – analizy, które uzupełniają wizję Zachodu – o aspekt religijny mogłyby być szczególnie inspirujące. Aby to sobie uzmysłowić, warto sięgnąć do polskich pamiętników i wspomnień – znanych, jak Herlinga-Grudzińskiego „Inny świat”, i nieznanych, jak np. Tadeusza Fedorowicza „Drogami Opatrzności”. Ta książka zrobiła na Janie Pawle II ogromne wrażenie, tym bardziej spotęgowane, że Tadeusz Fedorowicz dobrowolnie wyjechał na Syberię ze swoimi parafianami, a kiedy cudownie powrócił został spowiednikiem i kierownikiem duchowym Wojtyły. Przy okazji – takie połączenie między doświadczeniem totalitaryzmu a naszą obecną sytuacją – na przykład poprzez los Jana Pawła II – pozwala nadać pojęciu totalitaryzmu nowy rezonans. Tytułem przykładu papieska teologia ciała zrodziła się z doświadczenia nieludzkiego cierpienia w Ravensbrueck (Wanda Półtawska) i Dachau (polscy księża, z przyszłym abpem Majdańskim na czele, którzy zostali uwolnieni w dzień patrona rodziny – św. Józefa).

Czy pojęcie totalitaryzmu opisuje wyłącznie rzeczywistość historyczną, czy pozwala także lepiej zrozumieć współczesność? Jaką pełni rolę? Narzędzia analitycznego, przestrogi, politycznego epitetu, a może jeszcze inną?

Uważam, że pojęcie totalitaryzmu ma bardzo dużą wagę, ale należy koniecznie wyciągnąć je z politologicznych ram Friedricha i Brzezińskiego, a nawet filozoficznych ram Arendt. Należy oddać mu sprawiedliwość, dostrzegając głębię doświadczenia totalitarnego i jego grozę, grozę, która łączy się z doświadczeniem religijnym. Można to zrobić poprzez wykorzystanie niezwykle inspirujących i wpływowych rozważań Giorgia Agambena (obóz koncentracyjny jako nomos nowoczesności) czy Zygmunta Baumana (nowoczesność i zagłada, tj. nowoczesność jako zagłada).

Tego typu myślenie było rozwijane przez księdza Józefa Tischnera na polskim gruncie. Pisał: „Słowo totalitaryzm pochodzi od słowa totus – cały. Totalitaryzm jest próbą usprawiedliwienia władzy, która rości sobie pretensje do ogarnięcia całości bytu ludzkiego, zarówno prywatnego, jak społecznego. Nie ma w człowieku niczego takiego, czego nie powinna objąć władza państwa czy władza partii. Władza jest „absolutem”, któremu wszystko służy. […]  Stosunek do absolutu na tym polega, że rozwiązane on wszelkie inne obowiązki człowieka, by związać go wyłącznie ze sobą. Absolut domaga się zupełnych poświęceń. Znakiem gotowości do poświęceń jest ofiara z tego, co człowiekowi najbliższe”. Tischner pokazuje tutaj ścisły związek doświadczenia totalitaryzmu z doświadczeniem religijnym (doświadczeniem absolutu, doświadczeniem całości, całościowości). Tischner pisał wprost: „Sacrum jest źródłem totalitarnego roszczenia. […] Sacrum, budząc trwogę i fascynację, nie budzi tego, co podstawowe – poczucia odpowiedzialności”. Pomijając polityczny i polemiczny kontekst tego typu wypowiedzi, Tischner stawiał jak najbardziej trafne pytanie: „Czy totalitaryzm nie na tym polega, że jakaś religia wkracza do polityki i zastępuje jej reguły działania własnymi regułami?”. Totalitaryzm jest związany z religią, sacrum, świętością, a jednocześnie – z nowoczesnością.

Poza pogłębieniem rozumienia totalitaryzmu powinniśmy także wykorzystać kolejne aspekty tego pojęcia. Po pierwsze, pojęcie totalitaryzmu jest tak zwanym pojęciem wiążącym (colligatory concept), które pomaga wiązać pozornie niezwiązane ze sobą zjawiska. W szczególności pozwala ono mówić o komunizmie i nazizmie nie jako dwóch przeciwstawnych ruchach politycznych, ale ruchach, które właśnie ze względu na walkę między sobą na tyle się do siebie upodobniły, że możemy mówić o jednym ruchu: ruchu totalitarnym. W mojej perspektywie waga tego pojęcia polegałaby także na połączeniu nowoczesności i religii.

Po drugie, pojęcie totalitaryzmu nadaje danemu systemowi charakteru systemu zła. Zło – dzięki temu pojęciu – staje się realne, zwiększa się jego – jak mówią psychologowie – bytowość (entitativity), a co Jakub Karpiński (jeden z polskich mistrzów myślenia o totalitaryzmie) określał jako „całościowość” i „rzeczywistość”.

I na koniec refleksja bardziej ogólna. Dla nowoczesności charakterystyczny jest proces, który za Odonem Marquardem określam jako odbieranie złu znamion zła (Entboesung des Boesen). W tym sensie pojęcie totalitaryzmu jest pojęciem antynowoczesnym – pokazuje ono bowiem, że istniało jakieś zło, zło całościowe, totatne właśnie, przenikające wszystko, którego nie można zbagatelizować i które być może cały czas na nas wpływa. Doskonale z tego procesu zdawał sobie sprawę Jan Paweł II, dla którego pojęcie totalitaryzmu zachowywało niezwykłą wagę. Pod jego słynnymi myślami z Veritatis Splendor (101) chciałbym się w całości podpisać:

Po upadku w wielu krajach ideologii, które wiązały politykę z totalitarną wizją świata – przede wszystkim marksizmu – pojawia się dzisiaj nie mniej poważna groźba zanegowania podstawowych praw osoby ludzkiej i ponownego wchłonięcia przez politykę nawet potrzeb religijnych, zakorzenionych w sercu każdej ludzkiej istoty: jest to groźba sprzymierzenia się demokracji z relatywizmem etycznym, który pozbawia życie społeczności cywilnej trwałego moralnego punktu odniesienia, odbierając mu, w sposób radykalny, zdolność rozpoznawania prawdy. Jeśli bowiem „nie istnieje żadna ostateczna prawda, będąca przewodnikiem dla działalności politycznej i nadająca jej kierunek, łatwo o instrumentalizację idei i przekonań dla celów, jakie stawia sobie władza. Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm”.

Michał Łuczewski – doktor socjologii, psycholog, metodolog. Dyrektor Programowy Centrum Myśli Jana Pawła II. Zajmuje się myślą i nauczaniem Jana Pawła II, a także tematyką wartości, związków teologii i nauk społecznych, socjologią narodu, pamięci, ruchów społecznych i młodzieży. Stypendysta m.in. Collegium Invisibile, Fundacji im. W. Fulbrighta na Columbia University (2005–2006) i Fundacji na rzecz Nauki Polskiej; wyróżniony w konkursie im. Jana Józefa Lipskiego i w konkursie Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej na najlepszy doktorat z nauk społecznych, laureat Józef Tischner Fellowship w wiedeńskim Institut für die Wissenschaften vom Menschen. Redaktor naczelny pisma antydyscyplinarnego „Stan Rzeczy” i członek zespołu redakcyjnego „44/Czterdzieści i Cztery”. Publikował w najlepszych polskich pismach socjologicznych, historycznych i antropologicznych. Autor książek: „Erinnerungskultur des 20. Jahrhunderts. Analysen deutscher und polnischer Erinnerungsorte” (Peter Lang Verlag 2011), „Wartość krajobrazu. Rozwój przestrzeni obszarów wiejskich” (PWN 2011) i „Odwieczny naród. Polak i katolik w Żmiącej” (UMK 2012). Ta ostatnia pozycja została wyróżniona nagrodą Znaku i Ergo-Hestii im. Józefa Tischnera w kategorii eseistyki na tematy społeczne, która uczy Polaków przyjmować „nieszczęsny dar wolności”.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie dla lepszego działania serwisu. Możesz zablokować pliki cookie w ustawieniach
przeglądarki. Więcej informacji w Polityka prywatności strony.

FreshMail.pl
 

FreshMail.pl