78 lat temu rozpoczął się proces rtm. Witolda Pileckiego - Instytut Pileckiego

78 lat temu rozpoczął się proces rtm. Witolda Pileckiego

78 lat temu, 3 marca 1948 roku, przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie rozpoczął się proces Witolda Pileckiego i jego siedmiorga współpracowników.

Fot. NAC

Rozprawa miała typowy dla rządów komunistycznych charakter pokazowy. „Ochotnik do Auschwitz”, po okrutnym, trwającym wiele miesięcy śledztwie, został oskarżony o szereg przestępstw, w tym zdradę stanu, szpiegostwo i spisek w celu zamachu na życie funkcjonariuszy UB. 15 marca sąd, za nic mając nawet ówcześnie istniejące i wprowadzone przez komunistów procedury, skazał Witolda Pileckiego na śmierć. Wyrok wykonano 25 maja 1948 roku w Więzieniu Mokotowskim strzałem w tył głowy.

Oprócz Rotmistrza na ławie oskarżonych zasiadło siedem osób: Maria Szelągowska, Makary Sieradzki, Tadeusz Płużański, Ryszard Jamontt-Krzywicki, Maksymilian Kaucki, Witold Różycki i Jerzy Nowakowski.

Władze dążyły do tego, aby proces spełniał cele stawiane przed inscenizacjami sądowymi doprowadzonymi do perfekcji w latach 30. w Związku Sowieckim – mówi dr Bartłomiej Kapica, kierownik Ośrodka Badań nad Totalitaryzmami w Instytucie Pileckiego. – Powodzenie zależało tu jednak od postawy podsądnych. W idealnym scenariuszu mieli oni obciążać współpracowników, bezwzględnie potępić samych siebie i domagać się wymierzenia sobie jak najsurowszej kary. Władze srogo się jednak zawiodły, ponieważ Pilecki okazywał godność i swoimi wypowiedziami nie zamierzał wpisywać się w założony scenariusz. Konsekwentnie nie przyznawał się do winy. Potwierdzał jedynie to, co było oczywistym faktem, jak chociażby posiadanie skrytki na broń. Podkreślał, że jedynie przekazywał powszechnie dostępne informacje legalnym władzom polskim przebywającym na Zachodzie. A to nie mogło być nazwane działalnością szpiegowską, o którą oskarżały go władze komunistyczne – wyjaśnia dr Kapica.

Skład sądu był następujący: przewodniczący ppłk mgr Jan Hryckowian, sędzia wojskowy kpt. Józef Badecki, ławnik kpt. Stefan Nowacki oraz protokolant por. Ryszard Czarkowski. Rozprawa odbywała się z pogwałceniem ustanowionego przez władze komunistyczne prawa, bowiem skład sędziowski był niepełny (tylko jeden ławnik zamiast dwóch). Prokurator wojskowy mjr Czesław Łapiński domagał się kary śmierci dla Pileckiego, Szelągowskiej, Płużańskiego i Sieradzkiego. Rotmistrza oskarżono o szpiegostwo, nielegalne posiadanie broni, planowanie zamachu na funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, przyjęcie korzyści majątkowych od osób działających w interesie obcego rządu, uchylanie się od służby wojskowej i podrabianie dokumentów. Rotmistrz przyznał się jedynie do posiadania broni i posługiwania się fałszywymi dokumentami. Zaprzeczył jakoby pracował na rzecz obcego państwa czy że planował zamach na oficerów UB.

Proces sądowy był farsą – mówi dr Bartłomiej Kapica. – Sąd i prokurator, dopytujący podsądnych o rzekome nieścisłości w zeznaniach, przechodził do porządku dziennego nad wypowiedziami, które jasno wskazywały, że przeszli w rękach bezpieki piekło. To ono skrywało się za stwierdzeniami, że zapisane w protokołach ze śledztwa ich rzekome słowa nie należały do nich lub też padały pod wpływem „zmęczenia”, czyli tortur. Wypowiedź Pileckiego: „protokoły podpisywałem, przeważnie nie czytając ich, bo byłem wówczas bardzo zmęczony” – do dziś szokuje tragizmem, jest świadectwem koszmaru, przez który przeszedł – podkreśla dr Kapica.

Przewód sądowy trwał do 11 marca. Jego przebieg miał w większości charakter jawny, na sali byli dziennikarze, w prasie pojawiały się obszerne relacje, m. in. pod tytułem „Proces szpiegowskiej grupy Andersa”. Władze chciały w ten sposób zademonstrować swoją siłę i bezwzględność wobec „wrogów ludu” i sterroryzować społeczeństwo. Była to też ostatnia okazja by Maria Pilecka mogła zobaczyć męża. 15 marca ogłoszono wyrok: Pilecki, Szelągowska i Płużański zostali skazani na karę śmierci. Apelacja została odrzucona przez Najwyższy Sąd Wojskowy 3 maja. Prośby o ułaskawienie Rotmistrza kierowane do Bieruta pozostały niewysłuchane. Witolda Pileckiego zamordowano strzałem w tył głowy w więzieniu na Rakowieckiej 25 maja 1948 roku. Miejsca pochowania ciała do dziś nie odnaleziono. W październiku 1990 roku Sąd Najwyższy unieważnił wyrok.

Więcej informacji na temat aresztowania, śledztwa, procesu i egzekucji Witolda Pileckiego można przeczytać na stronie Instytutu Pileckiego w artykule dr. Bartłomieja Kapicy [kliknij]. 

Zobacz także