Niemcy przywłaszczają sobie polskie doświadczenie ofiary | Radziejowska i Fałkowski dla Frankfurter Allgemeine Zeitung - Instytut Pileckiego

11.03.2026 (ŚR)

Niemcy przywłaszczają sobie polskie doświadczenie ofiary | Radziejowska i Fałkowski dla Frankfurter Allgemeine Zeitung

Zapraszamy do lektury artykułu autorstwa Hanny Radziejowskiej i Mateusza Fałkowskiego, przetłumaczonego na język polski, który ukazał się w Frankfurter Allgemeine Zeitung, jednej z najbardziej opiniotwórczych gazet w Europie, 11 marca 2026 roku.

Tłumaczenie artykułu „Deutsche eignen sich die polnische Opfererfahrung an. In der Debatte über Kollaboration kommen koloniale Denkmuster zum Vorschein” (tłum. „Niemcy przywłaszczają sobie polskie doświadczenie ofiary. W debacie o kolaboracji ujawniają się kolonialne wzorce myślenia”) autorstwa Hanny Radziejowskiej i Mateusza Fałkowskiego, opublikowanego 11 marca 2026 r. w dzienniku Frankfurter Allgemeine Zeitung.

Mateusz Fałkowski
Hanna Radziejowska

Niemcy przywłaszczają sobie polskie doświadczenie ofiary
W debacie o kolaboracji ujawniają się kolonialne wzorce myślenia

Od kilku tygodni na łamach „FAZ" toczy się dyskusja wokół książki Grzegorza Rossolińskiego-Liebe o polskich burmistrzach w okupowanej Polsce. Debata przedziwna, bo operująca mocno zniekształconym obrazem niemieckiej okupacji Polski, a także zniekształconym obrazem Holokaustu. Przede wszystkim jednak, wbrew zapewnieniom samego autora o tym, że nie lubi moralizowania, dyskusja nie tyle o historii, co o tym „kto jest »nasz«, a kto wróg”, co słusznie podnoszą Stephan Lehnstaedt i Andrea Löw (wydanie „FAZ" z 21 stycznia). Krytycy książki są przedstawieni przez Rossolińskiego-Liebe i prof. Grabowskiego albo jako polscy nacjonaliści, albo tchórzliwi niemieccy historycy.

Rossoliński-Liebe opisuje Holokaust jako „transnarodowe ludobójstwo”. Wyciąga te radykalne wnioski na podstawie analizy życiorysów 35 burmistrzów w okupowanej Polsce (w tym 4 volksdeutschów), których działania miały wynikać z antysemityzmu. Widzi taki związek przyczynowy nawet w sytuacjach niezwykle skomplikowanych, gdy dany urzędnik pracuje z polskim podziemiem, czy trafia do więzienia Gestapo, a on sam i najbliższa rodzina danego burmistrza (żona i siostra) ukrywają Żydów. Pisze, że ta grupa urzędników miała istotny wpływ na przebieg i skalę Holokaustu.

Rossoliński-Liebe tak wyostrza swoją tezę, że do grona sprawców i kolaborantów zalicza nawet członków żydowskich Sonderkommand w niemieckich obozach zagłady. Charakter relacji między okupantami i „okupowanymi” urzędnikami określa „koleżeństwem” i twierdzi, że na jednego niemieckiego sprawcę przypadało 9 „kolegów” z okupowanych krajów. Pomijając pytania o pojęciowość: jak można wyliczyć statystycznie takie proporcje na podstawie 35 biografii? I gdzie jest ta rzekoma relacja koleżeństwa, gdy dany urzędnik trafia do więzienia Gestapo? U Rossolińskiego-Liebe wszystko jest podporządkowane tezie o „transnarodowym ludobójstwie”.

Celem naszego tekstu nie jest jednak recenzja książki, podważanie zasadności badań nad kolaboracją czy kwestionowanie występowania antysemickich postaw wśród części polskiego społeczeństwa. W debacie zwróciły naszą uwagę zasadnicze pytanie.

Kto jest kolaborantem?

Niemieckie społeczeństwo nie ma wiedzy na temat Holokaustu na terenach okupowanej Polski. Z badań niemieckiego Ipsos z 2024 roku wynika, że większość (59%) Niemców sądzi, że to niemieccy Żydzi są najliczniejszą grupą spośród ofiar Holokaustu, nie potrafi wskazać takich miejsc zagłady jak Treblinka czy Sobibór, a 49% wierzy, że to w Niemczech obowiązywała kara śmierci za pomoc dla Żydów.

W obecnej debacie widoczne jest mechaniczne kopiowanie wyobrażeń okupacji w zachodniej Europie i projektowanie go na wschodnią Europę. Dochodzi do godnego uwagi mechanizmu, w którym doświadczenie okupowanej Polski, skali terroru i zbrodni zaczyna być częścią niemieckiej kultury pamięci o samych sobie jako ofierze (jak w przypadku rzekomych 3 mln niemieckich Żydów jako ofiar Holokaustu czy kary śmierci za pomoc Żydom, która miałaby obowiązywać w Trzeciej Rzeszy).

Z drugiej strony rzeczywistość okupacji w Polsce miałaby raczej odpowiadać sytuacji np. w Holandii, Norwegii, Francji czy Danii. W Danii możliwym było jednak wyjść na ulicę i demonstrować przeciwko przemocy wobec żydowskich obywateli. 81 lat po zakończeniu wojny oczekuje się od Polaków, że powinni byli wtedy zrobić to samo, choć w Polsce byłaby to sytuacja niewyobrażalna. Nie z powodu antysemityzmu (który w przedwojennej Polsce, jak pisał Antony Polonsky, nie był większy niż w innych częściach Europy), ale ze względu na codzienny terror i masowe rozstrzeliwania. W okupowanej Polsce stacjonowało w sposób stały od ponad 600 000 do 1 mln niemieckich żołnierzy, policji i funkcjonariuszy. Daje to statystycznie około 50 mieszkańców na jednego uzbrojonego niemieckiego żołnierza. Dlatego trudno mówić o jakichkolwiek „swobodnych przestrzeniach działania” polskiego społeczeństwa, o których mówi Rossoliński-Liebe.

Rozszerza on pojęcie kolaboracji tak dalece, że do grona sprawców zalicza nawet członków żydowskich Sonderkommand. Przyznaje wprawdzie, że ich motywacje były zupełnie inne niż motywacje chrześcijan, mimo to twierdzi, że uczestniczyli oni w zagładzie Żydów. Sonderkommando w Auschwitz-Birkenau było grupą Żydów zmuszonych przez Niemców do organizowania śmierci tysięcy swoich współbraci. Byli świadkami ich ostatnich chwil. Primo Levi podkreślał, że taka forma przetrwania wymyka się wszelkiej ocenie moralnej. Georges Didi-Huberman opisał, jak jeden z członków Sonderkommanda, który chciał ostrzec ofiary, został na oczach swoich towarzyszy wrzucony żywcem do pieca krematoryjnego, i postawił pytanie, co dla takich ludzi oznaczałoby stawienie oporu – czy byłby to na przykład godny samobójczy akt? Dwie próby powstania członków Sonderkommand w latach 1942 i 1944 zakończyły się zamordowaniem wszystkich uczestników.

Takie ujęcie kolaboracji przez Rossolińskiego-Liebe pozbawia więc podmiotowości i godności ofiary Holokaustu, zniekształcając realia ludobójstwa. Za punkt odniesienia przyjmuje ahistoryczny, pokrętnie pojmowany moralny absolutyzm, którego skutkiem jest przeniesienia odpowiedzialności na okupowanych, a nie okupujących. To, co w dotychczasowym dyskursie naukowym i filozoficznym dotykało zdolności człowieka do oporu w ekstremalnej i beznadziejnej sytuacji represji, w ujęciu Rossolińskiego-Liebe stało się kolaboracją, choć „z inną motywacją”.

Kto umożliwia badania?

Chcemy w tym kontekście przytoczyć wypowiedź Szymona Datnera, ocalonego z Holokaustu i historyka Zagłady, który w 1988 roku mówił: „(Uciekający Żydzi) stukali w okno chałupy czy drzwi mieszkania (Polaków), a obok pojawiało się pytanie: Ratować ich czy nie? I jak to zrobić? Czy nawet kawałek chleba pomoże, czy mam udawać, że nic nie słyszę? A może pójść i zawiadomić Niemców, co nakazuje prawo? Każda forma pomocy była zabroniona pod groźbą śmierci dla siebie i całej rodziny. (…) Dla nas dzisiaj wybór wydaje się zupełnie oczywisty. A jednak nie tak dawno wstrząsnęła mną znajoma dziewczyna, Żydówka. Jest to osoba w moim wieku, którą bardzo cenię za jej uczciwość i odwagę. I powiedziała mi: "Wcale nie jestem pewna, czy dałabym miskę jedzenia Polakowi, gdyby to mogło oznaczać śmierć dla mnie i mojej córki“.  

Grzegorz Rossoliński-Liebe rozwija tezę, że wschód Europy to nacjonaliści, którzy nie potrafią stanąć w prawdzie i uniemożliwiają badania nad kolaboracją. Także Stephan Lehnstaedt i Andrea Loew podzielają pogląd, że w Polsce dominują „nacjonalistyczne narracje historyczne” i są one niezależnie od konkretnych rządów zagrożeniem dla wolności badań.

Tymczasem przyjrzyjmy się faktom – cała międzynarodowa naukowa debata o kolaboracji w okupowanej Polsce opiera się przede wszystkim na źródłach wytworzonych w ramach powojennych procesów w Polsce, przechowywanych i udostępnianych w polskich archiwach. Spójrzmy na znany szerzej przypadek Jedwabnego, gdzie, jak pokazują badania IPN, ale też Jana T. Grossa, Polacy uczestniczyli w zamordowaniu swoich żydowskich sąsiadów. Jedwabne stało się na świecie symbolem rzekomego „ukrywania” prawdy o polskim antysemityzmie.  Tymczasem ten przypadek odsłania cały paradoks powojennej historii. Kiedy w Polsce zeznania świadków składane przeciw kolaborantom i zdrajcom prowadziły do sądowej dokumentacji zbrodni, w tym czasie w Niemczech i Austrii panowała zmowa milczenia w prokuraturze, w rodzinach i kręgach przyjaciół. Polscy sprawcy z Jedwabnego byli po wojnie ścigani i skazani na wysokie kary więzienia. W roku 1949 skazano 12 osób, jedna osoba otrzymała karę śmierci, wydano kary więzienia między 8 a 15 lat. Dwie osoby zmarły w trakcie śledztwa. Trzy osoby zmarły w trakcie śledztwa.

Tymczasem na terenie historycznego Bezirk Białystok (do którego należało Jedwabne) Niemcy zamordowali w sumie blisko 270 tysięcy ludności żydowskiej, polskiej i białoruskiej. Za zbrodnie popełnione w Bezirk skazano w sumie siedmiu Niemców. W samym Jedwabnem zostało skazanych więc więcej sprawców – i na wyższe kary – niż miało to miejsce w przypadku niemieckich sprawców całego narodowosocjalistycznego aparatu terroru w całym Bezirk Białystok.

Dziesiątki tysiący funkcjonariuszy ogromnego niemieckiego aparatu terroru nie zostało rozliczonych za swoje zbrodnie. Za zbrodnie dokonane na terenie Polski podczas niemieckiej okupacji, doczekało się wyroków skazujących w powojennych zachodnich Niemczech nie więcej niż 400 osób. W powojennej Polsce liczba kolaborantów, folksdojczów skazanych w latach 1946- 1949 wyniosła do 20 000 osób (podajemy za Pawłem Machcewiczem i Andrzejem Paczkowskim).

Jeszcze jedna dynamika wykluczenia

Czy nie jest więc tak, że to brak wystarczających rozliczeń w Niemczech i Austrii za zbrodnie popełnione w okupowanej Polsce przyczynia się do przesunięcia niemieckiej odpowiedzialności politycznej za zbrodnie na inne państwa i narody? Kto ściga i karze, wytwarza bowiem historyczne źródła dla kolejnych pokoleń. Dysproporcje powojennych rozliczeń w Polsce oraz Austrii i RFN są zaś oczywiste.

Jest jeszcze jeden aspekt tej debaty, na który chcielibyśmy zwrócić uwagę. Z zaskoczeniem stwierdziliśmy, że mimo że Instytut Pileckiego w Berlinie nie wziął do tej pory w niej udziału, nie podpisał też żadnego z listów (opowiadając się za stricte naukową debatą), zostaliśmy przywołani już kilkukrotnie w opublikowanych tekstach – jako instytucja nacjonalistyczna i bliska PiS. Co znamienne, nikt nie przedstawia żadnych faktów, które miałyby tę charakterystykę uzasadniać: nie wskazano ani jednego projektu, programu czy działania, które miałyby charakter polityczny lub partyjny. Sam zaś fakt, że instytucja (czy to w Polsce, czy w Niemczech) została powołana do życia w okresie rządów określonej partii, nie może zaś być podstawą do przypisywania afiliacji politycznych osobom w nim pracującym.

Stephan Lehnstaedt i Andrea Löw interpretują odwołanie poprzedniego dyrektora, Krzysztofa Ruchniewicza, jako wynik nacjonalistycznie motywowanych nacisków. Przeciwko zainicjowanej przez niego „naukowej debacie o restytucji dzieł sztuki" miała zostać zmobilizowana „prasa konserwatywna". Nie wspominają jednak, że za kadencji poprzedniego dyrektora zablokowane zostały projekty badawcze w Berlinie. Ponadto poufny list do minister kultury, ostrzegający przed skandalem politycznym i wskazujący na poważne naruszenia praw pracowniczych, trafił do „Rzeczpospolitej" – gazety o profilu centrowym, krytycznej wobec PiS.

Löw i Lehnstaedt tłumaczą, że ich intencją jest pomoc polskim kolegom historykom, którzy „chcą lub muszą mieszkać i pracować w Polsce, którzy działają w niestety niezwykle skomplikowanej sytuacji politycznej i muszą się w niej odnaleźć” („FAZ" z 25 lutego). Czy znaczy to, że polscy badacze są wg nich nieustannie cenzurowani i poddani presji politycznej? Czy w Polsce jest dyktatura? Żywe i pluralistyczne debata naukowa oraz dyskursy pamięci dowodzą czegoś przeciwnego.

Profesor z Touro University oraz kierowniczka Centrum Badań nad Holokaustem przy Instytucie Historii Współczesnej krytykują Grabowskiego i Rossolińskiego-Liebe za konfrontacyjne nastawienie i poszukiwanie wrogów, sami jednak przyczyniają się do dynamiki wykluczenia. Bronią nauki, lecz w swoich dwóch artykułach podkreślają przede wszystkim własną moralną wyższość. Polskich naukowców oraz ich projekty badawcze traktują głównie jako odbiorców pomocy i ochrony z Niemiec.

Lehnstaedt i Löw w swoim drugim artykule podkreślają, że są świadomi „intencji polityki historycznej Instytutu Pamięci Narodowej oraz Instytutu Pileckiego”, co – jak twierdzą – „wyraźnie zaznaczyli” już w swoim pierwszym tekście. „My sami w ostatnich latach mieliśmy niekiedy odmienne podejścia i w różnym stopniu byliśmy gotowi do współpracy”. Kiedy w Instytucie Pileckiego w Berlinie organizowaliśmy wspólnie z Touro University oraz Żydowskim Instytutem Historycznym kolokwium poświęcone gettu warszawskiemu, słuchając wystąpienia jednego ze współautorów obu artykułów w „FAZ.” nie mieliśmy pojęcia, jak wielkim poświęceniem musiał być dla niego udział w tym wydarzeniu. Dowiedzieliśmy się o tym dopiero z „FAZ”.

Warto zastanowić się, jaki wpływ na przebieg Holokaustu miały niemiecka okupacja oraz zniszczenie struktur państwowych w Europie Wschodniej. Warto także podjąć dyskusję o polskich burmistrzach. Tę debatę powinniśmy prowadzić w sposób pluralistyczny – a więc bez roszczeń do monopolu interpretacyjnego i rozwijając tezy mające oparcie w źródłach.

Hanna Radziejowska jest historyczką i kierowniczką Instytutu Pileckiego w Berlinie.

Mateusz Fałkowski jest socjologiem i zastępcą kierownika Instytutu Pileckiego w Berlinie.

Zobacz także

  • Dlaczego okupacja Polski pozostaje w Niemczech tematem nieobecnym? | Relacja z ósmego spotkania cyklu „Berlin w Warszawie”

    Aktualności

    Dlaczego okupacja Polski pozostaje w Niemczech tematem nieobecnym? | Relacja z ósmego spotkania cyklu „Berlin w Warszawie”

    24 września w Instytucie Pileckiego odbyło się ósme spotkanie z udziałem polskich i niemieckich ekspertów, zorganizowane w ramach cyklu „Berlin w Warszawie”. Tematem rozmowy była pamięć o Powstaniu Warszawskim w niemieckiej kulturze pamięci.

  • Niepublikowane wcześniej niemieckie archiwalia z francuskiego ECPAD w Instytucie Pileckiego i Muzeum Powstania Warszawskiego
    Trzej mężczyźni w garniturach stoją obok siebie i prezentują niebieskie teczki z logo Instytutu Pileckiego.

    Aktualności

    Niepublikowane wcześniej niemieckie archiwalia z francuskiego ECPAD w Instytucie Pileckiego i Muzeum Powstania Warszawskiego

    Instytut Solidarności i Męstwa im. Witolda Pileckiego oraz Muzeum Powstania Warszawskiego podpisały strategiczne, trójstronne porozumienie o współpracy z francuskim wojskowym archiwum audiowizualnym ECPAD (Établissement de Communication et de Production Audiovisuelle de la Défense/ Centrum Komunikacji i Produkcji Audiowizualnej Departamentu Obrony) z siedzibą w Ivry-sur-Seine we Francji. Porozumienie udostępnia polskim instytucjom unikalne, dotąd nieznane w Polsce fotografie z czasów II wojny światowej, otwiera dostęp do ogromnych zasobów francuskiego archiwum i rozpoczyna współpracę o dużym znaczeniu dla badań nad polską historią.

  • Michał Kosiorek objął stanowisko Zastępcy Dyrektora ds. Historii w Przestrzeni Publicznej
    Portret mężczyzny w okularach, ciemnozielonej marynarce i białej koszuli, stojącego przed przeszklonym budynkiem.

    Aktualności

    Michał Kosiorek objął stanowisko Zastępcy Dyrektora ds. Historii w Przestrzeni Publicznej

    Nowy dyrektor będzie sprawował nadzór nad Działem Wystaw, Działem Historii Mówionej i Produkcji Filmowych, Działem Serwisów Streamingowych i Podcastów, Działem Edukacji, Działem Upamiętnień oraz Galerią Instytutu Pileckiego w Domu Bez Kantów.

  • Cykl spotkań SZLAKI OCALENIA. ŚLADEM ODWAGI I BRATERSTWA
    Grafika cyklu z napisem: SZLAKI OCALENIA. ŚLADEM ODWAGI I BRATERSTWA

    Aktualności

    Cykl spotkań SZLAKI OCALENIA. ŚLADEM ODWAGI I BRATERSTWA

    Cykl poświęcony osobom odznaczonym medalem Virtus et Fraternitas za to, że pomagały Polakom, stawały w ich obronie lub pielęgnowały pamięć o nich w najtrudniejszych momentach historii. Spotkaniom będą towarzyszyć koncerty muzyki klasycznej.

  • „Rosja powraca do sowieckich narracji” – relacja z debaty o sowieckiej dezinformacji wokół 17 września 1939 roku
    Panel dyskusyjny z udziałem czterech osób siedzących w białych fotelach na scenie Instytutu Pileckiego.

    Aktualności

    „Rosja powraca do sowieckich narracji” – relacja z debaty o sowieckiej dezinformacji wokół 17 września 1939 roku

    W rocznicę sowieckiej agresji 17 września 1939 roku w Instytucie Pileckiego odbyła się debata ekspercka poświęcona mechanizmom propagandowym towarzyszącym zbrojnej napaści Związku Sowieckiego na Polskę oraz ich współczesnym kontynuacjom w polityce Federacji Rosyjskiej.

  • Złożenie kwiatów pod pomnikiem Witolda Pileckiego na warszawskim Żoliborzu
    Pomnik rotmistrza Witolda Pileckiego na tle szarej płyty kamiennej. U podnóża pomnika leżą wieńce z biało-czerwonymi kwiatami i wstęgami, stoi znicz, oprawione zdjęcie oraz polska flaga.

    Aktualności

    Złożenie kwiatów pod pomnikiem Witolda Pileckiego na warszawskim Żoliborzu

    W 86. rocznicę wydarzeń, podczas których Witold Pilecki celowo dał się schwytać w łapance na warszawskim Żoliborzu, z zamiarem przedostania się do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, złożono kwiaty pod jego pomnikiem, blisko miejsca łapanki.

  • „Zamelduj, gdzie trzeba, że rozkaz wykonałem” | Mija 86 lat od rozpoczęcia misji Witolda Pileckiego w Auschwitz

    Aktualności

    „Zamelduj, gdzie trzeba, że rozkaz wykonałem” | Mija 86 lat od rozpoczęcia misji Witolda Pileckiego w Auschwitz

    19 września 1940 roku Witold Pilecki celowo dał się schwytać w łapance na warszawskim Żoliborzu, z zamiarem przedostania się do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz.

  • Instytut Pileckiego w Nowym Jorku | Seminarium poświęcone pamięci o Holokauście
    Mężczyzna w garniturze przemawia do publiczności, trzymając mikrofon i gestykulując. W tle wyświetlany jest slajd z anglojęzycznym tekstem dotyczącym historii Polski.

    Aktualności

    Instytut Pileckiego w Nowym Jorku | Seminarium poświęcone pamięci o Holokauście

    W dniach 8–9 września dyrektor Instytutu Pileckiego Karol Madaj odbył w Nowym Jorku szereg ważnych spotkań dotyczących rozwoju działalności Instytutu w Stanach Zjednoczonych oraz upowszechniania wiedzy o polskiej historii i dziedzictwie Witolda Pileckiego.

  • Instytut Pileckiego i Fundacja Brama Cukermana łączą siły na rzecz edukacji i dialogu polsko-izraelskiego

    Aktualności

    Instytut Pileckiego i Fundacja Brama Cukermana łączą siły na rzecz edukacji i dialogu polsko-izraelskiego

    Dyrektor Instytutu Solidarności i Męstwa im. rtm. Witolda Pileckiego Karol Madaj oraz Prezeska Zarządu Fundacji „Brama Cukermana” Karolina Jakoweńko podpisali list intencyjny o współpracy. Porozumienie otwiera drogę do realizacji wspólnych przedsięwzięć badawczych, edukacyjnych, wystawienniczych oraz multimedialnych.

  • Sowiecka Azja Centralna – podsumowanie międzynarodowej konferencji w Instytucie Pileckiego [FOTO]
    Cztery osoby siedzą na scenie na białych fotelach podczas panelu dyskusyjnego, z czarną kurtyną w tle. Pośrodku kobieta w barwnym kimonie i niebieskiej spódnicy mówi do mikrofonu. Pomiędzy uczestnikami stoją dwa drewniane stoliki z wodą i książkami. Na pierwszym planie widać rozmyte sylwetki widowni oraz aparat na statywie.

    Aktualności

    Sowiecka Azja Centralna – podsumowanie międzynarodowej konferencji w Instytucie Pileckiego [FOTO]

    Trzy dni, kilkadziesiąt wystąpień i badacze z Polski oraz zagranicy – tak w skrócie można podsumować międzynarodową konferencję naukową, która odbyła się w dniach 2–4 września w Instytucie Pileckiego Warszawie.

  • Nieznane wspomnienia niemieckiego urzędnika z okupowanej Polski trafiły do Instytutu Pileckiego
    Czarno-biała fotografia przedstawiająca grupę niemieckich funkcjonariuszy i oficerów wojskowych stojących przy tablicy granicznej z napisem „Generalgovernement für die besetzten polnischen Gebiete – Grenze 280 m.” W tle widoczne są drzewa i teren wiejski. U dołu zdjęcia oznaczenie „Narodowe Archiwum Cyfrowe”.

    Aktualności

    Nieznane wspomnienia niemieckiego urzędnika z okupowanej Polski trafiły do Instytutu Pileckiego

    Do zbiorów archiwum Instytutu Pileckiego trafił wyjątkowy dokument: niepublikowane dotąd i nieznane wspomnienia niemieckiego urzędnika, który podczas II wojny światowej pracował w administracji cywilnej Generalnego Gubernatorstwa.

  • Zło wpisane w codzienność | Dr Joanna Nikel komentuje wspomnienia niemieckiego urzędnika z pobytu w Generalnym Gubernatorstwie
    Zdjęcie Joanny Nikel. Pani Joanna mówi do mikrofonu, ma blond włosy i drobne kolczyki w uszach.

    Aktualności

    Zło wpisane w codzienność | Dr Joanna Nikel komentuje wspomnienia niemieckiego urzędnika z pobytu w Generalnym Gubernatorstwie

    „Rzadko zdarza się, by do zbiorów archiwalnych trafiał dokument, w którym głos samego funkcjonariusza aparatu okupacyjnego — spisany bez intencji oskarżenia, a wręcz z pozycji poczucia własnej normalności — staje się jednym z najbardziej wymownych świadectw zbrodniczości systemu, któremu służył” – pisze dr Joanna Nikel w pierwszym komentarzu do otrzymanych przez Instytut Pileckiego materiałów.