Upamiętnienie Jana Maletki we wsi Treblinka - Instytut Pileckiego

W obchodzone 25 listopada święto kolejarzy Instytut Pileckiego upamiętnił Jana Maletkę we wsi Treblinka. Datę wybrano nieprzypadkowo: zamordowany za podanie wody Żydom transportowanym do obozu zagłady pracował na kolei.

Kolejarze mimo zakazu podawali Żydom wodę. Nawet żony pracowników stacyjnych […] płacząc biegły z wiaderkami do wagonów, aby choć kropelkę wody podać małym dzieciom. […] Za podanie wody na stacji Treblinka zastrzelono robotnika służby drogowej. Nazwiska nie pamiętam.

Fragment książki Franciszka Ząbeckiego pt. Wspomnienia dawne i nowe (Warszawa 1977, s. 46)

Niemiecki nazistowski obóz zagłady Treblinka II był jednym z trzech (obok Bełżca i Sobiboru) ośrodków masowej eksterminacji utworzonych w celu likwidacji Żydów z Generalnego Gubernatorstwa i Okręgu Białystok. Szacuje się, że w okresie jego funkcjonowania (od lipca 1942 roku do listopada 1943 roku) zamordowano około 900 tys. Żydów. Pomimo wprowadzenia przez niemieckiego okupanta kary śmierci za pomoc Żydom, kolejarze ze stacji w Treblince, a także z innych stacji na trasie przejazdu pociągów, udzielali pomocy ludziom stłoczonym w towarowych wagonach. Podczas krótkich postojów otwierali im drzwi, a także zaopatrywali ich w narzędzia, umożliwiając w ten sposób ucieczkę. Podawali też spragnionym wodę.

Pochodzący z Mińska Mazowieckiego Jan Maletka (21 lat), jego brat Stanisław (lat 22) i kolega Remigiusz Pawłowicz (lat 20), decyzją niemieckich władz okupacyjnych zostali skierowani do Małkini i zatrudnieni jako robotnicy kolejowi. Mieszkali w wagonach pracowniczych przy żwirowni w Treblince. W zależności od potrzeb pracowali m.in. „przy torach” i obsługiwali składy wywożące kruszywo ze żwirowni. Wspólnie spędzali wolne chwile po pracy. Młodzi mężczyźni znaleźli w Małkini swoje wybranki: Jan miał już nawet ustaloną datę ślubu.

Jan Maletka, 1941 rok (fotografia ze zbiorów rodziny)

„Kiedy 20 sierpnia 1942 roku na stację w Treblince wjeżdżał kolejny transport Żydów (prawdopodobnie z warszawskiego getta), Jan, Stanisław i Remigiusz wykonywali tam wyznaczoną im pracę. Około godziny 10.00 ostrożnie ruszyli w stronę wagonów, trzymając w rękach naczynia z wodą. Niespodziewanie zostali dostrzeżeni przez jednego z wartowników, który natychmiast otworzył ogień z broni automatycznej. Jan Maletka zginął na miejscu. Stanisław i Remigiusz zdołali paść na ziemię i ukryć się w pobliskim rowie. Udało im się uciec. Jak się później okazało, nie zostali rozpoznani przez obozową załogę” – powiedział dr Marcin Panecki, historyk z Instytutu Pileckiego.

Ciało zamordowanego Jana Niemcy planowali wywieźć do obozu i tam je zakopać. Stanisław i Remigiusz zwrócili się o pomoc do pracowników kolejowych w Treblince i za ich namową Niemcy odstąpili od swojego zamiaru. Pozwolili zabrać ciało. Brat i kolega pochowali Jana na cmentarzu w Prostyni. Ziemny grób z drewnianym krzyżem nie przetrwał próby czasu, więc dokładne miejsce spoczynku Jana Maletki pozostaje nieznane.

Po tragicznych wydarzeniach Stanisław i Remigiusz na krótko powrócili do pracy na kolei. Remigiusz Pawłowicz nigdy nie zapomniał o swoim przyjacielu; wiele lat później opowiedział o nim swojej córce Barbarze.

Śmierć Jana Maletki na stacji kolejowej we wsi Treblinka – analiza informacji źródłowych

Stosunkowo pełny i jednoznacznie brzmiący jest encyklopedyczny opis z publikacji Wacława Zajączkowskiego Christian Martyrs of Charity (Washington 1988, s. 236). Zajączkowski opisał całe zdarzenie na podstawie dwóch źródeł: swojego wywiadu ze świadkiem wydarzeń Remigiuszem Pawłowiczem, przeprowadzonym 3 sierpnia 1983 roku w Małkini, niestety pełna treść tego wywiadu nie jest znana, oraz fragmentu książki Franciszka Ząbeckiego Wspomnienia dawne i nowe (Warszawa 1977).    

Tłumaczenie na język polski:

509. Treblinka (2), powiat węgrowski, województwo warszawskie. Lato 1942. Katolicki pracownik kolei Jan Maletko został zastrzelony przez niemieckiego strażnika, gdy podawał wodę Żydom zamkniętym w wagonie. Jego towarzysz Remigiusz Pawłowicz, który także ruszył z pomocą Żydom, ocalał dzięki temu, że upadł do rowu. Ciało Maletki załadowano do wagonu, aby spalić je ze zwłokami Żydów na terenie obozu zagłady, ale na wniosek jego kierownika wyrażono zgodę na pochówek na parafialnym cmentarzu w Prostyni.

Śmierć od postrzału

Dokumentem jednoznacznie potwierdzającym śmierć Jana Maletki – 20 sierpnia 1942 roku o godz. 10 w Treblince w wyniku „postrzału” – jest akt zgonu z księgi parafialnej z Prostyni. Jako świadkowie podpisani są tam Stanisław Maletka, brat zabitego, oraz Remigiusz Pawłowicz, autor relacji, na którą powoływał się w swojej książce Wacław Zajączkowski.

Przypadki współczucia okazywanego przez kolejarzy Żydom  transportowanym do obozu zagłady

O współczuciu polskich kolejarzy ze stacji kolejowej w Treblince i ich żon dla zamkniętych w wagonach Żydów przewożonych do obozu zagłady, a także o podawaniu im wody oraz związanym z tym niebezpieczeństwie pisał w swojej książce Wspomnienia dawne i nowe (Warszawa 1977) Franciszek Ząbecki, który w tamtym okresie pracował jako zawiadowca stacji w Treblince. Ząbecki nie był przypadkowym świadkiem. Jako pracownik kolei i jednocześnie żołnierz Armii Krajowej miał za zadanie zbieranie i przekazywanie przełożonym szczegółowych informacji na temat transportów kolejowych do obozu zagłady. W jego książce dwa fragmenty dotyczą podawania wody.

Cała stacja wypełniła się jękiem i krzykiem kilku tysięcy ludzi. Przez okienka wyrzucano nieczystości. Z wagonów unosiła się para, mimo że dzień był upalny. Ludzie w wagonach byli porozbierani. Ludność z pobliskich chałup, a w szczególności kobiety przynosiły wodę wiadrami, podając spragnionym, zawodząc i płacząc nad ich losem. W początkach Niemcy nie reagowali na postawę ludności, byli tym zaskoczeni. Nawet Blechschmidt polecił, aby maszynista parowozu pociągu przejeżdżał po sąsiednim torze, a pomocnik, aby podawał z tendra wodę. Konwojenci SS-mani dopiero przy następnych pociągach zabronili podawania wody i zbliżania się do pociągu. Do bardziej wytrwałych w niesieniu pomocy oddawano strzały ostrzegawcze, a następnie biciem kijami i kolbami rozpędzano ich. Zarządzenie Blechschmidta zostało odwołane, a on sam miał podobno nieprzyjemności. Od tego czasu podawanie wody było zabronione pod karą śmierci. Po kilku dniach Blechschmidt już nie przyjeżdżał, a tylko jego pomocnik Teufel. I tak było aż do czasu przybycia na stałe do Treblinki dwóch kolejarzy Niemców (F. Ząbecki, Wspomnienia dawne i nowe, s. 40).

Pierwszy fragment szczegółowo przedstawia przybycie do Treblinki 23 lipca 1942 roku pierwszego pociągu z getta warszawskiego. Ząbecki opisał tu spontaniczne przynoszenie wody przez okoliczną ludność i początkowy brak reakcji niemieckich strażników umożliwiający te działania. Podał informację, że polecenie dodatkowego przynoszenia wody z parowozu ludziom zamkniętym w wagonach wydał niemiecki kierownik pobliskiej stacji Sokołów Podlaski Blechschmidt, który przyjechał do Treblinki, aby nadzorować przetoczenie wagonów ze stacji kolejowej bocznicą do obozu. W późniejszym czasie niemieccy strażnicy zabronili podawania wody i zbliżania się do pociągów, a zarządzenie Blechschmidta „zostało odwołane, a on sam miał podobno nieprzyjemności”. Akapit ten kończy się zdaniem, że „Od tego czasu podawanie wody było zabronione pod karą śmierci”. Dokładna data zakazu nie jest określona.

Ludność polska, tak miejscowa w Treblince, jak i na stacjach przebiegów pociągów, odnosiła się z wielkim współczuciem do Żydów. Kolejarze mimo zakazu podawali Żydom wodę. Nawet żony pracowników stacyjnych jak Pronicka, żona zawiadowcy stacji, Bąkowa, żona pracownika odcinka drogowego, Wierzbowska, żona zawiadowcy odcinka drogowego i moja żona Stanisława, płacząc, biegły z wiaderkami do wagonów, aby choć kropelkę wody podać małym dzieciom. Było to – jak już wspomniałem – bardzo niebezpieczne. Za podanie wody na stacji Treblinka zastrzelono robotnika służby drogowej. Nazwiska nie pamiętam. Zdarzało się, że w czasie tych krótkich postojów pociągów na stacjach kolejarze otwierali drzwi, umożliwiając Żydom ucieczkę (F. Ząbecki, Wspomnienia dawne i nowe, s. 46).

Drugi fragment odnosi się do pomocy niesionej przez polskich kolejarzy i ich rodziny. Ząbecki opisał w nim nastawienie kolejarzy i ich rodzin „z wielkim współczuciem do Żydów”, próby podawania wody ludziom zamkniętym w stojących na stacji wagonach oraz podkreślił, że było to niebezpieczne. Jako przykład jest podany przypadek zastrzelenia robotnika służby drogowej „za podanie wody na stacji Treblinka”. Autor przyznaje, że nie zapamiętał nazwiska zastrzelonego.

Jakkolwiek w relacji Franciszek Ząbecki nie podał nazwiska zastrzelonego kolejarza, trudno sądzić, że zawiadowca stacji miał na myśli kogoś innego niż Jana Maletkę, określił go bowiem dość precyzyjnie (jako „robotnika służby drogowej”), nie wymienił również innych podobnych przypadków. Ponadto – jak już wspomniano – Ząbecki, pracując na stacji, był jednocześnie wywiadowcą Armii Krajowej i uważnie obserwował oraz odnotowywał, co działo się w miejscu jego codziennej pracy.

Zeznania przed niemieckim sądem

Wiarygodność świadectwa Franciszka Ząbeckiego wzmacnia dodatkowo to, że o zastrzeleniu polskiego robotnika kolejowego na stacji w Treblince zeznawał także – pod przysięgą – przed niemieckim sądem w Düsseldorfie w 1965 roku w procesie załogi obozu zagłady, w wyniku którego niemieccy zbrodniarze zostali skazani. Protokoły tych zeznań te znajdują się w aktach sprawy sądowej.

Fragment zeznań Franciszka Ząbeckiego ze skanu dokumentu: Vernehmungsniederschriften aus der Hauptverhandlung (31.-40. Verhandlungstag, 22.12.1964–19.01.1965), zeszyt 3
„Surowo zabronione było podawanie ludziom wody. Pamiętam, że zastrzelono kolejarza za to, iż przyniósł ludziom wodę” (Fragment zeznań Franciszka Ząbeckiego ze skanu dokumentu: Vernehmungsniederschriften aus der Hauptverhandlung (31.-40. Verhandlungstag, 22.12.1964–19.01.1965), zeszyt 3).

Sprawa zastrzelenia polskiego kolejarza została uznana przez niemieckiego dziennikarza, sprawozdawcę sądowego, za wartą odnotowania. Pisał o niej  w relacji z procesu Fahrdienstleister des Teufels. Pole berichtet über die Arbeit am Bahnhof Treblinka, opublikowanej przez gazetę „Rheinische Post” 20 stycznia 1965 roku.

Zdjęcie „Rheinische Post” 20 stycznia 1965 roku.
Tłumaczenie na język polski:

Ząbecki mówił, że zabronione było podawanie więźniom wody. Raz nawet zastrzelono z tego powodu jakiegoś kolejarza; mówił, że odcinek od ostatniej stacji przed Treblinką, Siedlec, aż do stacji docelowej «był usiany trupami».

Notacja filmowa – opowiada córka świadka wydarzeń

Więcej szczegółów na temat interesujących nas zdarzeń znajduje się w notacji filmowej zarejestrowanej przez Instytut Pileckiego w 2022 roku. O wydarzeniach opowiada Barbara Pyskło, córka Remigiusza Pawłowicza, która zna je dzięki relacji ojca.

Inne opracowania

Historia Jana Maletki została także opisana (na podstawie tych samych, przedstawionych wcześniej źródeł) w następujących opracowaniach:

  • Paweł Rytel-Andrianik, Edward Kopówka, Dam im imię na wieki. Polacy z okolic Treblinki ratujący Żydów, Warszawa 2011
  • Monika Samuel, Między życiem a śmiercią. Stacja Treblinka, Treblinka 2021

Kupcy wodni – analiza problemu i konteksty w artykule Roberta Szuchty

Wartościowym uzupełnieniem materiałów na temat tragicznej śmierci Jana Maletki – pokazującym szeroki kontekst tej konkretnej historii, a także inne kwestie związane z podawaniem wody Żydom zamkniętym w nieludzkich warunkach w wagonach pociągów do Treblinki – jest artykuł Kupcy wodni autorstwa Roberta Szuchty opublikowany w zbiorze Sprawiedliwi i kolaboranci (red. nauk. Alicja Bartuś, Oświęcim 2022). Autor opisał w nim przede wszystkim tytułowych „kupców wodnych” – czyli Polaków, którzy wykorzystując tragedię zamkniętych w bydlęcych wagonach Żydów, w sposób haniebny wzbogacali się, sprzedając wodę za kosztowności czy wielkie sumy pieniędzy. Jakkolwiek było to zjawisko częstsze niż bezinteresowna pomoc, ta ostatnia – zdaniem autora – także miała miejsce.

Reasumując, nie można dziś jednoznacznie stwierdzić, że Żydom sprzedawano wodę, a chęć zysku była jedyną motywacją podejmowanego ryzykownego działania. Ze zgromadzonych relacji, pochodzących od ofiar oraz obserwatorów uczestniczących – okolicznej polskiej ludności oraz polskich kolejarzy wyłania się obraz zróżnicowany. Tym, którzy sprzedawali wodę, nie można przypisać dziś jednoznacznych złych lub przeciwnie, woluntarystycznych motywacji. Byli tacy, którzy z narażeniem życia, powodowani litością i empatią z ofiarami chcieli ulżyć ludziom wiezionym na śmierć w nieludzkich warunkach. Byli i tacy, którzy, kierując się mitem «żydowskiego złota» oraz przekonaniem o bezwartościowym życiu żydowskim, chcieli zarobić, poprawić swą trudną sytuację materialną spowodowaną warunkami okupacyjnymi.
Szuchta, „Kupcy wodni”, s. 140.

Dla opisywanej sprawy istotne jest spostrzeżenie Roberta Szuchty, że taka bezinteresowna pomoc była możliwa jedynie w kilku pierwszych tygodniach funkcjonowania obozu śmierci w Treblince. Jak wiadomo, pierwszy transport z getta warszawskiego dotarł do Treblinki 23 lipca 1942 roku. Jan Maletka został zastrzelony 20 sierpnia tego samego roku, czyli właśnie w okresie „kilku pierwszych tygodni funkcjonowania obozu”.

Z relacji polskich kolejarzy wynika, że bezinteresowne podawanie wody spragnionym Żydom było możliwe tylko w początkowym okresie, który obejmował zaledwie kilka pierwszych tygodni funkcjonowania obozu śmierci w Treblince. 
Szuchta, „Kupcy wodni”, s. 137.

Całość artykułu jest dostępna online pod adresem: http://www.oipc.pl/pliki/Szuchta.pdf.

Polecamy też tekst dr. Wojciecha Kozłowskiego „Jan Maletka zasługuje na upamiętnienie” (grudzień 2021 r.)


Fragmenty wspomnień i zeznań

Poniższe fragmenty wspomnień i zeznań, zawarte w artykule Roberta Szuchty „Kupcy wodni” pokazują, czym była woda dla wiezionych do Treblinki.

Henryk Bryskier (1899–1945) – żołnierz Wojska Polskiego, uczestnik obrony Lwowa i wojny polsko-bolszewickiej, prezes Żydowskiego Towarzystwa Krajoznawczego (wywieziony na Majdanek w 1943 r.):

Wreszcie pociąg ruszył. Przenikające do wnętrza powietrze trochę orzeźwiło najbliżej stojących okienka. Gorący dzień potęgował pragnienie, a wody znikąd. Na wysokości Targówka auta Többensa przywiozły chleb. Był to pierwszy posiłek w ciągu 48 godzin. Korzystając z postoju, kolejarze polscy za zezwoleniem eskorty pociągu, przynosili w imbrykach wodę i podawali w butelkach łapczywie wysuwanym przez okienka rękom pobierając za pół litra wody… 100 złotych. Zanim pociąg ruszył, każdy „miłosierny” kolejarz był w posiadaniu kilku tysięcy złotych. Stojąc przy oknie załatwiałem podawanie pieniędzy i odbieranie wody. Po około trzygodzinnym postoju ruszyliśmy w nieznane.

za: H. Bryskier, Żydzi pod swastyką, czyli getto w Warszawie w XX wieku, Warszawa 2006, s. 258. 

 

Zygmunt Klukowski (1885–1959) – żołnierz Wojska Polskiego, ZWZ/AK, lekarz, historyk regionalista, świadek w sprawie oskarżenia o pacyfikację Zamojszczyzny:

Na stacji w Szczebrzeszynie kolejarze na własne oczy i uszy widzieli i słyszeli, jak jakiś Żyd przez okno wagonu dawał 150 złotych za kilogram chleba, a Żydówka zdejmowała z palca złoty pierścionek w zamian za szklankę wody dla umierającego dziecka.

za: Z. Klukowski, Zamojszczyzna 1918–1959, Warszawa 2017, s. 299–300.

 

Lejb Langfus (1910–1944) – konspirator w Sonderkommando Auschwitz-Birkenau, dajan w sądzie rabinicznym, zginął w obozie Auschwitz-Birkenau (wywieziony do Auschwitz w 1942 r.):

...Jeden jedyny raz otwarto po drodze drzwi wagonu; weszło dwóch żandarmów, którzy w zamian za ślubne obrączki oddane im przez kobiety pozwolili się napić…

za: Rękopis Lejba (Longfusa) [w:] Wśród koszmarnej zbrodni. Notatki więźniów Sonderkommando, Oświęcim 1970, s. 114–116. 

 

Stefan Kucharek – maszynista z Małkini, świadek transportów do obozu w Treblince (1942 r.):

– Czy ktoś tam krzyczał z tych wagonów – wody!  […]

– A to bez przerwy. […] Jak dojechaliśmy, to woda była […] zakażona. Jak człowiek się napił to szlak jego trafił, Wie pan, początkowo, jak jeszcze tego nie było i no to wie pan … [wzrusza ramionami]. Ciężko to określić, bo to wie pan jakąś butelkę, coś, tego owego, to się tam podało no. Bo te sukinsyny stali, a dużo brakowało w łeb… a co im na tym zależało, rąbnąć człowieka w łeb. 

za: Relacja Stefana Kucharka, USHMM, sygn. RG-50.488.0006, 1998 r. 

 

Jerzy Królikowski – inżynier dróg i mostów, zatrudniony w firmie K. Rudzki i S-ka, od 1941 r. kierownik odbudowy mostów na Bugu w Małkini: 

Po nadejściu pociągu, […] na stację kolejową wylegali mieszkańcy wsi sąsiadujących z Treblinką. Gdy z daleka po raz pierwszy zobaczyłem tych ludzi przy pociągu, sądziłem, że wiedzeni szlachetną litością przyszli, aby w zamkniętych wagonach i spragnionych napoić i nakarmić. Zapytani przeze mnie robotnicy rozwiali moje złudzenia, mówiąc, że to zwykły handel wodą i żywnością i to po wysokich cenach. Rzeczywiście, jak się potem dowiedziałem, tak niestety było. Gdy transport był konwojowany nie przez niemiecką żandarmerię, która nikogo do niego nie dopuszczała, ale przez wszelkie inne kategorie niemieckich najemników, zbiegały się tłumy z wiadrami wody i butelkami bimbru w kieszeni. Woda była przeznaczona do sprzedaży zamkniętym w wagonach ludziom, a bimber na łapówki dla konwojentów, którzy za to godzili się na dopuszczenie do wagonów. Gdy bimbru nie było lub konwojenci nie zadawalali się tego rodzaju łapówką, dziewczęta zarzucały im ręce na szyję i obsypywały pocałunkami, byle tylko uzyskać pozwolenie na dotarcie do wagonów. Po uzyskaniu zezwolenia rozpoczynał się handel z nieszczęśliwymi więźniami, którzy umierali z pragnienia i płacili po 100 złotych za garnuszek wody. Były podobno również przypadki, że brało się stuzłotówki, a nie dawało się wody. Tymczasem konwojenci raczyli się bimbrem, a potem rozpoczynali zwierzęce „zabawy” z nieszczęśliwymi ludźmi […].

za: J. Królikowski, Wspomnienie z okolic Treblinki w czasie okupacji, AŻIH, 302/224, s. 31–32, 1961 r.

 

Bogusław Jędrzejec (1920–1989) - żołnierz Związku Jaszczurczego/NSZ, pracownik przymusowy w Oppelheim, śpiewak, nauczyciel zajęć artystycznych, pracownik stacji kolejowej w Sosnowcu (transporty z Gett w Sosnowcu i Będzinie):

Jako pracownik kolei, często widziałem w pobliżu naszej ekspedycji pociągi z zakratowanymi oknami, przez które wyglądały twarze zdesperowanych Żydów. Parokrotnie wraz z innymi kolegami z pracy, wykorzystując nieuwagę esesmanów, podawaliśmy im chleb, nasze śniadania. Nie wszyscy z nas czynili tak z odruchu serca i solidarności w ludzkim nieszczęściu. Byli i tacy, którzy dając im chleb pragnęli coś od tych nieszczęśników – wyhandlować. Za chleb, czy butelkę wódki żądali 100 lub 200 marek – a więc niemal tyle pieniędzy, ile nam płacono za całomiesięczną pracę. Przykro było patrzeć, gdy jakiś Żyd wyrzucał otrzymany chleb od tego, który dając go, żądał brutalnie: „Daj forsę, ona ci tam już nie będzie potrzebna!”.

za: B. J. Jędrzejec, Walka i pamięć – przyczynek do dziejów najnowszych Zagłębia i Śląska 1939–1946, Rybnik 2008, s. 78–80.

 

Mietek Pachter (1923–2018) – uczestnik powstania w Getcie Warszawskim, więzień obozu w Treblince, Majdanku i zakładzie pracy HASAG w Częstochowie (kwiecień–maj 1943 r. Treblinka):

Pociąg nasz zatrzymuje się na jakiejś miejscowej stacji, dochodzą cywilni ludzie polscy i kolejarze. Wszyscy się przyglądają nam, jakbyśmy byli jakim wędrownym cyrkiem lub też unikatami. Wysadzam głowę przez okno,[…]. Z obu stron są wagony, całość chyba przewyższa czterdzieści wagonów. Czterdzieści wagonów żywych ludzi wiozą na śmierć!!! [….] Dopuszczam do okienka innych, którzy też chcą złapać trochę powietrza. Ludzie krzyczą: „Wody, dajcie nam wodę…”. Tu właśnie nadchodzi kilku z butelkami wody. Butelki są półlitrowe. Widać, że porozumieli się z ukraińcami, bo ci patrzą z daleka na to. Dziwimy się temu bardzo, czyżby ukraińcy i ci ludzie stali się przychylni dla nas nieszczęsnych? […] Chyba się myliliśmy. Podchodzi do naszego okienka jeden kolejarz i w zamian za złoty pierścionek daje pół litra wody. Pyta się, kto jeszcze chce, niech każdy poda złoto i dolary, za co dostaną wodę. Każdy daje kawałek złota, inni dają dwudziestki „twarde” – złote dolary. Kolejarz nazbierał już całą garść złota o bezcennej wartości. Gdy z kolei wysuwamy rękę, by wziąć wodę, on uśmiecha się ironicznie i mówi: „Wy i tak jedziecie na szmalec, a woda nie jest wam potrzebna…!” Stanęliśmy bez słowa, cóż mu zrobimy, cóż mu powiemy? […] Ten bandyta zebrał majątek, za który może kupić kilka najpiękniejszych grobowców rodzinnych, gdzie by się zmieścił z całą swoją rodziną, dlaczego więc zabrał jeszcze wodę, za którą zapłaciliśmy mu wagą złota? […] Docieram do okna. Widać, jak jeszcze stoi przy drugim okienku i sprzedaje tą samą wodę. Zamiast wody dostają to samo kazanie co my! Nie jest on sam i jeden, on ma jeszcze kilku wspólników, i to chyba nie pierwszy raz, ta trasa była często uczęszczana przez takie transporty. Najlepszym dowodem jest, że oni już się znają z ukraińcami bardzo dobrze. Interes idzie pełną parą. Widać, jak jeszcze ciągle chodzą z wodą i „sprzedają” ją, mając zawsze ten niewyczerpalny towar. Do naszego wagonu podał butelkę dlatego, by pokazać, że nie kryje podstępu, to miało być przynętą. Gdyby teraz inny doszedł do naszego okienka, nie jestem pewny, czy by nie „sprzedał” znowu tym sposobem. To nie musi być koniecznie dlatego, że my jesteśmy naiwni, lecz ta woda miała być na lekarstwo, jeśli ktoś będzie mdlał. Tu każdy ma kogoś, o którego się troszczy, i to jest tym powodem, że musieliśmy wierzyć. Po „sprzedaniu” wody i dodatkowych „błogosławieństwach”, jakie otrzymaliśmy, widać było, jak ci bezduszni zbrodniarze dzielą się złotem. […] Kupcy wodni odchodzą od stojących ludzi. Już sprzedali towar, ale jeszcze mają te same pełne butelki w koszykach. Ten „towar” noszą z powrotem, lepiej go wylać, jak dać je tym oto figurom, którzy i tak długo już nie pociągną. A może czekają na nowy transport? 

za: M. Pachter, Umierać też trzeba umieć, redakcja i wprowadzenie B. Engelking, Warszawa 2015, s. 443–444.


Jankiel Wiernik (1889–1972) – więzień obozu w Treblince, organizator zbrojnego buntu w Treblince w 1943 r; uczestnik Powstania Warszawskiego, świadek w sprawach Ludwika Fischera i Adolfa Eichmana (wywieziony 22–23 sierpnia 1942 r. do Treblinki):

Rano ruszył pociąg i zajechaliśmy na stację Treblinki. Zauważyłem przejeżdżający pociąg a w nim obdartych i półnagich wygłodniałych ludzi. Mówili do nas ale nie rozumieliśmy. Dzień był upalny. Duszność straszna. Byliśmy więc bardzo spragnieni. Wyglądałem oknem. Wieśniacy przynosili wodę i żądali za butelkę 100 zł. Nie miałem pieniędzy, prócz 10 zł. a w srebrze 2, 5, 10 z obrazem Marszałka, które przechowywałem na pamiątkę. Musiałem więc z wody zrezygnować. Inni kupowali. Za jeden kg. chleba razowego płacono 500 zł. Do południa dręczyło mnie pragnienie. Następnie wszedł późniejszy „Hauptsturmfürer”. Wybrał dziesięciu ludzi, którzy przynieśli nam wody. Zaspokoiłem częściowo pragnienie. Kazano usunąć trupy, Których jednak nie było. O 4 pp. ruszył pociąg, kilka minut później zajechaliśmy do obozu Treblinki.

za: J. Wiernik, Rok w Treblince, s. 2.

Fragmenty zeznań w Archiwum Instytutu Pileckiego

Podobną informację niosą fragmenty zeznań znajdujące się w Archiwum Instytutu Pileckiego w zbiorach „Zapisy Terroru”. 

Marian Łopuszyński – przedsiębiorca kolejowy, przedstawiciel warszawskich firm budowlanych, świadek transportów do Treblinki (Treblinka, okres żniw 1942 r.):

Dokładnych danych co do liczby transportów nie mogę podać, gdyż nie będąc stale w żwirowni, nie miałem możności dokonywać systematycznie obserwacji. Pociągi z Żydami przychodziły na stację Treblinka, skąd następnie po 20 wagonów wpychano na rampę obozu. Na stacji zabijano bardzo wiele osób z transportu, które bądź to usiłowały uciekać, bądź prosiły o podanie wody. Obsługa pociągu złożona z Ukraińców, Łotyszów i Litwinów strzelała z karabinów w wagony (przez drewniane ściany), zabijając wielu ludzi. W wagonach było przeważnie od 100 do 120 osób.

za: Archiwum Instytutu Pileckiego, „Zapisy Terroru”, Marian Łopuszyński, Zeznanie z postępowania sądowego/karnego z 16.11.1945, https://www.zapisyterroru.pl/dlibra/show-content?id=287 [dostęp: 28.04.2026], oryginał: Instytut Pamięci Narodowej, GK 196/69.

 

Wacław Wołosz – pracownik stacji kolejowej w Sokołowie, świadek transportów do Treblinki (sierpień 1942 r. – styczeń 1943 r.):

Transporty przychodziły poza rozkładem jazdy, przy czym stacja Sokołów zawiadamiana była o zbliżaniu się transportu tylko w ten sposób, że podawano numer pociągu. Eskortowane były przez Niemców i Ukraińców, którzy czasami pozwalali podać jadącym wodę, przeważnie zaś nie dopuszczali nikogo do pociągu, zaś przy każdej próbie wydostania się z wagonów (przez okienka, bo drzwi były zamknięte) strzelali, tak że po przejściu pociągu leżało na stacji i wzdłuż trasy pociągu dużo trupów.

za Archiwum Instytutu Pileckiego, Zapisy Terroru, Wacław Wołosz, Zeznanie z postępowania sądowego/karnego z 18.10.1945, https://www.zapisyterroru.pl/dlibra/show-content?id=308 [dostęp: 28.04.2026], oryginał: Instytut Pamięci Narodowej, GK 196/69.

 

Jankiel Wiernik (1889–1972) – więzień obozu w Treblince, organizator zbrojnego buntu w Treblince w 1943 r; uczestnik Powstania Warszawskiego, świadek w sprawach Ludwika Fischera i Adolfa Eichmana (wywieziony w dn. 22–23 sierpnia 1942 r. do Treblinki):

Nas do wagonu wpakowano po osiemdziesiąt osób, zamknięto, prowadzono z jednej bocznicy do drugiej, nazajutrz rano byliśmy w Małkini. Później przewieziono nas na stację Treblinka i tam już stał jeden pociąg z Międzyrzeca. Był straszny upał, ludzie krzyczeli „Wody!”, chcieli się wydostać, ale wagony były zaplombowane. Stali już na stacji dwa dni. Z tego wagonu, co ja byłem, prawie nie było trupów.

za: Archiwum Instytutu Pileckiego, „Zapisy Terroru”, Jankiel (Smarzyński Jan) Wiernik, Zeznanie z postępowania sądowego/karnego z 04.01.1947, https://www.zapisyterroru.pl/dlibra/show-content?id=2083 [dostęp: 28.04.2026], oryginał: Instytut Pamięci Narodowej, GK 196/75. 

 

Adam Helfand – uczestnik deportacji getta w Kielcach 20 sierpnia 1942 r. do Treblinki:

Tłoczeni w wagonach nieszczęśliwi smażeni nieznośnym żarem słonecznym, błagali się bezdusznych strażników, o dostarczenie im wody. Lecz byli oni nieczuli na cierpienia tych ludzi… Zdarzył się też przypadek, że z pośród przypatrujących się tej akcji „aryjczyków” wyleciał jakiś człowiek trzymając w dłoni naczynie z wodą, kierując się w stronę zamkniętych w wagonach nieszczęśliwych. Oczywiście zobaczył go SSman, wymierzył z pistoletu i strzelił w niego. Człowiek ten był przypuszczalnie wrażliwym na cierpienia tych ludzi i nie mogąc znieść widoku męczących tak strasznym pragnieniem, pospieszył im z pomocą i zginął.

za: Archiwum Instytutu Pileckiego, Zbiór relacji Żydów Ocalałych z Zagłady, IP/Arch/56/1212, oryginał: ŻIH, sygn. 301/1309.


Uroczystości upamiętniające Jana Maletkę
(25 listopada 2021 r.)

Z okazji Dnia Kolejarza, przypadającego na 25 listopada, Instytut Pileckiego upamiętnił Jana Maletkę. Wydarzenie, będące uwieńczeniem tegorocznej edycji instytutowego programu „Zawołani po imieniu”, miało charakter szczególny, podkreślony współpracą z Grupą PKP, Muzeum Treblinka i udziałem kapłanów katolickich oraz rabina. 

Uroczystość rozpoczęła msza święta w Sanktuarium Trójcy Przenajświętszej św. Anny w Prostyni, którą sprawowali ks. bp Piotr Sawczuk, ks. dr Paweł Rytel-Adrianik, ks. Józef Poskrobko, ks. Jan Marek Wróblewski, ks. Piotr Legacki oraz ks. Krzysztof Maksimiuk.

Kamień z tablicą poświęconą pamięci Jana Maletki stanął we wsi Treblinka, na terenie której znajduje się instalacja upamiętniająca Żydów na miejscu nieistniejącej stacji kolejowej. Tablicę odsłoniły wspólnie Zofia Łopacka, bratanica „Zawołanego po imieniu”, a także prof. Magdalena Gawin, wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego oraz inicjatorka programu. Miejsce poświęcił ks. bp Piotr Sawczuk. W imieniu społeczności żydowskiej modlitwę za zmarłych odmówił Rabin Yehoshua Ellis.

Zofia Łopacka, bratanica upamiętnionego, powiedziała podczas uroczystości: „Jan najbardziej swoim charakterem i radością życia, przypominał swojego ojca - mojego dziadka - który dożył 86 lat. Jan był duszą towarzystwa, był bardzo serdeczny, otwarty. Mimo że była wojna, on zawsze był optymistycznie nastawiony do życia, do ludzi, aż trudno uwierzyć, że jego życie tak szybko się skończyło. Na pytanie, dlaczego to robią, Jan podobno miał powiedzieć przyszłej teściowej >>Jak się słyszy ten straszny krzyk, nie można być obojętnym<<”.

Prof. Magdalena Gawin, wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego, inicjatorka programu „Zawołani po imieniu”, zaznaczyła: „To miejsce jest tak szczególne i naznaczone takim cierpieniem tysięcy niewinnych ludzi, że musimy wszyscy pracować nad tym, żeby z tego nieszczęścia, z poświęcenia się młodego chłopaka, powstało dobro. Dobro musi zawsze zwyciężyć”.

Dyrektor Instytutu Pileckiego, dr Wojciech Kozłowski, napisał w liście odczytanym na uroczystości: „Trudno przejść obojętnie wobec tej tragedii. Trudno nie pytać jakim okrucieństwem trzeba było się wykazać, by stworzyć cały zbrodniczy system, który śmiercią płacił za okazane miłosierdzie. Jaką odwagę i moralny upór trzeba było mieć w sobie, by dać odpór złu i pozostać człowiekiem w tak nieludzkich czasach, nawet za cenę własnego życia”. List odczytała dr Anna Stróż-Pawłowska, kierowniczka Działu ds. „Zawołanych po imieniu”.

Na uroczystości współorganizowanej przez Grupę PKP, Muzeum Treblinka oraz powiat Ostrów Mazowiecka (reprezentowany przez starostę Zbigniewa Chrupkę) i gminę Małkinia Górna (reprezentowaną przez wójta Bożenę Kordek), obecni byli również przedstawiciele rodziny upamiętnionego, Anna Gutkowska, zastępca dyrektora Instytutu Pileckiego, dr Edward Kopówka, dyrektor Muzeum Treblinka, przedstawiciele PKP, władz rządowych i samorządowych, a także społeczność lokalna.

Po zakończeniu oficjalnej części upamiętnienia członkowie rodziny Jana Maletki, wiceminister prof. Magdalena Gawin, zastępca dyrektora Instytutu Pileckiego Anna Gutkowska, rabin Yehoshua Ellis oraz przedstawiciele władz samorządowych złożyli kwiaty i znicze na terenie obozu pracy Treblinka I i obozu zagłady Treblinka II.

Dzięki współpracy z Grupą PKP wydarzenie uzyskało szczególną oprawę. Znakiem do rozpoczęcia uroczystości był sygnał nadany o godz. 12.30 przez lokomotywy przejeżdżających w pobliżu pociągów. Na ekranach reklamowych w okolicach Dworca Centralnego w Warszawie i na jego peronach przez cały dzień wyświetlana była animacja prezentująca historię Jana Maletki.

Upamiętnieniu towarzyszyły warsztaty edukacyjne, zorganizowane przez pracowników Instytutu Pileckiego oraz Muzeum – Domu Rodziny Pileckich w Ostrowi Mazowieckiej w blisko 20 szkołach podstawowych i ponadpodstawowych regionu.

[Ostatnia aktualizacja tekstu 15 kwietnia 2026 r.]

Zapraszamy na filmową relację z uroczystości: