Wydarzenie

Wyjęci spod prawa, zagrożeni donosem, mordowani bez sądu – tylko dlatego, że pomagali tym, których okupanci uznali za „podludzi”. Dziś, po latach, przypominamy twarze Polaków zamordowanych za ratowanie Żydów i oddajemy głos ich bliskim.

W Sadownem, niewielkiej wsi w powiecie węgrowskim, wszyscy znali młodego Lubkiewicza, który pomagał rodzicom w prowadzeniu piekarni. 25-letni Stefan był zdolnym akordeonistą i pięknie prezentował się na koniu, zwłaszcza w skórzanych butach z wysokimi cholewami. Irena, młodsza siostra Stefana, zapamiętała, że Niemcy ściągnęli je tuż po jego rozstrzelaniu. 13 stycznia 1943 roku, na podwórku własnego domu, zginęli również ich rodzice, Marianna oraz Leon. Bez sądu, bez wyroku. „Zawinili” tym, że oddali dwóm młodym Żydówkom bochenek chleba. Kilkunastoletnia wówczas Irena otrzymała kilka ciosów w brzuch oraz plecy, ale przeżyła. Widziała leżące na śniegu ciała rodziców i brata. Patrzyła, jak Niemcy plądrują dom, wywożą mąkę, ubrania, sprzęty. Po latach opowiedziała o tych wydarzeniach swojej córce, Grażynie Teresie. I do końca życia zabiegała o uznanie swoich bliskich za „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”. Stało się to dopiero w 1997 roku, osiemnaście lat po jej śmierci. Jeszcze dłużej trzeba było czekać na to, aby Polacy zamordowani za pomoc Żydom zostali uhonorowani przez własne państwo. Mijały kolejne lata i wydawało się, że w demokratycznej Polsce nikt już o nich nie pamięta.

Stefan Lubkiewicz (gra na akordeonie), fot. Instytut Pileckiego / Archiwum rodzinne Lubkiewiczów i Oltonów; CC BY 4.0
Leon Lubkiewicz, Marianna Lubkiewicz, fot. Instytut Pileckiego / Archiwum rodzinne Lubkiewiczów i Oltonów; CC BY 4.0

Instytut Pileckiego upamiętnił Mariannę, Leona i Stefana Lubkiewiczów 24 marca 2019 roku. Ta symboliczna data (Narodowy dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką) wyznaczyła początek projektu „Zawołani po imieniu”, którego inicjatorką jest prof. Magdalena Gawin, wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego. Do dziś, w ramach przedsięwzięcia, instytut uhonorował 36 bohaterów w 14 miejscowościach, przypominając ich twarze i historie, a także oddając głos rodzinom. Materiały zebrane podczas badania losów „Zawołanych” – archiwalne dokumenty i zdjęcia, przedmioty należące do upamiętnionych, wywiady z rodzinami, opracowania dotyczące niemieckiej machiny terroru, jakiej byli poddani mieszkańcy okupowanej Polski – posłużyły do przygotowania wystawy „Zawołani po imieniu”, której otwarcie miało miejsce 2 października 2020 roku w Domu bez Kantów. To nowa przestrzeń wystawiennicza instytutu, pozyskana dzięki pomysłowi i staraniom prof. Piotra Glińskiego, wicepremiera oraz ministra kultury i dziedzictwa narodowego.

Podczas wernisażu Instytut Pileckiego miał zaszczyt gościć członków Rodzin „Zawołanych po imieniu”: Annę Radwańską, córkę Lucyny Radziejowskiej, Grażynę Teresę Olton, bratanicę Stefana i wnuczkę Marianny i Leona Lubkiewiczów, Cecylię Tomczuk, córkę Aleksandry i Hieronima Skłodowskch, a także Janinę Janczarską z mężem, wnuczkę Franciszka Andrzejczyka. Wszystkie te osoby zgodnie przyznają, że wydarzenia sprzed lat zaważyły zarówno na losach ich przodków, jak i następnych pokoleń: „Nigdy nie dowiem się tego, jaki zawód wybrałby mój wujek Stefan Lubkiewicz. Nie poznałam nigdy swoich dziadków. Życie mojej matki zostało zmienione na zawsze. Została sierotą, pozbawioną rodziny i mienia (…). Cieszę, że po raz pierwszy ktoś zauważył odmienność losów naszych krewnych od reszty Sprawiedliwych.  Nasi bliscy, ratując sąsiadów, zginęli. Sprawcy mordu na mojej rodzinie nigdy nie byli ścigani. Nigdy nie stanęli przed niemieckim sądem. Nie mają imion (…). Chrześcijański warunek wybaczenia spełnimy – ale powinniśmy wiedzieć komu mamy wybaczyć”.

Grażyna Teresa Olton

Wystawa odpowiada również na pytanie, które legło u podwalin projektu: dlaczego Instytut Pileckiego bada losy Polaków zamordowanych za pomoc Żydów? Podczas otwarcia ekspozycji zagadnienie to poruszyła prof. Magdalena Gawin, wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego, inicjatorka projektu „Zawołani po imieniu”: „<<Sprawiedliwych>> na świecie jest bardzo dużo, natomiast czymś innym było ratować Żydów w Polsce, a czymś innych we Francji czy Holandii – ta wystawa odpowiednio pokazuje różnice. Ceną była „tak zwana” kara śmierci (mówię „tak zwana”, ponieważ nie wiązało się to ani z sądem, ani z prokuratorem, ani z sędzią). Ale przede wszystkim upamiętniamy dlatego, żeby oddać głos Rodzinom „Zawołanych po imieniu”. Powtarzamy i będziemy powtarzać, że te historie nie kończą się w dniu ich śmierci. Przed rodzinami otwierał się bardzo trudny etap życia w komunistycznej Polsce, rozciągnięty na całe dekady. Dlatego są dwa filary tego programu: po pierwsze rodzina, a po drugie miejsce”.

Słowa te mogą zaskakiwać wobec faktu, iż wśród uhonorowanych medalem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” najwięcej jest Polaków (około siedmiu tysięcy). Do tej licznej grupy nie zalicza się jednak wielu zamordowanych, ponieważ wraz z nimi, często w tym samym miejscu i czasie, ginęli również Żydzi. A to właśnie świadectwa Ocalonych są kluczowe podczas procedury nadawania odznaczeń przez Instytut Yad Vashem. Z tego powodu premier Mateusz Morawiecki, w liście odczytanym przez dr Wojciecha Kozłowskiego, dyrektora Instytutu Pileckiego, apelował o to, aby „(…) kolejnych anonimowych polskich bohaterów odnaleźć i godnie upamiętnić. Tak wielu z nich musimy jeszcze „Zawołać po imieniu”, a ich rodzinom dać pewność, że Polska o nich pamięta, że ich ofiara stała się fundamentem lepszego świata dla przyszłych pokoleń”. Z kolei prof. Piotr Gliński, minister kultury i dziedzictwa narodowego, zwrócił się do rodzin upamiętnionych które – wraz ze śmiercią rodziców, dziadków czy rodzeństwa – traciły wszystko: „(…) majątek, gospodarstwo, zdrowie, chęć do życia. Do dziś ani oni, ani ich potomkowie nie uzyskali należnej satysfakcji moralnej i materialnej w tym względzie. (...) Jest to niezwykle ważne, aby coraz więcej osób w Polsce i za granicą poznało „Zawołanych”, a doceniając ich pełną poświęcenia postawę, dostrzegło niesprawiedliwość, która ich dotknęła. Jakże trudno być bohaterem w czasie pogardy i upodlenia, totalitarnego zastraszenia. „Zawołani” swoim postępowaniem przekroczyli ten porządek, za co należy im się szczególna pamięć i głęboki szacunek (...). Długo czekamy we wspólnej Europie na pomnik polskich ofiar niemieckiego terroru w Berlinie; pomnik 6 milionów ofiar, w tym 3 milionów polskich Żydów i 3 milionów Polaków oraz przedstawicieli różnych mniejszości narodowych”.

prof. Magdalena Gawin i prof. Piotr Gliński, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego
dr Wojciech Kozłowski, dyrektor Instytutu Pileckiego, odczytuje list premiera Mateusza Morawieckiego
dr Wojciech Kozłowski, dyrektor Instytutu Pileckiego
prof. Piotr Gliński, wicepremier oraz minister kultury i dziedzictwa narodowego
prof. Piotr Gliński, wicepremier oraz minister kultury i dziedzictwa narodowego
prof. Magdalena Gawin, wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego, inicjatorka projektu „Zawołani po imieniu”
Monika Krawczyk, przewodnicząca Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP
Cecylia Tomczuk, córka Aleksandry i Hieronima Skłodowskch
Anna Radwańska, córka Lucyny Radziejowskiej
Arndt Freytag von Loringhoven, ambasador Niemiec, Cecylia Tomczuk oraz Anna Radwańska
Anna Radwańska, córka Lucyny Radziejowskiej
Grażyna Teresa Olton, bratanica Stefana i wnuczka Marianny i Leona Lubkiewiczów

W tym kontekście wymiar symboliczny miała obecność przedstawicieli społeczności żydowskiej oraz ambasadora Niemiec, Arndta Freytaga von Loringhovena, który przyznał, że pochodzi z „narodu sprawców”: „Niemiecka odpowiedzialność za barbarzyństwo narodowego socjalizmu nigdy nie przeminie. Niemcy przyznają się do swojej odpowiedzialności i nazywamy sprawców po imieniu. Pamięć musi trwać, wiedza o tym, co się wydarzyło, musi pozostać żywa. Rozliczanie zbrodni musi być kontynuowane. W ten sposób możemy przyczynić się do tego, że pamięć o ofiarach trwa, tak jak pamięć o odważnych, którzy przeciwstawili się nieludzkiemu barbarzyństwu. (...) Wspieram pomysł utworzenia w Berlinie miejsca pamięci ofiar wojny i okupacji na terenie Polski”.

Wystawa przypomina również o motywach, które stały za niesieniem pomocy ludności żydowskiej w czasach wszechobecnego terroru i zagrożenia. Jednym z nich była chrześcijańska postawa, oparta na Dekalogu i przykazaniu miłości bliźniego. Jak zauważyła prof. Magdalena Gawin, projekt „Zawołani po imieniu” rozwiązuje: (…) pewien istotny dylemat. Większość „Zawołanych po imieniu”, pomimo tego, ratowała Żydów – rodzina państwa Andrzejczyków ukrywała aż 18 osób, a wiec można sobie wyobrazić, jak musiało to wyglądać –  sama poniosła śmierć. Więc jaki jest w tym sens: ukrywać, narażać siebie, swoją rodzinę, a na końcu nikogo nie uratować? (…) 29 czerwca, w uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła, we wszystkich kościołach w Polsce, jest czytany fragment Pisma Świętego: <<W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem>>. Chciałam powiedzieć, że wszyscy członkowie rodzin „Zawołanych po imieniu”, którzy ponieśli śmierć, <<w dobrych zawodach wzięli udział, bieg ukończyli i wiary ustrzegli>>".


Wystawa „Zawołani po imieniu” w Domu bez Kantów jest czynna od poniedziałku do niedzieli w godzinach od 10:00 do 18:00. Serdecznie zapraszamy!


Zachęcamy również do zapoznania się z artykułami na temat projektu oraz wystawy „Zawołani po imieniu”, opublikowanymi w magazynie „Plus Minus” (dodatek do „Rzeczpospolitej”).