Wydarzenie

08.10 godz. 13.00

Instytut Pileckiego upamiętnił ofiary niemieckiej zbrodni w Starym Lipowcu

Mieszkańcy okolicy dobrze słyszeli krzyki dochodzące z podpalonego przez Niemców domu. Zginęły w nim kobiety i dzieci - sześcioro mieszkańców Aleksandrowa i Starego Lipowca oraz młoda Żydówka. Po latach Instytut Pileckiego „zawołał ich po imieniu”.

Józefa Kusiaka przez lata prześladował koszmar: krzyki dziecka, strzały i ogień. Dorosły mężczyzna, ojciec i dziadek, płakał przez sen. Po wybudzeniu długo rozmawiał z żoną, która starała się go uspokoić. Zasypiał z duszą na ramieniu, bo nigdy nie wiedział, kiedy znów nawiedzą go demony z przeszłości: tej samej nocy, za tydzień czy może za miesiąc? Wiedział, że wrócą, bo wcale nie chodziło tylko o złe sny. Tym, co naprawdę dręczyło go w nocy, były wspomnienia.

Trauma oddalała się wtedy, kiedy przebywał z bliskimi lub skupiał się na pracy. Tak mówi o tym Paulina Kusiak, żona jego wnuka:

W oczach innych Józef mógł uważać się za szczęściarza. Przeżył tylko dlatego, że wraz z ojcem, Wojciechem, poszedł do sąsiada po dzieżę – matka chciała przygotować zakwas na chleb przed przypadającym nazajutrz Świętem Trzech Króli. Zresztą tego zimowego dnia, 5 stycznia 1943 roku, w domu Kusiaków i tak było tłoczno: Katarzyna Rybak przyszła zmielić zboże na mąkę (jak na dobrą gospodynię przystało, przed świętem piekła biłgorajski pieróg, przysmak z kaszy gryczanej), Katarzyna Grochowiak pożyczała mydło do prania, a Janek Zaręba bawił się z Romkiem, bratem Józefa. Wszyscy oni wiedzieli, że na Kusiaków zawsze można liczyć. Przekonała się o tym również Ita Becher, córka piekarza z Biłgoraja – kiedy zbiegła z getta, ukryli ją u siebie. Ale w końcu młodą Żydówkę schwytali Niemcy. Nie była w stanie wytrzymać tortur: zdradziła nazwiska wszystkich, którzy jej pomogli. Jeszcze przed Sylwestrem żandarmi zabili siedem osób w Majdanie Nowym, a 5 stycznia, wraz z Itą, pojechali do Starego Lipowca. Do domu Kusiaków.

Zabudowania były widoczne z miejsca, w którym znajdowali się Józef, jego ojciec i bliscy Janka Zaręby. Dostrzegli Niemców. Widzieli też, jak Janek z Romkiem ładują zwierzęta gospodarskie na wozy. Następnie usłyszeli strzały: chłopcy zostali zastrzeleni podczas próby ucieczki. Później był już tylko ogień. Świadkowie nie mogli więc zobaczyć, że żandarmi przerzucili ciała chłopców przez próg drewnianego domu. Że 6-letni Franio Kusiak schował się pod łóżkiem, Katarzyna Rybak ukryła się w sieni, a Katarzyna Grochowiak nakryła się słomą. Wszyscy oni znaleźli się w śmiertelnej pułapce – sąsiedzi po latach wspominali o krzykach dochodzących z palącego się domu. W płomieniach zginęły też Ita Becher i Anastazja Kusiak, żona Wojciecha. Kobiety i dzieci.

Józefa Kusiaka przez lata prześladował koszmar, bo widział, jak Niemcy mordują mu matkę, dwójkę braci i palą rodzinny dom.

Po wojnie przeniósł się do Jarosławia, gdzie założył rodzinę. W latach 90-tych na miejscu tragedii postawił symboliczny nagrobek. Pragnął tylko, aby po jego śmierci mogły się przy nim modlić dzieci i wnuki. Może czasem ktoś ze wsi. Nie sądził, że jego wnuki i prawnuki będą świadkami tego, jak polskie państwo upomina się o pamięć zamordowanych.

To „kiedyś” nastąpiło 8 października 2020 roku w Starym Lipowcu. Tego dnia, w ramach projektu „Zawołani po imieniu”, Instytut Pileckiego upamiętnił Katarzynę Grochowicz, Anastazję Kusiak, Romana Kusiaka, Franciszka Kusiaka, Katarzynę Rybak i Jana Zarębę, którzy oddali swoje życie za drugiego człowieka. W wydarzeniu wzięli udział potomkowie zamordowanych i społeczność lokalna, a także m.in. prof. Magdalena Gawin, wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego oraz inicjatorka projektu „Zawołani po imieniu”, dr Wojciech Kozłowski, dyrektor Instytutu Pileckiego, a także Jarosław Piskorski, wójt gminy Księżpol. Uroczystość rozpoczęła się mszą świętą w kaplicy pw. św. Królowej Jadwigi, którą celebrował ks. Adam Sobczak.

Tuż przed odsłonięciem tablicy upamiętniającej mieszkańców Starego Lipowca, do liturgii nawiązała prof. Magdalena Gawin, która podkreśliła, że chrześcijanie są zobowiązani do wybaczenia, ale nie powinni zapominać o tragedii sprzed lat: „Ważne, aby ta historia przekroczyła granice lokalnej wspólnoty. O tym musi dowiedzieć się cała Polska (…). Na kamieniu wyryte są ich nazwiska po to, żeby przetrwały na wieki, po to, żeby pamięć o tych strasznych wydarzeniach nie zatarła się, żeby młode pokolenie wiedziało gdzie mieszka i jaką cenę mieszkańcy zapłacili za pomoc. Nie wolno nam zapomnieć. Zebraliśmy się tutaj, aby powiedzieć, że pamiętamy. I że będziemy pamiętać”.

Na rolę pamięci zbiorowej zwrócił również uwagę dr Wojciech Kozłowski: „Projekt <<Zawołani po imieniu>> oparty jest na dwóch fundamentach: pierwszym jest rodzina, bo to ona niosła ze sobą ciężkie brzemię tragedii, której doświadczyła podczas niemieckiej okupacji. Drugim fundamentem jest miejsce, gdzie to się zdarzyło. Dlatego spotykamy się z rodziną i spotykamy się właśnie tu”. Dyrektor Instytutu Pileckiego podkreślił również, że nie ma większej wartości niż oddanie życia za drugiego człowieka: „Dzisiaj nie tylko chcemy wspomnieć wszystkich zamordowanych, ale przede wszystkim pokazać szerszy obraz, w którym świat stworzony przez niemieckiego okupanta był światem, który karał za dobro. I to, że oni potrafili zachować ludzką twarz, człowieczeństwo w świecie, który karał za takie postawy jest wielką wartością i za nią jako społeczność tutaj zgromadzona, ale również jako Polacy – dziękujemy!”.

Zapraszamy na krótką relację z uroczystości:


Uroczystość w Starym Lipowcu to piętnaste upamiętnienie zrealizowane w ramach programu „Zawołani po imieniu”, który rozpoczął się 24 marca 2019 roku. Więcej na temat projektu można przeczytać tutaj.