Wydarzenie

15.09 godz. 12.00

Instytut Pileckiego uhonorował rodzinę Banaszków

Marianna, Władysław i Stanisława Banaszkowie, zamordowani za pomoc okazaną Żydom w czasie okupacji niemieckiej, zostali upamiętnieni w Markach koło Warszawy. Po raz pierwszy w historii projektu udało się nawiązać kontakt z potomkami Ocalonych.

W wydarzeniu wzięli udział m.in. wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego prof. Magdalena Gawin; dyrektor Instytutu Pileckiego dr Wojciech Kozłowski, przedstawiciele środowisk żydowskich: Monika Krawczyk z Zarządu Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP i Artur Hofman, prezes Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce, a także przedstawiciele władz lokalnych: burmistrz Miasta Marki Jacek Orych oraz starosta wołomiński Adam Lubiak. Uroczystość rozpoczęła msza święta w kościele św. Izydora, którą koncelebrowali ks. bp warszawsko-praski Romuald Kamiński i ks. Kazimierz Sztajerwald, proboszcz parafii.

Sensem tego programu jest to, żeby pamiętać, że jeśli ktoś oddaje życie za niewinnych, to śmierć cofnie swój wyrok i my dzisiaj, przywołując po imieniu panią Mariannę, Władysława i Stasię Banaszków, cofamy ten wyrok  - powiedziała prof. Magdalena Gawin, wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego oraz inicjatorka projektu Zawołani po imieniu, tuż przed odsłonięciem pamiątkowej tablicy.

Głos zabrał również Jacek Szewczak, krewny rodziny Banaszków: Ta inicjatywa poszerzy naszą wiedzę, wyobrażenie o tamtych tragicznych czasach. Zobiektywizuje obraz ogromnego nieszczęścia, jakiego doznali obywatele Rzeczypospolitej, bez wględu na narodowość. Wierzę, że przykład rodziny Banaszków może być również przestrogą i nauką dla współczesnego i przyszłych pokoleń.

Odczytana została także wypowiedź Sharon Ben-Shem Da Silvy, wnuczki ocalonego przez rodzinę Banaszków.

Historia, którą upamiętniamy jest wyjątkowa, ponieważ po raz pierwszy udało się zakończyć sukcesem poszukiwania potomków ocalonych Żydów. Co ciekawe, w tym samym czasie kiedy szukaliśmy informacji o ukrywanych, rodzina ocalonego Reuvena Ben-Shema szukała informacji o ratujących. Cieszymy się, że udało nam się spotkać – mówi Agnieszka Dąbek z Instytutu Pileckiego, koordynator naukowy projektu Zawołani po imieniu. – Badaniem historii rodziny Banaszków zajmowałam się od dłuższego czasu, lecz dopiero po pewnym czasie udało mi się połączyć wiedzę kilku badaczy z Instytutu Pileckiego, co pozwoliło wpaść na trop jednego z ocalonych. Okazał się nim być Rubin Feldszuh, absolwent rabinackiego seminarium w Wiedniu, znany w przedwojennej Polsce pisarz i jeden z liderów ruchu syjonistycznego. Po wojnie rabin Feldszuh nie przyjął oferowanego mu stanowiska Naczelnego Rabina Polski lecz wyjechał do Izraela, gdzie zmienił nazwisko na swój przedwojenny pisarski pseudonim Ben-Shem, założył rodzinę i pracował jako rabin w Giwat Szemuel, małej miejscowości niedaleko Tel Awiwu. Udało mi się nawiązać kontakt z jego wnuczką Sharon Ben-Shem. Ta historia pokazuje, że ratowanie zagrożonych pewną śmiercią żydowskich sąsiadów miało głęboki sens. Choć wojny nie przeżył nikt z rodziny Banaszków, to jednak są oni nadal obecni nie tylko w naszej pamięci, ale także w pamięci tych, którzy dzięki nim żyją – podkreśla Agnieszka Dąbek.

– Przede wszystkim chciałam wyrazić wdzięczność. To ważne, żeby przekazać, jak bardzo doceniamy każdą dłoń, którą wyciągnięto w geście pomocy – w wywiadznie przeprowadzonym online przed uroczystością powiedziała Sharon Ben-Shem Da Silva, wnuczka Ocalonego rabina Reuvena Ben-Shema. – Uważam, że nie można nikogo osądzać. Nie oceniam tych, którzy nie zaoferowali takiej pomocy, bo nie można osądzać ludzi, którzy znaleźli się w takiej sytuacji. Nie każdy był gotów narażać własną rodzinę na śmierć. Tym bardziej jesteśmy ogromnie wdzięczni rodzinie Banaszków, którzy z narażeniem życia ukrywali moją rodzinę – a także innych, bo oprócz moich krewnych schronienie znaleźli u Banaszków także inni ludzie. To coś niezwykłego. Wymagało to wielkiej odwagi, wiedzieli przecież, że grozi im śmierć. Z tego co wiem, dali mojej rodzinie nie tylko schronienie, ale także życzliwą opiekę, darzyli się wzajemnie szacunkiem – kontynuowała Sharon Ben-Shem Da Silva. – Nie wiem co stałoby się z moich dziadkiem, gdyby nie znalazł schronienia u rodziny Banaszków. Z pewnością ocalili mu życie. Na szczęście później także udzielano mu pomocy – udało mu się przeżyć i przedostać do Izraela, gdzie założył nową rodzinę, bez której nie byłoby mnie na świecie. Jestem ogromnie wdzięczna i z przyjemnością poznałabym potomków Banaszków. Wiem, że ich rodzinę spotkał tragiczny koniec – bardzo nam z tego powodu przykro. Jesteśmy im wdzięczni, bardzo wdzięczni.

To już trzynasty kamień z pamiątkową tablicą odsłonięty w ramach instytutowego projektu Zawołani po imieniu, rozpoczętego w marcu 2019 roku.


Historia rodziny Banaszków

Gdy wybuchła druga wojna światowa Marianna Banaszek wraz z dorastającymi dziećmi: Władysławem, Wiktorią i Stanisławą mieszkała w miejscowości Pustelnik niedaleko Warszawy. W czasie okupacji wdowa i jej dzieci, zdane na skąpo racjonowaną przez Niemców żywność, często głodowali. Szukając dodatkowego źródła utrzymania, wspólnie zdecydowali się wynajmować swój dom Żydom zbiegłym z getta. Schronienie w domu Banaszków znalazło wielu Żydów, byli wśród nich m.in. Abram Frank oraz członkowie rodzin Szpak, Kossower i Feldszuh.

Jesienią 1943 roku rodzina Banaszków została ostrzeżona o planowanej rewizji mieszkania przez Niemców. Mając na uwadze, co może grozić Żydom, jeśli zostaną odnalezieni, Marianna pomogła im potajemnie opuścić kryjówkę, sama zaś z rodziną została w swoim domu. Rankiem niemieccy żandarmi rozpoczęli rewizję. W domu zastali tylko dzieci, Marianna w tym czasie była w kościele.  Niemcom udało się odnaleźć schron pod podłogą, co wskazywało, że informacje na temat pomocy Żydom były prawdziwe. Dzieci Władysław i Stanisława zostały zabrane do cegielni w Markach i tam rozstrzelane oraz pochowane. Marianna została zastrzelona w przedsionku domu, kiedy tylko wróciła z kościoła. Została pochowana w ogrodzie. Według relacji sąsiadów nieobecna tego dnia Wiktoria Banaszek zginęła w Warszawie z rąk Niemców.

Po wojnie ciała Marianny, Władysława i Stanisławy Banaszków zostały przeniesione na cmentarz w Markach.

Rubin Feldszuh, ocalony przez rodzinę Banaszków