Hanna Radziejowska dla SPIEGEL: „Przydałoby się chyba trochę więcej pokory" - Instytut Pileckiego

Screen portalu SPIEGEL

Hanna Radziejowska dla SPIEGEL: „Przydałoby się chyba trochę więcej pokory"

„Ein wenig mehr Demut wäre angebracht” [tłum. „Przydałoby się chyba trochę więcej pokory”] - wywiad z Hanną Radziejowską, dyrektor Instytutu Pileckiego w Berlinie, opublikowany 16 czerwca 2026 roku na łamach niemieckiego tygodnika „Der Spiegel”. Rozmowę przeprowadził Jan Puhl.

Hanna Radziejowska na tle szybowca

"Der Spiegel", 16 czerwca 2026

Przez długi czas w Polsce zarzucano Niemcom wypieranie mrocznej przeszłości. Zainteresowanie nazistowskimi kartotekami wywołuje teraz u naszego sąsiada ulgę. Historyczka Hanna Radziejowska ostrzega jednak przed utrzymującymi się białymi plamami historii.

SPIEGEL: Instytut Pileckiego w Berlinie otrzymał od polskiego parlamentu i państwa zadanie przypominania Niemcom o „białych plamach” w ich historii. Obecnie dziesiątki tysięcy ludzi szukają nazwisk swoich krewnych w nazistowskich kartotekach, które SPIEGEL udostępnił już również w internecie. Jak odbiera pani ten nagły wzrost zainteresowania?

Radziejowska: W Polsce zostało to przyjęte bardzo pozytywnie. Wiele osób było wyraźnie zaskoczonych i ma teraz nadzieję, że nowo obudzone zainteresowanie wielu Niemców przyczyni się do zwiększenia świadomości roli, jaką ich przodkowie odgrywali w narodowym socjalizmie. Jeszcze kilka lat temu badania pokazywały, że zaledwie trzy procent Niemców wiedziało lub przypuszczało, iż ich przodkowie byli częścią administracji III Rzeszy.

SPIEGEL: Czy dzięki temu Niemcy wreszcie pozostawiają za sobą owo wypieranie historii, które przez długi czas zarzucano im w Polsce?

Radziejowska: Dostrzegam wyraźne pozytywne sygnały przemiany niemieckiej kultury pamięci. Paradoksalnie ważnym impulsem stała się rosyjska inwazja na Ukrainę.

SPIEGEL: Co ta wojna ma wspólnego z przeszłością?

Radziejowska: Wojna wywołała w Niemczech prawdziwy szok poznawczy i doprowadziła do fundamentalnego przemyślenia oceny Rosji. W rezultacie rozpoczęła się intensywna debata o roli dwóch wielkich systemów totalitarnych w XX w., a więc również totalitaryzmu sowiecko-rosyjskiego. Wielu Niemców nagle na nowo odkryło Ukrainę, Białoruś, ale także Polskę, i zaczęło pytać, jaką odpowiedzialność ponoszą Niemcy za zbrodnie popełnione tam podczas II wojny światowej. Wcześniej kraje te istniały w niemieckiej świadomości często na marginesie; w centrum znajdowała się niemal wyłącznie Rosja. Badania przeprowadzone wśród młodych ludzi pokazują ponadto, że od czasu ataku na Ukrainę częściej są oni przekonani, iż zrozumienie historii jest konieczne, aby pojąć teraźniejszość i umacniać demokrację.

SPIEGEL: Z drugiej strony wiedza o stosunkach polsko-niemieckich niemal nie poprawiła się w ostatnich latach. Zlecone przez pani instytut badanie pokazało, że Niemcy posiadają wprawdzie ogólną wiedzę o Holokauście i zbrodniach popełnionych na polskiej ludności cywilnej, ale jest ona bardzo nieprecyzyjna.

Radziejowska: Ujawnia się tu swego rodzaju postkolonialne spojrzenie na historię. Zlecone przez nas badanie Ipsos sugeruje, że niewielkiej wiedzy o niemieckiej okupacji Polski często towarzyszy niedostateczne docenianie pozytywnego wkładu Polski w historię Europy. Wielu Niemców nie zdaje sobie sprawy, że większość żydowskich ofiar pochodziła z Polski, a nie z Niemiec. Z drugiej strony wielu nie wie również, że prawa wyborcze kobiet wprowadzono w Polsce wcześniej niż we Francji, ani że Polska miała okres bogatej kulturowo nowoczesności.

Ponadto – i to nie tylko w środowiskach prawicowych – szeroko rozpowszechnione jest przekonanie, że Polska powinna być Niemcom szczególnie wdzięczna za wsparcie podczas starań o członkostwo w Unii Europejskiej. Powszechnie spotkany jest również pogląd, że ziemie zachodnie przyłączone do Polski po II wojnie światowej stanowiły już same w sobie rodzaj reparacji wojennych. Nierzadko cierpienia niemieckich wypędzonych zrównuje się ze skrajnym doświadczeniem przemocy, któremu poddana była polska ludność podczas niemieckiej okupacji.

„Przydałoby się chyba trochę więcej pokory wobec społeczeństwa, które po wojnie, bez odszkodowań i pod rządami komunistycznymi, odbudowało nie tylko Warszawę, lecz także Wrocław, Gdańsk i inne miasta".

SPIEGEL: Jak zatem Niemcy powinni postrzegać Polaków?

Radziejowska: Przydałoby się chyba trochę więcej pokory wobec społeczeństwa, które po wojnie, bez odszkodowań i pod rządami komunistycznymi, odbudowało nie tylko Warszawę, lecz także Wrocław, Gdańsk i inne miasta. Przemiany 1989 roku byłyby nie do pomyślenia bez ruchu Solidarności i oporu społeczeństw Europy Środkowo-Wschodniej. Niczego nam nie podarowano. Za tym sukcesem stoją praca, wyrzeczenia i osiągnięcia wielu pokoleń.

SPIEGEL: Po trwających dziesięciolecia debatach w Berlinie powstaje obecnie pomnik polskich ofiar. W pobliżu Urzędu Kanclerskiego stoi już kamień pamiątkowy pełniący funkcję tymczasowego miejsca pamięci, a obecnie trwa konkurs na właściwy pomnik.

Radziejowska: Uważamy to za prawdziwą rewolucję w kulturze pamięci. W ten sposób uhonorowane zostaną wszystkie osoby zamordowane lub prześladowane dlatego, że były obywatelami Polski. W dotychczasowej niemieckiej polityce pamięci kwestia przynależności narodowej odgrywała stosunkowo niewielką rolę. Wraz z postępującą europeizacją pamięci coraz większe znaczenie zyskiwały natomiast uniwersalne kategorie ofiar, czyli pozbawione odniesienia do państwowości i narodowości, kategorie ofiar, takie jak prześladowani homoseksualiści, ofiary tak zwanej akcji T4 czy robotnicy przymusowi wykorzystywani przez nazistowskie Niemcy. Choć podejście to pod wieloma względami miało swoje pozytywne strony, paradoksalnie doprowadziło do tego, że wielu Niemców odniosło wrażenie, iż to oni sami byli głównymi ofiarami narodowego socjalizmu. Pokazują to również badania przeprowadzone dla naszego instytutu przez Ipsos.

SPIEGEL: Od 35 lat obowiązuje polsko-niemiecki traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. Czy przyjaźń może się narodzić, jeżeli jedna strona zawsze występuje w roli ofiary, a druga wypiera własną przeszłość?

Radziejowska: Być może sytuacja uległaby zmianie, gdyby Niemcy postrzegali Polaków nie tylko jako ofiary, lecz także, parafrazując Richarda von Weizsäckera, jako „współwyzwolicieli” Europy spod dyktatury nazistowskiej. Polacy walczyli na wszystkich frontach II wojny światowej i pod względem liczebności stanowili czwartą co do wielkości siłę zbrojną aliantów. Ponadto prowadzili walkę od 1 września 1939 roku, dłużej niż jakiekolwiek inne państwo alianckie, bo od 1 września 1939 roku. Na początku maja 1945 roku, po bitwie o Berlin, polscy żołnierze wywiesili swoją flagę na Kolumnie Zwycięstwa. Również w Berlinie liczni przedstawiciele polskiej mniejszości uczestniczyli w ruchu oporu przeciwko Hitlerowi. Niemcy i Polacy muszą się dobrze rozumieć. Ma to kluczowe znaczenie dla Europy, szczególnie w obliczu rosyjskiego zagrożenia.

SPIEGEL: Czy można mieć pewność, że większa wiedza o zbrodniach przeszłości automatycznie prowadzi do lepszych relacji? Niemiecki historyk Christian Meier pisał przed kilkoma laty, że pojednanie wymaga do pewnego stopnia także zapomnienia.

Radziejowska: Zrozumienie historii jest warunkiem kształtowania przyszłości. Rok 2022 jednoznacznie tego dowiódł. Historia ma ogromne znaczenie i Niemcy powinny mieć tego świadomość.

„Ludziom z Europy Środkowo-Wschodniej często zarzucano rusofobię. Ignorowano historyczne doświadczenia tych społeczeństw z Rosją".

SPIEGEL: Czy jednak nie powiedziano już wszystkiego? Czy nie nazwano każdej zbrodni?

Radziejowska: Nie sądzę. Niemiecki Bundestag mógłby na przykład przyjąć deklarację, która wyraźnie uznałaby tak zwaną Intelligenzaktion za zbrodnię przeciwko ludzkości, czyli systematyczne i planowe zamordowanie około 100 tysięcy przedstawicieli polskich elit: polityków, artystów, naukowców, sportowców i działaczy społecznych, od jesieni 1939 roku do lata.

Niemieccy okupanci na wielką skalę rabowali również dzieła sztuki z Polski. Kradzież ta, obejmująca około 550 tysięcy obiektów, do dziś nie została rozliczona. Od 1989 roku udało się odzyskać jedynie około tysiąca obiektów. W niemieckiej debacie publicznej temat ten do dziś odgrywa jednak marginalną rolę.

Wiele osób nie zdaje sobie ponadto sprawy, że szczątki dziesiątek tysięcy zamordowanych Polaków spoczywających na ziemi niemieckiej do dziś nie zostały odnalezione. Podczas wojny zwłoki palono, a prochy anonimowo zakopywano w dołach na cmentarzach. Dotyczy to zarówno znanych postaci, takich jak generał Stefan Grot-Rowecki, jak i mniej znanych więźniów obozów koncentracyjnych, osób straconych w Plötzensee czy zamordowanych robotników przymusowych. Tę historię należy zbadać i rozliczyć.

SPIEGEL: Niemiec przebywający dziś w Polsce dostrzega znaczny wzrost pewności siebie Polaków. Jak można to wyjaśnić?

Radziejowska: Oczywiście pewność siebie wynika również z sukcesu gospodarczego. Ma jednak także związek ze świadomością historyczną. Niemcy przez długi czas nie traktowały poważnie polskich ostrzeżeń przed Rosją, stawiając zamiast tego na ścisłą współpracę z Moskwą, na przykład w ramach projektu Nord Stream. Ludziom z Europy Środkowo-Wschodniej często zarzucano rusofobię. Ignorowano historyczne doświadczenia tych społeczeństw z Rosją. Dzień 24 lutego 2022 roku pokazał, że ta ahistoryczna perspektywa była błędna, a Polacy mieli rację ostrzegając przed zagrożeniem ze strony Rosji.