Tomasz Stankiewicz – pierwszy polski olimpijczyk

18 kwietnia 2017
Reprezentacja Polski w kolarstwie na Letnich Igrzyskach Olimpijskich (1924 r.). Zdobywcy srebrnego medalu na dystansie 4000 m drużynowo. Od lewej: Tomasz Stankiewicz, Jan Łazarski, Franciszek Szymczyk, Józef Lange.
Reprezentacja Polski w kolarstwie na Letnich Igrzyskach Olimpijskich (1924 r.). Zdobywcy srebrnego medalu na dystansie 4000 m drużynowo. Od lewej: Tomasz Stankiewicz, Jan Łazarski, Franciszek Szymczyk, Józef Lange.

Tomasz Stankiewicz był kolarzem krótko, ale osiągnął w swojej dyscyplinie prawie wszystko, co mógł osiągnąć zawodnik trenujący ten sport w Polsce przedwojennej.

Urodził się 28 grudnia 1902 r. w Warszawie. Jego rodzicami byli Urban Stefan i Marianna Matuszewska. Pierwsze treningi kolarskie odbywał na słynnym warszawskim torze na Dynasach już jako dziewiętnastolatek.

Warunki fizyczne predestynowały go do zajmowania się sportem. Miał 186 cm wzrostu i ważył  80 kg. Kiedy zadebiutował był wówczas uczniem szkoły handlowej. Pierwsze jazdy wypadły mu wyjątkowo dobrze i od razu stał się odkryciem Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów (WTC). Miał w sobie nie tylko ogromną wolę walki, ale też potrzebę natychmiastowej wygranej.

Tak opisał pojawienie się Stankiewicza na warszawskim torze jego starszy kolega,  również zawodnik WTC, Franciszek Szymczyk: „Wiosną 1921 roku zgłosił się do WTC na Dynasy szczupły, wysoki, młody człowiek, wyrażając życzenie brania udziału w zawodach. Powszechną zazdrość budziła wśród trenujących tam sów toru wspaniała maszyna przybysza, zaopatrzona w lekkie francuskie koła i gumy. Od oglądania tego roweru zaczęła się znajomość. […] Następnego dnia, gdy na torze kręcili się «tylko najlepsi», wjechał również i Stankiewicz. Przyczepił się na kółku za ostatnimi i – o dziwo – zdołał utrzymać się przez pełne cztery okrążenia!”.

Pierwsze zawody wygrał bez większych trudności. Zakończył sezon, awansując do klasy drugiej w klasyfikacji zawodniczej.

Stankiewicz był osobą nie tylko ambitną, ale również bardzo towarzyską, lubiącą rozrywki. W czasie karnawału na balu WTC uchodził za króla imprezy. Bawił się do samego rana, choć jak twierdzą świadkowie, nie pił alkoholu.

Rok 1923 r. w zawodniczej karierze Stankiewicza był ważny. Młody zawodnik bowiem zaczął osiągać na torze kolarskim pierwsze sukcesy. Dzięki swoim umiejętnościom przeszedł do pierwszej grupy zawodników WTC i okazało się, że jest wstanie pokonać dotychczasowych mistrzów i stanąć na podium. Pierwszym wielkim jego wyczynem było zdobycie tytułu mistrza Polski

Tygodnik „Sport” podawał [pisownia oryginalna]: „Mistrzostwo kolarskie Rzeczpospolitej polskiej zdobył na torze na Dynasach 22. VII b.r. Stankiewicz z Warszawy bijąc Stefa, Szymczyka, Ika i wielu innych pierwszorzędnych polskich jeźdźców. Dotychczasowy mistrz Polski p. Szymczyk został we wszystkich przedbiegach pobity tak, że od finału odpadł. Po ostatniej rozgrywce przedstawiciel Związków sportowych prof. Loth wręczył po krótkiej przemowie nowemu mistrzowi p. Stankiewiczowi odznakę mistrza tj. czerwoną koszulkę z białym orłem”.

W „Tygodniku Sportowym” zaś pisano o tym, jak wśród Polaków coraz popularniejsze stają się wyścigi kolarskie: „Pokaźna cyfra publiczności, która przypatrywała się ostatnim wyścigom torowym na Dynasach, dowodzi coraz większego zainteresowania dla sportu kolarskiego. Sympatyczny ten sport, acz powoli, zyskuje sobie coraz więcej zwolenników i sympatyków zaczyna poważnie zagrażać powodzeniu footballowemu. Niedzielne wyścigi o mistrzostwo Polski, stanowiące clou każdego sezonu, były tem ciekawsze, że prócz najprzedniejszych sił miejscowych, brali udział najlepsi jeźdźcy krakowscy, łódzcy i poznańscy, którzy nawiasem mówiąc, wykazali najsłabsza kasę. Toteż nic dziwnego, że zainteresowanie było ogromne i że nie było przewidzieć, komu w udziale przypadnie zdobycie zaszczytnej koszulki. […] Mistrzostwo na 1923 r. zdobył p. Stankiewicz T. z W.T.C., po ładnie przeprowadzonej walce, któremu też po biegu, wśród burzy oklasków, włożono czerwoną koszulkę z białym orłem […]”. Ale była też łyżka dziegciu – dziennikarz skrytykował niesportowe zachowanie młodego mistrza: „Niesympatyczny sposób zajeżdżania i niedopuszczania przeciwnika, powinien być stanowczo zaniechanym, toteż uzasadnionym zupełnie był protest p. Iko, któremu p. Stankiewicz wyraźnie zajechał drogę”.

Kilka dni później, 29 lipca 1923 r., odbył się na Dynasach kolejny maraton wyścigowy: tym razem prawdziwie morderczy sześciogodzinny wyścig parami. Stankiewicz, jako nowy mistrz Polski, wystartował w parze ze Stanisławem Gronczewskim. Po sześciu godzinach jazdy okazali się zwycięskim duetem. Jak pisała ówczesna prasa: „Para Gronczewski-Stankiewicz wykazała niezwykłą formę – pierwszy znakomity taktyk – niezmordowany jeździec, a drugi ulubieniec świata kolarskiego jest bezsprzecznie najlepszym naszym kolarzem i zadokumentował ponownie, że słusznie chwalebny tytuł «mistrza» jemu przypadł w udziale”.

Stankiewicz, decyzją Związku Polskich Towarzystw Kolarskich, wraz z Szymczykiem,  Hochsmanem, Iko i Lange, został wytypowany na członka polskiej reprezentacji na Mistrzostwach Świata w Szwajcarii w sierpniu 1923 r. Komentatorzy nie łudzili się, że Polacy są wstanie wywalczyć dobre miejsca. Raczej wierzyli, że nasi, podpatrując najlepszych, czegoś się od nich nauczą.

I tak chyba było, bo już rok później miał miejsce największy triumf polskiego kolarstwa przedwojennego. Letnie igrzyska olimpijskie w Paryżu odbywały się w lipcu 1924 r. Olimpiada nie należała do szczególnie udanych dla reprezentacji naszego kraju. Brakowało sukcesów i medali, szczególnie w królowej sportu – lekkiej atletyce. Stankiewicz, wspólnie z kolegami: Józefem Lange, Franciszkiem Szymczykiem i Janem Łazarskim, brał udział w wyścigu drużynowym na 4000 metrów. W wyścigu finałowym polskiej ekipie udało się zająć drugie miejsce z czasem 5.23,0 (zwycięscy Włosi uzyskali czas 5.15,0 ) i tym samym zdobyć pierwszy medal olimpijski dla Rzeczpospolitej!

A oto jak całe wydarzenie relacjonowano w polskiej prasie sportowej: „Jedna po drugiej nikły pokładane na różne gałęzie sportu naszego nadzieje olimpijskie. Wszystko, co w kraju wydawało się takie wielkie, z oddaleniem się malało, malało, a gdy dojechało do Paryża, stawało się wprost niewidoczne. Daremnie szukaliśmy w sprawozdaniach zagranicznych nazwisk naszych championów; zgubili się w szarej masie tych, co tylko stanowili tło , na którym jaśniały gwiazdy… I przyszły ostatnie dnie Igrzysk, a niebo było dla nas równie ciemne… I zdawało się, że już nie zabłyśnie nic, gdy na kilka godzin przed zakończeniem ciągnących się tyle miesięcy Igrzysk, doczekaliśmy się na koniec i my, że nam promyk światły zajaśniał, że sztandar polski, choć tylko raz jedyny – ale zawsze załopotał na maszcie olimpijskim. I zawdzięczamy to tym, co najmniej hałasu robili przed wyjazdem, ale za to może najsumienniej i najsolidniej się szykowali do walki – kolarzom. […] Jeśli nawet i przyznać, że zajmując  2-ie, a nie 3-ie  miejsca mieliśmy trochę szczęścia – to osiągnięty przez team polski wynik w konkurencji, która najlepiej uwidocznia ogólny poziom kolarstwa danego kraju – uznać należy za doskonały. Langemu, Szymczykowi, Łazarskiemu i Stankiewiczowi cały polski świat sportowy powinien być wdzięczny za jedyny nasz sukces olimpijski”.

Zwieńczeniem kariery Stankiewicza był rok 1925, kiedy to wygrywał wyścigi we Francji i w Afryce. Ostatecznie jednak zakończył swoją krótką, acz błyskotliwą, karierę i zajął się interesami. Został kierownikiem działu handlowego amerykańskiej firmy samochodowej Chrysler. Kiedy wybucha wojna, otrzymał polecenie wyprowadzenia kilku aut firmowych z Warszawy w kierunku wschodnim, co wykonał. Po zakończeniu działań wojennych powrócił do stolicy.

Na początku okupacji, podobnie jak wielu Polaków zajął się handlem. Według niektórych źródeł zaangażował się w działalność konspiracyjną jako członek ZWZ. Niestety, prawdopodobnie przypadkowo, wpadł w zasadzkę przygotowaną przez Niemców. Na nieszczęście miał przy sobie  nielegalnie drukowane podziemne gazetki. Został aresztowany i trafił na Pawiak. Stamtąd, razem z innymi kolegami sportowcami, tj. Januszem Kusocińskim, Tadeuszem Bartodziejskim i Feliksem Żuberem, został wywieziony 20 lub 21 czerwca 1940 r. do Palmir i tam rozstrzelany.

Bartłomiej Grudnik

Ta strona wykorzystuje pliki cookie dla lepszego działania serwisu. Możesz zablokować pliki cookie w ustawieniach
przeglądarki. Więcej informacji w Polityka prywatności strony.

FreshMail.pl
 

FreshMail.pl