Zakirow: samotność długodystansowca

7 maja 2017
fotorzepa-stanislawski-slajd
Wojciech Stanisławski. Źródło: fotorzepa

Jak można było wyrosnąć na świadka Katynia w sowiecko-uzbeckim Andiżanie? Nie wiemy.

W polskich mediach – tych, które w ogóle wspomniały o śmierci Olega Zakirowa w Łodzi – wymieniano go, zgodnie z rzeczywistością, jako ważnego i odważnego świadka historii. Nierzadko też pisano z nutą Schadenfreunde o fatalnych zaniedbaniach, jakich dopuściła się wobec niego III RP. Jedno i drugie to najważniejsze może wątki jego życia, z pewnością decydujące o jego znaczeniu w oczach Polaków – nie wyczerpują jednak prawdy o rosyjskim prawniku z Azji Środkowej.

Dokonania i doświadczenia te nie zostały jeszcze do końca opisane, ale mamy pewne o nich wyobrażenie. Gromadzone przez Zakirowa zeznania i relacje emerytowanych funkcjonariuszy KGB, służących w Smoleńsku w latach 40. nie wniosły zbyt wiele, jeśli idzie o naszą wiedzę o zbrodni katyńskiej (starzy, zastraszeni ludzie zdobywali się w najlepszym razie na dwu, trzyzdaniowe ogólniki), ich znaczenie dowodowe i polityczne było jednak ogromne. Były to pierwsze świadectwa pochodzące od Rosjan i potwierdzające sowiecką odpowiedzialność od czasu gromadzenia zeznań pod kuratelą Trzeciej Rzeszy.

Ich ujawnienie uruchamiało możliwość prowadzenia kolejnych śledztw, stwarzało pole działania stronie polskiej, „Memoriałowi”, gotowej (do czasu) do współpracy prokuraturze radzieckiej, a potem rosyjskiej – i stanowiło tym samym prawdziwy dynamit. Niezwykła jest wspomniana przez Zakirowa (niestety, niepotwierdzona w innych źródłach) reakcja Michaiła Gorbaczowa na publikacje dziennika „Moskowskije Nowosti”, oparte na zgromadzonych przez tego oficera materiałach: „Czy rozumiecie, że gdyby opublikowano ten reportaż kilka tygodni wcześniej, Wojciech Jaruzelski mógłby nie zostać [wybrany] prezydentem?!” – miał pieklić się Sekretarz Generalny KC KPZR w rozmowie z naczelnym tygodnika, Jegorem Jakowlewem. To pewnie przesada: zbyt zetlałe było już w tym czasie polskie oburzenie kłamstwem katyńskim, zbyt wiele ośrodków władzy dążyło do elekcji Jaruzelskiego. Niezwykle jest jednak pomyśleć bodaj, że los naszego kraju mógł zależeć od kilku rozmów w paru zaniedbanych blokach na obrzeżach Smoleńska. A przecież po takich blokach chodził Zakirow, wymachując legitymacją oficera KGB, powołując się na nieistniejące upoważnienia przełożonych i wykorzystując zagubienie resortowych emerytów, niepewnych skali „jawnosti”, by zdobywać pierwsze relacje.

Równie niejasna, jeśli idzie o mechanizm, lecz możliwa do opisania na poziomie faktów, jest historia odrzucenia Zakirowa-azylanta, ubiegającego się w Polsce o pomoc i bezpieczeństwo. To opowieść o bezduszności tak demonstracyjnej i przerysowanej, że aż trudno uwierzyć, by była tylko wynikiem indywidualnej ludzkiej małości, by nie stanowiła jakiegoś ważnej, choć czytelnej deklaracji w grach wywiadów.

Można sobie pozwolić na takie przypuszczenie w poszukiwaniu racjonalizacji wydarzeń: wizja człowieka, który dla wyjaśnienia sprawy Katynia poświęcił własną karierę zawodową i bezpieczeństwo rodziny, uchodźcy i bezpaństwowca, zagrożonego zemstą jednej z najpotężniejszych służb specjalnych świata, tułającego się po Polsce, pozbawionego tej minimalnej, iluzorycznej osłony, jaką daje status uchodźcy i zasiłek, dorabiającego na czarno na budowach po prostu nie mieści się w głowie. Musiałaby też stanowić kompromitację aparatu państwowego III RP, dowód na absolutną nieumiejętność rozumowania w kategoriach racji stanu i niweczyć szanse na możliwość pozyskania jakichkolwiek współpracowników czy agentury przez polskie służby specjalne. Wygodniej jest myśleć, że  mieliśmy do czynienia z okrutną, niejasną, lecz celową operacją wizerunkową, niczym w klasycznej powieści szpiegowskiej Johna Le Carré’a „Ze śmiertelnego zimna”.

Naturalnie, powyższe to jedynie podyktowane wstydem i gniewem, jałowe spekulacje. Może po latach otworzą się archiwa, może jakiś dziennikarz odpyta kiedyś wszystkich polityków, dyplomatów i autorytety, którzy obiecywali Zakirowowi wsparcie i pomoc w Polsce: jest ich tylu, że starczy dla obu stron współczesnego sporu politycznego.

Dla mnie znacznie ciekawsze jest inne pytanie, na które również nie sposób udzielić odpowiedzi: o to, skąd wziął się Zakirow, jakiego połączenia prawości, prostolinijności i prostoduszności trzeba było, by będąc inteligentem w pierwszym pokoleniu, rodem z Azji Środkowej, doświadczonym i zdyscyplinowanym oficerem KGB, podjąć równie amatorską, co desperacką próbę podniesienia ręki na jeden z „sekretów królewskich” Związku Sowieckiego?

Autobiografia Zakirowa, wydana przed pięciu laty przez Rebis, z namowy i przy wsparciu Krystyny Kurczab-Redlich, należącej do tych „polskich przyjaciół”, którzy nie zawiedli, oferuje nam przybliżenia, nie dając jednoznacznej odpowiedzi. A jednak warto po nią sięgnąć choćby dlatego, że jest jednym z niewielu dostępnych w polskim przekładzie opisów dzieciństwa i młodości w epoce chruszczowowsko-breżniewowskiej, płynącego w jednej z środkowoazjatyckich republik. „Obcy element” rymuje się w głowie czytelnika z porywającą autobiografią Władimira Bukowskiego „I powraca wiatr”. Inna jest oczywiście ranga literacka obu tekstów, zadziorność i bezkompromisowość, gdzie indziej zaprowadziły bohaterów (choć obu na pewnym etapie ich zmagania z systemem postawiono zarzut „schizofrenii bezobjawowej”!) – ale wspólny jest klimat młodości szczęśliwej, ubogiej i ciasnej.

Moskwa Bukowskiego i Andiżan Zakirowa tak samo wypełnione są dymem z szaszłykarni, piosenkami Wysockiego odtwarzanymi ze szpulowców, podobnie nudna i przestraszona jest większość nauczycieli, na tle których wyróżnia się ten jeden, rozmawiający o Dostojewskim. Związek Radziecki jest nadal wielonarodowy, w klasie roi się od Ormian, Żydów i Ukraińców, ale coraz wyraźniejsze są podziały, niechęć do tej lub innej mniejszości, tak samo wszechobecna jest korupcja, a poznawanie jej prostych mechanizmów, szerzej systemu wzajemnych uprzejmości i gestów, bez których nie sposób poradzić sobie w gospodarce niedoboru, jest częścią wtajemniczenia w młodość tak samo, jak papierosy i pokątne aborcje.

Polskiemu czytelnikowi, a może i moskiewskiemu inteligentowi, niełatwo jest zrozumieć, że znakiem sprzeciwu wobec tej pętli prowincji mógł być wybór studiów prawa – a po czterech nużących, rozczarowujących latach decyzja o tym, by podjąć służbę w KGB jako w jedynej strukturze, posiadającej przynajmniej czasami zarazem wolę i narzędzia, by rozprawić się z korupcją: wszechobecną i już nie tak niewinną, jak przypadku sklepów mięsnych Andiżanu czy Taszkentu. Oleg Zakirow, dokonawszy tego wyboru, spędził w służbie kilkanaście lat – i co więcej, na miarę prowincjonalnego oficera, miał swoje osiągnięcia: demaskował gangi, radził sobie ze spekulacją, ba, oddelegowany do Afganistanu pod okupacją sowiecką, usiłował dopaść pierwszych „narkobossów” w szeregach Armii Czerwonej.

Warto zdać sobie sprawę z tej perspektywy, a zarazem z ubóstwa i braku widoków, jakich doświadczał żyjący gdzieś na prowincji funkcjonariusz Zakirow, by zważyć raz jeszcze czyn, jakiego dokonał. Bez oparcia w kręgu dysydenckich przyjaciół, bez osobowych wzorów heroizmu, bez szczególnie mocnego zakorzenienia w pamięci historycznej, przywiązania do nie-bolszewickiej Rosji,  ba, nawet wykrystalizowanych poglądów politycznych po prostu uznał, że prawdziwych winowajców zbrodni należy ujawnić, podobniejszy w tym szeryfowi z groszowej opowieści niż „bohaterowi egzystencjalnemu”.

Nie jest to pierwsza opowieść o pojawiającym się znikąd Sprawiedliwym, jakiej dostarczają nam dzieje relacji polsko-rosyjskich w XX wieku. Spotykamy się z podobnym wątkiem u Herlinga-Grudzińskiego, w dziesiątkach relacji z deportacji i łagrów, znają go ci, którzy mieli okazję poznać aktywistów Memoriału (ściśle zresztą współpracujących z Zakirowem w pracy nad ujawnieniem prawdy o Katyniu). Warto może, by wzięli go na warsztat moraliści – i zakarbowali sobie ci, którym z tego lub innego urzędu szczególnie powinno zależeć na budowaniu polsko-rosyjskich mostów.

 

OKL obcyelementOleg Zakirov, „Obcy element. Dramatyczne losy oficera KGB w walce o wyjaśnienie zbrodni katyńskiej”, tłum. Jerzy Redlich, Rebis, Poznań, 2010.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie dla lepszego działania serwisu. Możesz zablokować pliki cookie w ustawieniach
przeglądarki. Więcej informacji w Polityka prywatności strony.

FreshMail.pl
 

FreshMail.pl