Polaków miało nie być. Rozmowa z prof. Wandą Jarząbek

7 sierpnia 2017
Prof. Wanda Jarząbek. Zdjęcie: Patrycja Mic.
Prof. Wanda Jarząbek. Zdjęcie: Patrycja Mic.

Dziennie w Warszawie mordowano tyle ludzi, ile zginęło w czasie zamachów na World Trade Centre. Nie ma też porównania co do sposobu, w jaki to robiono. W tym sensie rzeź Woli jest oczywiście wyjątkowa – z prof. dr hab. Wandą Jarząbek rozmawia Bartosz Bolesławski.

Bartosz Bolesławski: Ludobójstwo na Woli było bezpośrednio poprzedzone rozkazem Hitlera i Himmlera, zgodnie z którym w powstańczej Warszawie „należy zabić każdego”. Czy taki rozkaz był naturalnym wynikiem polityki totalitarnej III Rzeszy, czy może jednak nie było to planowane, a stało się czymś w rodzaju zemsty na Polakach za wywołanie Powstania Warszawskiego?

Prof. Wanda Jarząbek: W moim wystąpieniu podczas konferencji „„Wola 1944: nierozliczona zbrodnia a pojęcie ludobójstwa” starałam się o tym powiedzieć, lecz może z braku czasu nie wybrzmiało to dość wyraźnie. Nawet jeśli do pewnego stopnia był to akt zemsty, to ograniczanie rzezi Woli tylko do aktu zemsty jest nie tylko zawężaniem znaczenia tych wydarzeń, ale też moim zdaniem ustawia je w fałszywej perspektywie.

Należy patrzeć na rzeź na Woli przez pryzmat niemieckiej polityki okupacyjnej na ziemiach polskich, planów dotyczących Polski i Polaków. Historykom znane są plany kreślone jeszcze przed wybuchem wojny, jak chociażby Generalny Plan Wschód, który następnie zmieniono w Generalny Plan Osiedleńczy, a który zakładał wyniszczenie fizyczne znacznej części ludności słowiańskiej, w tym w największym stopniu – nawet do 85 % Polaków.

Niemcy wkraczając do Polski mieli pozwolenie na daleko idące działania w stosunku do ludności cywilnej. Mordów na ludności cywilnej dokonywano od września 1939 r., chociażby podczas bombardowań obiektów cywilnych czy ostrzeliwania na drogach kolumn uchodźców. Jeszcze jesienią 1939 r. rozpoczęto zorganizowane mordowanie elit polskich znane jako Intelligenzaktion.

Dokonywano też egzekucji w akcie zemsty, jak wówczas oficjalnie podawano, np. za zabicie żołnierzy, czy żandarmów niemieckich. Do jednej z najlepiej znanych należy egzekucja w Wawrze z grudnia 1939 r.

To, co się wtedy stało na Woli, wykracza poza zwykły odwet Niemców, nie był to tylko akt zemsty.

Na skalę rzezi na Woli wpłynęło wiele czynników. Nastąpiła po innych masowych mordach i uczestniczyły w niej oddziały w nich uczestniczące i przez ten fakt zdemoralizowane.

Ale, co jest istotniejsze, doszło do niego po latach okupacji, w czasie której Polacy byli traktowani jako podludzie, wobec których obowiązują inne zasady, którzy są inaczej traktowani. W propagandzie niemieckiej, jeszcze przed wojną, Polacy byli często odhumanizowywani. Byli uważani za mieszankę różnych ras o niskiej wartości. III Rzesza chciała zniszczyć Polskę jako państwo, Polaków jako naród, zatrzeć ślady kultury polskiej. Znane są projekty zagospodarowania okupowanych terenów. Wśród nich są plany zniszczenia Warszawy i jej dotychczasowego charakteru miasta-stolicy, obejmujące niszczenie polskich zabytków oraz zredukowanie do niewielkiego miasta, węzła kolejowego. Mam tu na myśli  np. plan Pabsta czy późniejszy plan Grossa.

Mamy taką tendencję, że przez bardzo szczegółowe badanie poszczególnych wydarzeń  trochę tracimy szerszy obraz. Kiedy walczymy o pamięć i chcemy ustalić, jaka naprawdę była rola okupacji niemieckiej i kim, według Niemców, mieli być Polacy, to widzimy, że nie mieli być tylko niewolnikami, lecz miało ich nie być w ogóle. W długiej perspektywie Polaków miało przede wszystkim nie być – i to jest klucz do patrzenia na te wydarzenia.

Często mówi się, że ludobójstwo na Woli jest wydarzeniem z czasów II wojny światowej bez porównania – nigdzie indziej nie zamordowano w tak krótkim czasie tak wielkiej liczby cywilów. Czy zgadza się Pani z takim stwierdzeniem?

Jeśli chodzi o skalę, to rzeczywiście nie ma porównania. To znaczy w tak krótkim czasie, w ciągu trzech czy czterech dni z wymordowaniem tak wielu osób nie mieliśmy do czynienia w czasie całej II wojny światowej. Uświadamia nam to jeszcze bardziej fakt, że dziennie w Warszawie mordowano tyle ludzi, ile zginęło w czasie zamachów na World Trade Centre. Nie ma też porównania co do sposobu, w jaki to robiono. W tym sensie rzeź Woli jest oczywiście wyjątkowa, jeśli chodzi o jej skalę.

Ze względu na swą istotę natomiast rzeź Woli nie jest aż tak wyjątkowa, należy ją wpisywać w politykę okupacyjną III Rzeszy wobec Polaków, która miała być realizowana pewnymi etapami i miała doprowadzić do zniszczenia narodu polskiego. Politykę taką opisał jeszcze w czasie wojny R. Lemkin, a w 1948 r. powstała konwencja ONZ-owska uwzględniająca częściowo jego definicję. Dlatego ja używam terminu „ludobójstwo” na określenie polityki okupacyjnej III Rzeszy także wobec Polaków. Aby termin „ludobójstwo” mógł być użyty, nie musi dojść do wymordowania całości danej grupy, konwencja odnosi go też do części. Podobnie również inne definicje.

Dyskusja, czy mieliśmy do czynienia z ludobójstwem w stosunku do Polaków, nie jest tylko i wyłącznie domeną prawników. Oni odnoszą się do obowiązujących aktów prawa. Ale mamy też definicje powstałe na użytek socjologów i historyków, które nie skupiają się na samym akcie ludobójstwa, ale pokazują też mechanizmy prowadzące do niego. Być może fakt, że teraz dużo mówi się o ludobójstwie, wynika z pewnej mody. Kiedyś popularniejsze były rozmowy o czystkach etnicznych czy teoriach rasowych. Dyskusja, w której rzeź Woli rozpatruje się jako ludobójstwo, czy raczej jako element szerszego ludobójstwa na Polakach, łączy w sobie wszystkie powyższe elementy. Masakra na Woli stanowiło część realizacji „nowego porządku”, w którym miały istnieć rasa wyższa i rasy niższe, mające być wyniszczone całkowicie lub zredukowane do wąskich grup pozbawionych świadomości narodowej, własnej kultury (materialnej i duchowej) i języka. Ci, którzy mieli pozostać, mieli być tanią siła roboczą, niewolnikami.

Dyskusja i spory wokół Woli ’44 są i pewnie jeszcze długo będą, ale czy według Pani, w świetle obowiązujących dziś aktów prawnych, można te wydarzenia określić mianem ludobójstwa?

Wydaje mi się, że był to czyn o charakterze ludobójczym, akt o charakterze ludobójczym. Jeśli tę zbrodnię rozpatrujemy w kontekście prawa, które stosowano po wojnie, była to zbrodnia przeciw ludzkości. Niemniej w Norymberdze użyto terminu „ludobójstwo” i to już w akcie oskarżenia, w stosunku do polityki niemieckiej wobec Żydów, Polaków, Cyganów (i jak dodano innych). W 1946 r. ONZ dopuścił stosowanie terminu „ludobójstwo” w stosunku do zbrodni dokonanych przed jego powstaniem. Wpisanie polityki niemieckiej wobec Polaków w różne powstałe później definicje ludobójstwa, na ogół prowadzi do wniosku, że wypełnia ona te kryteria.

Chciałbym wyraźnie podkreślić, że stosowanie terminu „ludobójstwo” pozwala przede wszystkim lepiej zrozumieć to, co się działo w czasie II wojny światowej, pozwala na ukazanie bezprecedensowego charakteru ówczesnej niemieckiej polityki okupacyjnej nastawionej na wyniszczenie narodu w sensie biologicznym, narodu rozumianego także jako wspólnota o odrębnej kulturze. Pozwala pokazać, że wydarzenia te mają też okresy przygotowawcze. Nie chodzi już obecnie o wymiar praktyczny, tzn. skazanie winnych, czy rewizję wyroków.

Sprawa masakry na Woli była do tej pory dość zaniedbany w nauce, dopiero w 2014 r. ukazała się pierwsza książka, autorstwa Piotra Gursztyna, w całości poświęcona tym wydarzeniom. Czy uważa Pani, że konferencja zapoczątkuje szersze zainteresowanie badawcze tym tematem?

Mam nadzieję, że będzie to początek zainteresowania rzezią Woli i także początek nowej fali zainteresowań losem Polaków w czasie II wojny światowej.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie dla lepszego działania serwisu. Możesz zablokować pliki cookie w ustawieniach
przeglądarki. Więcej informacji w Polityka prywatności strony.

FreshMail.pl
 

FreshMail.pl