Pięknie umrzeć

19 kwietnia 2017
Niszczenie getta warszawskiego przez oddziały niemieckie. Źródło zdjęcia: Wikipedia Commons
Niszczenie getta warszawskiego przez oddziały niemieckie. Źródło zdjęcia: Wikipedia Commons

74 lata temu rozpoczęło się powstanie w getcie warszawskim. Wobec niemieckiej decyzji o ostatecznej likwidacji getta, jego żydowscy mieszkańcy zdecydowali się na zbrojny opór. Szans na zwycięstwo nie mieli żadnych, pragnęli jedynie godnej śmierci w walce.

„Wszystko, co nastąpiło później – co nastąpiło dziewiętnastego kwietnia 1943 roku – było przecież tęsknotą za pięknym umieraniem. O wiele łatwiej było umierać nam niż człowiekowi, który idzie do wagonu, a potem jedzie wagonem, a potem kopie sobie dół, a potem rozbiera się do naga”.

Marek Edelman w wywiadzie-rzece z Hanną Krall mówił bez ogródek, dlaczego Żydzi stłoczeni w warszawskim getcie zdecydowali się walczyć. Reportaż „Zdążyć przed Panem Bogiem” ukazał się po raz pierwszy w 1977 r. Wybitny kardiochirurg i dowódca powstania po śmierci Mordechaja Anielewicza o życiu w getcie mówił też zaraz po wojnie.

„W okresie trwania getta warszawskiego (od początku do 10 maja 1943 r.), przebywałem w nim, gdzie byłem członkiem Żydowskiej Organizacji Bojowej. W okresie wysiedlania Żydów z getta warszawskiego, począwszy od 28 lipca 1942, chodziłem na Umschlagplatz z ramienia Bundu, od października 1942 – z rozkazu ŻOB.

Chodziło o wyprowadzenie z Umschlagplatzu ludzi potrzebnych organizacji. W tym okresie notowałem swoje wrażenia z Umschlagplatzu, kładąc nacisk na przebieg wysiedlenia.”

26 lipca 1948 r. Marek Edelman zeznawał w Warszawie przed sędzią Haliną Wereńko z Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Warszawie. Opowiadał o sytuacji w getcie warszawskim przed wybuchem powstania.

„Z pamięci trudno jest odtworzyć szczegóły wysiedlania, a zwłaszcza liczby wysiedlonych. Pamiętam, iż w czasie akcji po 22 lipca 1942 wysyłano transporty do Treblinki. W listopadzie 1942 (zdaje się w dniu 15 listopada) wysłano transport około 150 osób do KL Lublin. W czasie akcji z dni 18 – 22 stycznia 1943 transporty kierowano do Treblinki. W czasie akcji po 19 kwietnia 1943 transporty kierowano do Poniatowej, Trawnik, Majdanka i Treblinki. Dokładnej liczby wysiedlonych nie pamiętam. Zdaje się, iż do Trawnik i Poniatowej wysyłano po około 15 tys. Żydów”.

Ostateczne rozwiązanie

Innym cudem ocalałym z „piekła w środku miasta” był Łazarz Menes (ur. 23 marca 1910 r.). Mimo możliwości ucieczki z getta, pozostał w nim do końca, aby opiekować się chorą matką.

„W czasie od zamknięcia getta do lipca 1942 roku życie w gettcie płynęło mniej więcej jednostajnym torem. Ludność, pozbawiona kontaktu ze światem zewnętrznym, cierpiała niesłychaną nędzę materialną, łudząc się, że wojna szybko się skończy. Wyjście poza mury dla przeciętnego śmiertelnika było niemożliwe, ewentualnie w razie schwytania po drugiej stronie pociągało za sobą śmierć.”

20 stycznia 1942 r. odbyła się okryta złą sławą Konferencja w Wannsee. Wówczas podjęto decyzję o „ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej”. W lipcu 1942 r. postanowienia z willi w Berlinie Niemcy zaczęli realizować w Warszawie.

„Rozpoczęła się wówczas tak zwana akcja przesiedleńcza, która oznaczała wyjazd do Treblinki i śmierć w komorach gazowych, ewentualnie uduszenie w transporcie. Na murach getta pojawiły się niemieckie plakaty zezwalające, a nawet zachęcające do zabierania ze sobą przede wszystkim biżuterii, złota i walut zagranicznych. W pierwszych dniach akcji przesiedleńczej ogół Żydów nie orientował się jeszcze w swym straszliwym losie i tylko nieliczni wiedzieli, o co chodzi. I tak prezes Rady Żydowskiej Czerniaków, znając widocznie prawdę o „akcji przesiedleńczej” popełnił samobójstwo wraz z żoną. Władzę nad skazaną na śmierć ludnością objęło tak zwane Befehlstelle mieszczące się przy ulicy Żelaznej między Leszno a Nowolipie po stronie nieparzystej. Katami zatem setek tysięcy ludzi byli kierownicy tej placówki: SS-Grupenfürerzy Brandt, Witaszek i inni.”

Sytuacja w obrębie murów getta stawała się coraz tragiczniejsza. Już prawie wszyscy zdawali sobie sprawę, że śmierć to tylko kwestia czasu. W tłumie wywiezionych do komór gazowych w Treblince znalazł się także ojciec Łazarza Menesa.

„Wtedy po raz ostatni widziałem w tej fali ojca mego, razem z innymi skazanego na śmierć. A przedtem jeszcze na katusze męki, bicie, pragnienie, piekielną jazdę bez wody i powietrza w zaplombowanych wagonach, do chwili kiedy piece Treblinki położyły kres ich męce.”

10 września 1942 r. zakończył się pierwszy etap likwidacji getta. W obrębie jego murów zostało zaledwie 100 tys. ludzi, 4/5 mieszkańców zostało już zamordowanych.

„W tym okresie Żydzi już zrozumieli, że i tak, i tak skazani są na śmierć, lepiej więc ginąć z honorem. Rozpoczyna się ożywiona działalność organizacji bojowej. Odezwy na murach martwych domów, mobilizowanie sum pieniężnych, a co najważniejsze zdobywanie za wszelką cenę i ze wszystkich możliwych źródeł broni i amunicji.”

Wybuch powstania

19 kwietnia 1943 r. Heinrich Himmler zarządził akcję ostatecznej likwidacji getta w Warszawie. Wtedy w tzw. getcie szczątkowym żyło jeszcze ok. 50-70 tysięcy Żydów. Tego dnia funkcjonariusze SS zostali zaskoczeni zbrojnym oporem ludzi, którzy postanowili zginąć w walce. Łazarz Menes mówił jak Marek Edelman – nikt nie łudził się, że powstanie może odnieść jakikolwiek sukces militarny.

„Opór organizacji bojowej był zajadły, ale bezskuteczny. Każdy wiedział, że zginie, pogodził się z tym, ale chociaż przedtem zabił kogoś z […] niemieckich. Najdłużej broniła się szopa na ulicy Świętojerskiej i blok naszej „szopy” na ulicy Miłej. Tutaj jedna z młodych dziewcząt, córka jednego z kierowników szopy, rzuciła się z okna z całą wiązką granatów w tłum Niemców.”

Powstańcy heroicznie walczyli prawie miesiąc. 16 maja 1943 r. Jürgen Stroop wysadził Wielką Synagogę przy ul. Tłomackie i zaraportował, że „żydowska dzielnica mieszkaniowa przestała istnieć”. Niemcy ogłosili stłumienie powstania, jednak ocalałe grupki Żydów wciąż walczyły o przetrwanie. W jednej z takich był Łazarz Menes.

„W całej tej […] dzielnicy getta (Gęsia, Smocza, Miła) pozostała przy życiu tylko nasza ósemka: czterech mężczyzn i cztery kobiety; razem ze mną w grupce tej przebywał też niejaki Romek [Zejtman?], obecnie zamieszkały w Radomiu przy ul. Tramwajowej 51/3, który się ostatecznie wraz ze mną oc[alił]. Ósemka nasza dokonywała wprost cudów, by się jakoś utrzymać przy życiu. Mieliśmy szereg schronów na najwyższych piętrach spalonych domów, gdzie dostawaliśmy się w sposób wyżej opisany (drabiną lub drabinką linową). Po wodę szło się nocami i transportowało po linach w górę; wykopywaliśmy zgniłe kartofle ze starych kopców na ul. Nowolipie (szopa Szultza), obrywaliśmy niedojedzone jabłka z opustoszałego ogródka (ul. Smocza), wdrapywaliśmy się na balkony spalonych domów, w nadziei, że może jakieś pozostały zapasy szykowane na święta, i rzeczywiście, w jednym miejscu znaleźliśmy 10 kg smalcu […] ze stu jajkami. W połączeniu z przynoszonymi przez nas kartoflami była to dla nas uczta Lukullusa.

Niemniej zdawaliśmy sobie sprawę [że jest] to tylko przedłużanie agonii i prędzej czy później wpadniemy. Tym bardziej, że Niemcy w pogoni za niedobitkami, lub pozostawionymi przez nich pieniędzmi, na ogół w dużej ilości, stale patrolowali w nocy ulice w filcowych butach, tak, że ich w ogóle słychać nie było, a my przy noszeniu wody czy kartofli mimo najdalej idącej ostrożności robiliśmy wiele hałasu.”

Z tej ósemki niemal w cudowny sposób uratowało się tylko dwie osoby. Młodzi mężczyźni ocalenie zawdzięczali sprawności fizycznej i wielkiemu szczęściu.

„Dom został otoczony, schron nakryty. Niemcy rozbili sąsiednie ściany i wpadli do pokoju. Ze wszystkich nas ośmiu ocaliła się tylko dwójka […] wysportowany Roman Z[…], wdrapał się na sam dach spalonego domu i tak siedział nad przepaścią dwie godziny, i ja, który bez żadnej nadziei, gnany instynktem, stanąłem za drzwiami kuchni, tak że Niemcy mnie nie dostrzegli – tego sam nie mogę zrozumieć – była to wyraźnie łaska Boża, gdyż przez godzinę czasu prawie kręcili się wkoło mnie. W ręku miałem rewolwer […] pięcioma nabojami. Kilku z naszych […] zostało na podwórzu, kilku przywiązanych sznurem jeden do drugiego, prowadzono gdzieś na śmierć. Ja ocalałem […] i tak samo ocalał Romek, który [wreszcie] zlazł z dachu i omal mnie nie zastrzelił, gdyż słysząc z dołu moje kroki, myślał, że to jakiś Niemiec pozostał. Jeszcze tej samej nocy wróciliśmy na ul. Gęsią przy czym [Romek] prawie już chodzić nie mógł, gdyż dostał jeszcze poprzednio kulę w nogę. […] jak rano, gdy furmanka z naszym […] jak zwykle zatrzymała się koło naszego domu pod pozorem zbierania […]nego szmelcu. Wyszliśmy w dwójkę, [jak] to było umówione, na podwórze, poczęliśmy rzucać szmelc na wóz i wreszcie […]lem, pozasłaniali częściowo blachami [ruszyliśmy]. W chwilę potem otwarła się przed nami brama getta (Gęsia róg Okopowej, koło cmentarza) i po paru minutach znaleźliśmy się wśród przyjaciół moich po stronie aryjskiej.

I tu jeszcze czekały nas ciężkie przejścia, jak rok ukrywania [się], powstanie i jego upadek, wyjście powstańców do Pruszkowa, ale wszystko to było już niczym w porównaniu z piekłem, jakie za życia przeszedłem w getcie warszawskim [za] okupacji niemieckiej.”

Ostatecznie Łazarza Menesa i jego towarzysza niedoli z terenu getta, już wiele dni po upadku powstania, wywiózł jeden z polskich furmanów, zatrudnionych do odgruzowywania ruin.

Ocaleli dali świadectwo

Do nierównej walki z Niemcami 19 kwietnia 1943 r. stanęło ok. 1000-1500 bardzo słabo uzbrojonych Żydów. Od 220 do 800 członów Żydowskiej Organizacji Bojowej (w tym również kobiety) i ok. 150-400 działaczy Żydowskiego Związku Wojskowego. Poza tym nieznana liczba powstańców zrzeszonych w innych, dużo luźniejszych grupach.

Trudno o dokładne dane odnośnie strat po obu stronach. Niemcy zawyżali straty powstańców i obniżali swoje własne. Według raportu Stroopa w walce zginęło ok. 6 tys. Żydów, a 56 tys. znaleziono w wykrytych i zlikwidowanych bunkrach.

Ten sam raport odnotowuje 16 zabitych Niemców i 85 rannych, natomiast według polskiej prasy zabitych było 86, a rannych 420.

Powstanie w getcie warszawskim nie miało szans powodzenia i zostało krwawo stłumione. Cały teren getta został przez Niemców zrównany z ziemią. Wielu Żydów miało jednak szansę zginąć chwalebnie, w walce z bronią w ręku. Nielicznym udało się przeżyć. Dzięki temu Łazarz Menes mógł złożyć swoje przejmujące zeznanie 21 września 1945 r., a na podstawie rozmów z Markiem Edelmanem powstały książki, które weszły do kanonu obowiązkowych lektur szkolnych.

Bartosz Bolesławski

Przeczytaj na ZapisyTerroru.pl zeznania dotyczące warszawskiego getta

Ta strona wykorzystuje pliki cookie dla lepszego działania serwisu. Możesz zablokować pliki cookie w ustawieniach
przeglądarki. Więcej informacji w Polityka prywatności strony.

FreshMail.pl
 

FreshMail.pl