Masakra w klasztorze [zeznanie Aleksandra Kisiela]

6 września 2018
Collegium_Bobolanum_-_place_of_remembrance_-_02
Tablica upamiętniająca mord. Źródło: Wikimedia Commons

Stawiając sobie za cel likwidację polskich elit i walkę z Podziemiem, Niemcy konsekwentnie prześladowali polskie duchowieństwo. Masakra w Domu Pisarzy na ul. Rakowieckiej 61 na początku Powstania Warszawskiego nie ma żadnego innego wytłumaczenia. Na pytanie, co się stanie z duchownymi z klasztoru, jeden z Niemców miał odpowiedzieć „Ich werde jeden Priester niederschießen (Zastrzelę wszystkich księży)” – wspomniał o. Aleksander Kisiel SJ.

W momencie wybuchu Powstania Warszawskiego klasztor oo. jezuitów znajdował się poza zasięgiem działalności powstańców. Jednak w związku z trwającą na ul. Rakowieckiej strzelaniną, w Domu Pisarzy jezuitów schroniło się kilkunastu cywilów, którym wybuch walk uniemożliwił powrót do domów.

W środę, drugiego dnia powstania, na terenie obiektu było około 50 osób – jezuici, kapłani, świeccy posługujący przy klasztorze i przypadkowi cywile. O godz. 10.00 do domu zakonnego wtargnęło kilkunastu SS-manów. Twierdzili, że zostali ostrzelani z okien budynku. W poszukiwaniu broni przeprowadzili powierzchowną rewizję, po której dowódca grupy SS-manów dał rozkaz, by wszyscy obecni zeszli do suteren, zaś ks. Superiora Edwarda Kosibowicza Niemcy wyprowadzili z domu. Został on rozstrzelany na drodze pomiędzy ul. Rakowiecką i ul. Wawelską.

„W suterenie SS-mani poodbierali wszystkim zegarki, następnie kazali nam wejść do małego pokoju. Było nas około pięćdziesięciu osób w izbie wielkości 2,5 na 5 metrów. SS-mani ustawili karabiny maszynowe przed drzwiami tego pokoju, po czym dwaj z nich zaczęli rzucać ręczne granaty na ludzi stłoczonych w izbie, a następnie strzelać z karabinu. Wszyscy upadli na ziemię” – opisywał masakrę o. Aleksander Kisiel, wówczas 31-letni jezuita.

Jęki niedobitków sprawiły, że Niemcy powrócili do pomieszczenia egzekucji i otworzyli ogień z rozpylacza. Potem w stosie ciał wyszukiwali żywych i strzelali do nich z rewolweru.

„W tym czasie leżałem koło drzwi przy ścianie na podłodze, zasłonięty paru zabitymi osobami leżącymi jedna na drugiej. Sprawdzający SS-man wszedł butami na moje plecy i, huśtając się, powiedział po niemiecku: „ten jeszcze za świeży” (der ist noch zu frisch) i strzelił z rewolweru, celując prawdopodobnie w głowę, a trafiając [mnie] w koniec ucha. Po chwili zszedł z [moich] pleców, zbliżył się do łóżka, na którym leżało trzech zakonników. (…) Przed strzałem do leżących na łóżku, SS-man odrzucił poduszkę, która upadła na mnie, dzięki czemu nie zwracano już odtąd na mnie uwagi”.

Ojciec Kisiel był jedną z kilkunastu osób, które przeżyły tę masakrę. Wykorzystując chwilę nieobecności Niemców, wraz z dziewięcioma ocalałymi ukrył się w składzie węgla (w tym samym budynku). Po dwudziestu minutach SS-mani wrócili do pomieszczenia egzekucji, polali ciała zabitych benzyną i podpalili. Ojciec Kisiel i pozostali spędzili trzy dni w ukryciu, słysząc jak na górze Niemcy plądrują i palą Dom Pisarzy.

Dopiero w sobotę rano (5 sierpnia) jednemu z księży udało się po kryjomu przedostać do sąsiedniego bloku mieszkaniowego i zawiadomić punkt sanitarny o ich położeniu. Z pomocą sanitariuszek z powstańczego szpitala ocalałym udało wydostać i przejść na teren kontrolowany przez oddziały polskie.

Opisując te wydarzenia w 1946 roku przed Okręgową Komisją Badania Zbrodni Niemieckich, o. Kisiel ocenił, że cała ta akcja nie miała uzasadnienia militarnego i służyła jedynie wyniszczeniu ludności cywilnej.

Szczątki kilkudziesięciu zamordowanych osób zostały zamurowane w pomieszczeniu masakry. Po wojnie zostały ekshumowane i złożone w czterech trumnach, a samo miejsce przekształcono w kaplicę.

Joanna Chlebicka

Przeczytaj zeznanie w Zapisach Terroru

Ta strona wykorzystuje pliki cookie dla lepszego działania serwisu. Możesz zablokować pliki cookie w ustawieniach
przeglądarki. Więcej informacji w Polityka prywatności strony.

FreshMail.pl
 

FreshMail.pl