Czy można wyjść z Auschwitz?

19 maja 2017

Często po latach kaci tak głęboko ukrywają przeszłość w zakamarkach pamięci, że udaje im się zagłuszyć sumienie i żyć dalej normalnie. Opowiada o tym Pasażerka, najsłynniejsza książka Zofii Posmysz, pisarki, a wcześniej więźniarki Auschwitz, Birkenau, Ravensbrück i Neustadt-Glewe, aresztowanej w 1942 roku w Krakowie za udział w tajnych kompletach.

„I doszłyśmy do bramy z napisem „Arbeit macht frei”. I tu znowu pomyślałam sobie: nie jest tak źle. Ja przecież mogę pracować. Nawet bardzo ciężko. Pracowałam już w kasynie, robiłam to dobrze, byłam chwalona. Szanowano moją pracę. Nie boję się, mogę harować, nawet bardzo ciężko – uznałam. Może nawet zwolnią mnie po paru miesiącach. Przecież nie zostałam skazana. Nic o żadnym wyroku nie wiedziałam. Najgroźniejsze przestępstwa to posiadanie radia, broni, aktywna działalność w podziemiu. A ja? Nic z tych rzeczy. Stoję przed bramą. Wzięłam głęboki oddech, i marsz”. Tak o początku obozowej katorgi przeczytać możemy w wywiadzie-rzece, jaki z Zofią Posmysz przeprowadził Michał Wójcik. Całość zatytułowano „Królestwo za mgłą”, co nawiązuje do innej książki pisarki, wydanych w 1970 roku i właśnie wznowionych „Wakacjach nad Adriatykiem”, w której obozowa rzeczywistość – za sprawą wyobraźni jednej z bohaterek – przybiera baśniowy wymiar.

Zofia Posmysz, po oswobodzeniu przez Amerykanów obozu w Neustadt-Glewe, wraz z innymi więźniarkami z Polski wróciła do kraju. Tu zrobiła maturę, potem skończyła studia, zaczęła pracę w redakcji literackiej Polskiego Radia, do obozowych przeżyć nie chciała wracać. Może nie widziała potrzeby? Na pewno z pobytem w Auschwitz nie wiązała swoich dalszych zawodowych i osobistych losów. A jednak stało się inaczej. Następująco opowiada o tym Michałowi Wójcikowi: „Aż w końcu przyszedł rok 1959. Poleciałam do Paryża, aby zrobić reportaż o otwarciu połączenia lotniczego Warszawa–Paryż. Na placu Zgody, gdzie było wielu turystów, usłyszałam ten głos. […] Głos był wysoki, skrzekliwy. To był głos mojej aufzejerki. [niem. Aufseherin – esesmanka, nadzorczyni w obozie kobiecym, przyp. W.Ch.] Aż się odwróciłam. Ciarki mnie przeszły. Oczywiście po powrocie podzieliłam się tym wrażeniem z mężem. Wyczuł, że jestem zdenerwowana, coś mnie dręczy, i dociekał, co się stało. Opowiedziałam mu. I jego zachęta zwyciężyła. Powiedział: Napisz to! […] Pchnął mnie na te tory. I jestem na nich do dziś. Ta podróż cały czas trwa”.

Artystyczny sukces Pasażerki, najbardziej wnikliwego w naszej prozie studium zależności między ofiarą i katem, na kanwie której Andrzej Munk nakręcił film, a Mieczysław Weinberg (1919–1969) napisał operę – premiera odbyła się w Moskwie dopiero 25 grudnia 2006 roku, trzydzieści osiem lat od napisana (a za nią przyszły premiery w najważniejszych ośrodkach operowych świata) – każe zapytać o rzecz podstawową: czy z Auschwitz da się w ogóle wyjść? Co mówi o tym więźniarka o numerze 7566? „My cierpiałyśmy w znacznie większym stopniu niż mężczyźni. To wynika z naszej fizjologii. […] Gdy traciłyśmy włosy, czułyśmy się jak nagie. U mnie zaczęło się, gdy zaraz po wejściu do obozu kazano mi się wykapać w brązowej brei. […] Ponieważ nie chciałam do niej wejść, zostałam pobita. Trudno dziś przekazać, co się czuje w takim momencie. Ale to trzeba wiedzieć: Auschwitz to jedno wielkie upodlenie. Nie tylko fabryka śmierci, ale dla tych, co żyją nadal – ciąg upokorzeń i zniewag. Ciągła hańba”. Czy można o niej zapomnieć?

Po wyjściu z obozu pisarka miała tylko jeden sen: „Że tracę pracę w magazynie żywności. Tracę tę bezpieczną przystań. Nagle jestem bezbronna. Zagrożona. Największa trauma to przecież stracić grunt pod nogami. Ten straszny sen powtarzał się regularnie, to były koszmarne noce. Przestałam śnić, gdy napisałam Pasażerkę.” Jeszcze muzyka. Obszerny rozdział poświęca autor na rozmowę o zjawisku orkiestr obozowych, na temat których wciąż toczą się dyskusje historyków. Zofia Posmysz: „Długie lata po wojnie nie mogłam słuchać muzyki. Kilka taktów Rigoletta Verdiego, a już byłam z powrotem w Auschwitz. Znowu czułam ten odór z komina, znowu ten fetor ludzkiego mięsa. Wczoraj, dosłownie… usłyszałam Straussa w radiu. Podbiegłam i zgasiłam. Straussa nie mogę słuchać do dziś. Do dziś!” A kiedy kilka lat po wojnie Zofię Posmysz odwiedziła w jej mieszkaniu przyjaciółka, niespodziewanie znalazła za szafą worek pełen suchych skórek chleba, które przechowywała gospodyni.

Czy można stamtąd wyjść? Koleje losu bohaterki książki, jej twórczość literacka i zaangażowanie w pracę Międzynarodowego Domu Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu, którego Zofia Posmysz jest częstym gościem, zdają się wskazywać na zwycięskie uwolnienie od poniżenia i hańby doznanych za drutami. Wpływ na to miała również głęboka religijność pisarki, o której dużo i zajmująco opowiada. „[…] jestem normalną osobą. Po wojnie nie żyłam tylko obozem. Wiele moich przyjaciółek tak naprawdę z tego obozu nie wyszło. Mnie się udało. Może dlatego, że zaczęłam o tym pisać, oczyszczać się w ten sposób. Wylewać tę toksynę na papier. Sporo podróżowaliśmy. Wracałam z tych podróży nie do Auschwitz, ale do mieszkania, do książek, do przyjaciół”.

Wojciech Chmielewski

Zdjęcie: okładka książki

Posmysz_Krolestwozamgla_500pcxMichał Wójcik, Zofia Posmysz, „Królestwo za mgłą. Z autorką Pasażerki rozmawia Michał Wójcik”, Znak, Kraków 2017.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie dla lepszego działania serwisu. Możesz zablokować pliki cookie w ustawieniach
przeglądarki. Więcej informacji w Polityka prywatności strony.

FreshMail.pl
 

FreshMail.pl