Ankieta: Europejski Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu || Prof. Piotr Madajczyk

23 sierpnia 2017
Piotr_Madajczyk_slajd
Piotr Madajczyk. Zdjęcie: Patrycja Mic.

Na naszych „łamach” prezentujemy odpowiedzi na ankietę, do której zaprosiliśmy wybitnych intelektualistów – przedstawicieli świata nauki, kultury i mediów. Zapytaliśmy o znaczenie kategorii totalitaryzmu w badaniach historycznych i o jej współczesne odniesienia. Oto odpowiedzi przesłane przez prof. Piotra Madajczyka.

23 sierpnia obchodzimy Europejski Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu. Czy kategoria totalitaryzmu odgrywa dziś istotną rolę w międzynarodowej dyskusji o II wojnie światowej i wieku XX? Jak rzecz wygląda na płaszczyźnie akademickiej, a jak w debacie publicznej? Co z tego wynika i o czym to świadczy? 

Pojęcie totalitaryzmu jest niejednoznaczne, bo niejednolita a zarazem upolityczniona jest teoria  totalitaryzmu. Niejednolita, bo łączą się w niej trzy nurty: politologiczny (Arendt, Brzeziński, Friedrich, Linz), koncepcja totalitaryzmu jako politycznej religii oraz koncepcja łącząca system totalitarny z podziałem społeczeństwo zamknięte – społeczeństwo otwarte. Upolityczniona, bo od początku uwikłana była w zimną wojnę, kwestionowana jako nienaukowa, odrzucana przez lewicę jako antysowiecka, oskarżana o polityczną stronniczość, także gdy François Furet wydał w 1995 roku Le Passé d’une illusion: Essai sur l’idée communiste au XXe siècle a dwa lata później Stéphane Courtois Le Livre noir du communism. Według Courtois zbrodnie popełnione przez obydwa systemy totalitarne są porównywalne.

Upadek systemów komunistycznych w Europie osłabił zainteresowanie badaniem systemów komunistycznych ukształtowanych po śmierci Stalina. Negatywną rolę odegrała w tym także ocena, że otwarcie dostępów do archiwów Niemieckiej Republiki Demokratycznej nie wpłynęło istotnie na zmianę teorii totalitaryzmu, nie podważyło wcześniejszych ustaleń. Gdy w 1993 roku powstało w Dreźnie Centrum Badań nad Totalitaryzmem im. H. Arendt trudno było odróżnić dyskusje naukowe od politycznych, spory czy można mówić o cechach wspólnych obydwu systemów, czy jedynie o podobieństwach.

Oceniam, że do teorii totalitaryzmu odwołuje się mniejszość historyków, co odpowiada trendom w badaniach politologicznych – w badaniach nad dyktaturami traci na znaczeniu refleksja nad dyktaturami faszystowskimi i komunistycznymi. Punkt ciężkości stanowi architektura instytucjonalna i wzorce jej rozwoju, w stosunkowo rzadkich przypadkach prowadzące do powstania systemu totalitarnego. Widać skupienie badań na instytucjach, ich strukturach i przemianach. Ogółem dominuje ocena, że dyktatury faszystowskie i komunistyczne nadal powinny być ważne w refleksji, ale są tylko częścią szerszego zagadnienia porównawczych badań nad dyktaturami.

Teorię totalitaryzmu jako konsekwentną perspektywę analizy widać w pracach Timothy’ego Snydera, czy niemieckiego historyka i znawcy systemu sowieckiego Jörga Baberowskiego. Równocześnie wyrażane są wątpliwości, że mimo odwołania do totalitaryzmu niewielkie jest przełożenie tej teorii na praktykę badań i wykorzystania ich wyników do zweryfikowania i zmodyfikowania teorii totalitaryzmu. Część historyków akceptuje porównanie po to, by wskazać na odmienności – porównanie służy głównie wskazaniu różnic niż podobieństw tych dwóch „równoległych, ale fundamentalnie różnych reakcji” na dokonujące się w świecie zmiany.

Na Europejski Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu wybrano rocznicę zawarcia paktu Ribbentrop-Mołotow, co podkreśla znaczenie doświadczenia Europy Środkowo-Wschodniej (zwłaszcza Polski) dla zrozumienia zjawiska totalitaryzmu. Czy to doświadczenie jest dziś składnikiem europejskiej i światowej pamięci na równi z doświadczeniami państw zachodnich? Dlaczego?

Na pewno doświadczenie Europy Środkowo- i Południowo-Wschodniej, bo o bałkańskim doświadczeniu totalitaryzmu nie powinniśmy zapominać, staje się bardziej dostrzegalne w pamięci europejskiej. Dotyczy to zarówno samego Paktu Ribbentrop-Mołotow, jak i polityki i okupacji sowieckiej.

Pakt Ribbentrop-Mołotow, nazywany też paktem Hitler-Stalin, obecny był w historiografii, politycznych dyskusjach i pamięci historycznej od pierwszych lat powojennych, będąc częścią refleksji nad przyczynami wybuchu II wojny światowej. Początkowo dominowało wyjaśnianie go w dwóch perspektywach – teorii totalitaryzmu i historii dyplomacji. Zgodnie z nimi doszło do porozumienia dwóch rewizjonistycznych państw zainteresowanych zniszczeniem ustanowionego po I wojnie światowej ładu międzynarodowego. Duże znaczenie nadawano totalitarnej ideologii, którą kierowali się przywódcy obydwu państw. W tym sposobie wyjaśnienia paktu Ribbentrop-Mołotow odwołanie do teorii totalitaryzmu było jednak bardzo uproszczone i oparte przede wszystkim na przywoływaniu odpowiednich deklaracji politycznych wspomnianych przywódców.

Od końca XX wieku odwołanie do totalitaryzmu osłabło, niemiecki i sowiecki systemy totalitarne postrzegać zaczęto w bardziej dynamiczny sposób, nie jako konsekwentnie realizujące przez lata swoje cele, a jako systemy, w których różne grupy starają się zdobyć wpływ na wodza i realizować swoje cele. Silniej ponadto uwzględnia się kontekst nieudanych prób stworzenia w latach 30. XX wieku stabilnego ładu międzynarodowego, systemu bezpieczeństwa zbiorowego.

Pełne włączenie pamięci o pakcie Ribbentrop-Mołotow do europejskiej pamięci historycznej utrudnia fakt, że od początku była ona w Europie ogromnie zróżnicowana. Dla społeczeństw, które stały się jego ofiarami, było to kluczowe doświadczenie, aczkolwiek zasięg jego oddziaływania w latach istnienia systemów komunistycznych trudno jest określić. Jego umasowienie nastąpiło dopiero po upadku Związku Radzieckiego i rozpadzie bloku wschodniego. Moskwa i władze jej państw satelickich negowały przez długie lata istnienie paktu, a w czasach Putina dominować zaczęła narracja usprawiedliwiająca go jako racjonalne działanie zagrożonego państwa sowieckiego. W zachodniej części Europy, także w Stanach Zjednoczonych, dostrzec można większe zainteresowanie paktem, szczególnie po poszerzeniu się bazy źródłowej po upadku Związku Radzieckiego, i powstanie ważnych prac, szczególnie Timothy’ego Snydera. Warto wszakże być świadomym, że nawet stwierdzenie o doświadczeniu Europy Środkowo-Wschodniej jest uproszczeniem, bo przecież pakt Ribbentrop-Mołotow ma inne znaczenie w pamięci polskiej, inne na Węgrzech – sojuszniku III Rzeszy, inne w Czechach i na Słowacji – Czechosłowacja rozbita została jako państwo przed jego zawarciem, a Słowacja też była sojusznikiem Niemiec.

Czy oznacza to, że pakt stał się częścią pamięci europejskiej? Niewątpliwie został do niej silniej niż we wcześniejszych latach włączony, ale ocena jego znaczenia pozostała w różnych częściach Europy bardzo odmienna. W Polsce, czy też krajach bałtyckich dominuje, zarówno wśród historyków, jak i  w społeczeństwach, jego postrzeganie jako kluczowego elementu w procesie prowadzącym do wybuchu wojny. W ocenie wielu historyków francuskich, brytyjskich, czy amerykańskich nie ma on takiego znaczenia, jest jedynie częścią historii ziem położonych między Niemcami a Związkiem Radzieckim.

Przy tym pamięć o pakcie Ribbentrop-Mołotow to także pamięć o jego skutkach, czyli włączenie do zachodniej pamięci historycznej doświadczenia okupacji i represji sowieckich. Tutaj także możemy mówić o procesie, procesie powolnym i trudnym, co widać na przykładzie kontrowersji wokół prac Timothy’ego Snydera. Także i w tym przypadku obecna sytuacja jest lepsza niż przed laty, gdy okupacja sowiecka w zachodnich opracowaniach prawie nie istniała. Daleki byłbym jednak od stwierdzenia, że stała się ona już częścią europejskiej pamięci historycznej.

W nazwie święta mowa jest o dwóch systemach totalitarnych i o pamięci ofiar. Jak opowiadać o systemie totalitarnym i totalitarnej ideologii, nie tracąc z pola widzenia osobistych losów ofiar i ocalonych? Jak oddać sprawiedliwość każdej z ofiar, nie pomijając kontekstu historycznego? Będziemy wdzięczni za przykłady takich przedsięwzięć – pozytywnych i/lub nieudanych.

Teorie totalitaryzmu są teoriami przede wszystkim politologicznymi, stąd muszą mieć charakter teoretycznych rozważań, w których niewiele jest miejsca dla indywidualnych losów ludzkich. Jest to jednak w badaniach historycznych trudność pozorna, co widać już na przykładzie najbardziej prominentnej przedstawicielki teorii totalitaryzmu – Hanny Arendt. W jej perspektywie znalazło się miejsce dla analizy indywidualnych postaw i działań: Eichmann  w Jerozolimie: rzecz o banalności zła. Oczywiście mowa tu o sprawcy, a nie o ofiarach, ale jak widać, perspektywa totalitaryzmu nie wyklucza opisu skupionego na jednostce. Do dzisiaj ukazują się ciekawe książki, mające ukazać mechanizmy tworzące ze zwykłych ludzi masowych morderców.

Włączenie do opisu indywidualnych doświadczeń ofiar jest trudniejsze. Każda opowieść o swoich losach, relacja o bolesnych przejściach jest relacją wymagającą krytycznego zweryfikowania. Krytycyzm zaś blokowany jest przez świadomość, jak bolesnych przejść te relacje dotyczą. Czy można kwestionować, podawać w wątpliwość to co ofiary systemów totalitarnych opowiadają o swoim losie, o zsyłkach, więzieniach, torturach, psychicznym łamaniu, niszczeniu kariery zawodowej? Ale wiadomo przecież, że żadna indywidualna relacja nie jest obiektywnym opisem prawdy historycznej i musi być weryfikowana. Dlatego nie da się opowiedzieć historii systemów totalitarnych indywidualnymi losami, podobnie jak nie da się ich opowiedzieć, losy te pomijając.

Wydaje się, że szczególnie ważne jest, aby – o ile jest to do ustalenia – upamiętnienia ofiar systemów totalitarnych nie były anonimowe, aby nie było na nich mowy o dziesięciu, stu czy tysiącu ofiar, aby ofiary zyskały konkretne oblicze. Nie zawsze jest to w pełni możliwe. Na Pomniku Ofiar Rzezi Woli nie podano wprawdzie nazwisk, ale umieszczono listę domów, z których pochodzili zamordowani. Pozbawieniu anonimowości służą Powstańcze Biogramy i Mur Pamięci w Muzeum Powstania Warszawskiego.

Czy pojęcie totalitaryzmu opisuje wyłącznie rzeczywistość historyczną, czy pozwala także lepiej zrozumieć współczesność? Jaką pełni rolę? Narzędzia analitycznego, przestrogi, politycznego epitetu, a może jeszcze inną?

Zasadniczym problemem badań nad totalitaryzmem jest używanie pojęcia totalitaryzmu w wielu znaczeniach, przede wszystkim zależnie od politycznego zapotrzebowania. Stąd pojęcie totalitaryzmu stosowane jest zarówno jako narzędzie analityczne, jako przestroga, jak i polityczny epitet.

W tej ostatniej formie często występuje w Polsce jako określenie dla systemu politycznego, który z różnych względów nie jest akceptowany. Nie trzeba przy tym dodawać, że brakuje tutaj odniesienia do cech, które powinien mieć system polityczny, żeby być określanym jako totalitarny. Oznacza jedynie, że danego systemu nie akceptujemy, uważamy za zły i potępiamy. Także dyskusja o tym, czy Polska w latach 1956-1989 była państwem totalitarnym jest silnie upolityczniona, mimo że jest to istotny problem, wymagający rzetelnej refleksji: czy był to system nadal totalitarny, posttotalitarny (jak proponował Juan T. Linz), czy może już „tylko” autorytarny.

Z kolei w krajach zachodnich silna była i jest tendencja do unikania odwołania do teorii totalitaryzmu z odmiennych względów politycznych. Uznawano, że pojęcie totalitaryzmu, dotyczące także Związku Radzieckiego, dyskredytować będzie zachodnioeuropejską lewicę. Jeżeli dodamy to tego padający od końca lat 60. XX wieku argument, że należy uwzględnić samopostrzeganie się systemów politycznych, argument dodajmy nienaukowy i demagogiczny, to widać, że nie jest to krytyczna analiza nad wadami i zaletami pojęcia totalitaryzmu jako narzędzia analitycznego, tylko polityczna argumentacja.

Czy pojęcie totalitaryzmu jest przestrogą? Można chyba jedynie stwierdzić, że nadal dopiero kształtuje się narracja łącząca Holocaust i Gułag. Niemiecki historyk Stefan Troebst podaje przykład obchodów w 2005 r. rocznicy wyzwolenia obozu Buchenwald, podczas których jeden z jego byłych więźniów wyraził nadzieję, że za 10 lat, podczas kolejnych obchodów, włączone zostanie do europejskiej pamięci doświadczenie Gułagu. Gdy minęło już więcej niż te 10 lat można stwierdzić, że doświadczenie Gułagu jest włączane, ale nie zostało jeszcze włączone.,

Prof. Piotr Madajczyk (Instytut Studiów Politycznych PAN, Uczelnia Łazarskiego) – historyk. Jego zainteresowania badawcze obejmują problematykę mniej­szości narodowych w Polsce, stosunków polsko-niemieckich w XX wieku, przymusowych migracji w Europie Środkowej po II wojnie światowej, historii najnowszej Polski. Zajmuje się także publicystyką historyczną oraz dotyczącą najnowszych wydarzeń w Niemczech i w Austrii. Opublikował m.in. Inżynieria społeczna. Między totalitarną utopią a cząstkowym pragmatyzmem (red., 2012) i Czystki etniczne i klasowe w Europie w XX wieku (2010).

Ta strona wykorzystuje pliki cookie dla lepszego działania serwisu. Możesz zablokować pliki cookie w ustawieniach
przeglądarki. Więcej informacji w Polityka prywatności strony.

FreshMail.pl
 

FreshMail.pl