Ankieta: Europejski Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu || Prof. Paweł Kaczorowski

23 sierpnia 2017
Paweł Kaczorowski. Zdjęcie: Patrycja Mic
Paweł Kaczorowski. Zdjęcie: Patrycja Mic

Na naszych „łamach” prezentujemy odpowiedzi na ankietę, do której zaprosiliśmy wybitnych intelektualistów – przedstawicieli świata nauki, kultury i mediów. Zapytaliśmy o znaczenie kategorii totalitaryzmu w badaniach historycznych i o jej współczesne odniesienia. Oto odpowiedzi przesłane przez prof. Pawła Kaczorowskiego.

23 sierpnia obchodzimy Europejski Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu. Czy kategoria totalitaryzmu odgrywa dziś istotną rolę w międzynarodowej dyskusji o II wojnie światowej i wieku XX? Jak rzecz wygląda na płaszczyźnie akademickiej, a jak w debacie publicznej? Co z tego wynika i o czym to świadczy?

Na Europejski Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu wybrano rocznicę zawarcia paktu Ribbentrop-Mołotow, co podkreśla znaczenie doświadczenia Europy Środkowo-Wschodniej (zwłaszcza Polski) dla zrozumienia zjawiska totalitaryzmu. Czy to doświadczenie jest dziś składnikiem europejskiej i światowej pamięci na równi z doświadczeniami państw zachodnich? Dlaczego?

Odpowiedzi na dwa pierwsze pytania pozostawiam historykom. Tylko bowiem przedstawiciele tej profesji mogą ich udzielić w pełni kompetentnie. Wymaga to pełnej wiedzy na temat dorobku historiografii współczesnej w dziedzinie historii II wojny światowej i szerzej XX wieku. Specjalistyczna literatura naukowa w tym zakresie jest zaś ogromna i ciągle jej przybywa.

W nazwie święta mowa jest o dwóch systemach totalitarnych i o pamięci ofiar. Jak opowiadać o systemie totalitarnym i totalitarnej ideologii, nie tracąc z pola widzenia osobistych losów ofiar i ocalonych? Jak oddać sprawiedliwość każdej z ofiar, nie pomijając kontekstu historycznego? Będziemy wdzięczni za przykłady takich przedsięwzięć – pozytywnych i/lub nieudanych.

Poruszona w pytaniu kwestia indywidualnej świadomości w obliczu totalnego zagrożenia jest jednym z zagadnień kluczowych – można stwierdzić, że totalitaryzm to zjawisko w bardzo dużej mierze należące do sfery psychologii społecznej. Na pierwszy plan wysuwa się bowiem sytuacja jednostki wobec totalitarnej przemocy, jednostki samotnej, odizolowanej, celowo pozbawionej podstawowych więzi łączących ją dotychczas z innymi. Jeśli uznać, że całkowite zniewolenie jej jest celem głównym, to trzeba powiedzieć, że w żadnym reżimie totalitarnym osiągnięcie tego celu nie stało się, na szczęście, w pełni faktem. Poniekąd dlatego, że jest to cel całkowicie aberracyjny, technicznie – jeszcze wtedy – nieosiągalny, a ogólnie i abstrakcyjnie go rozważając – niemożliwy do urzeczywistnienia. Niemożliwy pod pewnym istotnym względem – jego pełne osiągnięcie oznacza dokonanie niweczącej jego skutek zmiany: w pełni zniewolony człowiek przestaje być… osobą, staje się robotem, golemem, narzędziem, zniewolenie zmienia swój przedmiot radykalnie. Ale dla samotnej jednostki to nie jest pocieszenie, ta groźba jest realna, sama jej możliwość jest przerażająca. A zatem bardzo wiele rozgrywa się tu w sferze indywidualnej świadomości. Rzeczywistość jest postrzegana w horyzoncie tego, co możliwe.

Czy całkowite zniewolenie jest możliwe? Wiele świadczy o tym, że tak – ale jak, kiedy, gdzie? To są wątpliwości nieustające, dręczące, wywołujące stałe ogromne napięcie. Dlatego to nic, że reżim w pewnym momencie słabnie, że zelżał, że od dawna nie słychać czołgów, wystrzałów, krzyków, groza pozostała i jest, nie ustępuje, trwa. Wojna, jak pisał Hobbes, to nie tylko fakt występujących aktualnie działań zbrojnych, aktów agresji, ale stanowi ją i ten czas, kiedy stale można się ich spodziewać. Kiedy ten czas można już nazwać minionym? Dla kogo minionym?

A co się tyczy opowiadania o systemach totalitarnych – Jan Karski wspominał, że gdy opowiedział amerykańskiemu kongresmenowi o tym, co widział w warszawskim getcie, tamten odparł: wierzę panu, ale nie przyjmuję, mój umysł nie przyjmuje tego do wiadomości. Nie należy się może tej wypowiedzi ani dziwić, ani od razu na nią oburzać. Polityk ten dał wyraz świadomości, którą w jakiejś mierze ma chyba każdy: słysząc o totalitaryzmie, o ogromie niewyobrażalnego cierpienia ludzkiego, które spowodował, konfrontujemy się z faktami, których nie chcemy zaakceptować jako czegoś, co realne, co faktycznie miało miejsce i tym samym weszło w krąg ludzkiego świata, ludzkiego doświadczenia, które winniśmy przyswoić; cofamy się przed tym. Sami nie jesteśmy chyba świadomi, jak wielu rozmaitych zabiegów dokonujemy, racjonalizujących, interpretacyjnych, aby nadać temu, co widzimy, co słyszymy podczas takich relacji, postać komunikatu możliwego dla nas do przyjęcia.

Inny przykład: opowiadał historyk, który, już jako człowiek w sile wieku, spisywał wspomnienia kobiet dręczonych, katowanych w Gułagu, że po wysłuchaniu serii takich wypowiedzi, musiał przerwać swoje badania, gdyż nie mógł już dalej tego słuchać, nastąpiła u niego blokada psychiczna.

W naukach społecznych zajmujemy się – czego nie zawsze może mamy świadomość – rzeczywistością, która jest ogólnie i w sposób całkiem podstawowy, ale jednak pozytywnie wartościowana, choćby przez sam fakt, że jest to… ludzka rzeczywistość. Opisujemy – w najogólniejszym i potocznym sensie tego słowa – „dobre”: społeczeństwo, gospodarkę, politykę, państwo, prawo. Ewentualne odstępstwa, zjawiska negatywne w tym zakresie, są traktowane z góry jako pouczający wyjątek, a zajmowanie się nimi zwykle bywa skrupulatnie wyjaśniane, opatrzone wyczerpującym uzasadnieniem.

W przypadku totalitaryzmu mamy do czynienia z czymś zupełnie innym, bo właśnie z rzeczywistością nieludzką, nieakceptowalną, budzącą odruchowo wręcz radykalny sprzeciw u każdej świadomej jednostki. Jakich zatem mamy używać tu kategorii naukowych, pojęć, metod? Czy takich samych jak normalnie, jak w innych przypadkach? Czy są tu do zastosowania kategorie powszechne, ogólne, czy to doświadczenie nie wykracza poza nie? A jeśli zostaną one użyte, to czy nie zostanie wtedy wtłoczone w ogólny schemat naukowego opisu rzeczywistości, poddane systematyzacji i w ten sposób uładzone, przyjęte, znormalizowane to, co takim być nie może, co takiemu ujęciu zasadniczo przeczy? Czy kategorie te i pojęcia nie zostaną zniekształcone przez odniesienie ich do tego, czego nie mogą objąć? Czy może zatem dziwić, gdy się słyszy się, dość często formułowane jako zarzut twierdzenie, że pojęcie totalitaryzmu jest ideologiczne, polityczne, emocjonalne, tendencyjne, nieostre, niezdefiniowane? Trudno oczekiwać, aby było tylko składnikiem naukowej aparatury, teoretycznym terminem, aksjologicznie sterylnym, poręcznym narzędziem beznamiętnie prowadzonego procesu poznania.

W przypadku refleksji naukowej nad zjawiskiem tak tragicznie wyjątkowym i tak moralnie przerażającym jak totalitaryzm, natrafiamy na zasadniczy problem: jak w badaniu tym zachować obiektywizm, postawę niezaangażowanego obserwatora, z dystansu opisującego fakty? A przede wszystkim: jak dokonywać intelektualnych operacji, metodologicznych zabiegów, stosować procedury naukowe w odniesieniu do nieprzebranej ilości faktów, które obrazują okrucieństwo i bestialstwo przekraczające ludzkie wyobrażenie. Co mają w tym przypadku oznaczać, jakie intencje badawcze mają wyrażać ogólne kategorie stosowane w naukach humanistycznych dla określenia ich zasadniczych celów poznawczych: wyjaśnianie, rozumienie? Czy można bowiem mówić tu o rozumieniu, o rozumieniu tego, co niezrozumiałe?

Zapominamy też chyba, że na pewnym elementarnym poziomie nasze postrzeganie rzeczywistości, nasz aparat percepcyjny, który temu służy, wyposażony jest nie tylko w kategorie intelektu, jak twierdził Kant, ale i w pewne kategorie etyczne, które mimowolnie narzucają ramy doświadczeniu. To one sprawiają, że niekiedy, w szczególnych przypadkach przyjmowanie do wiadomości treści wrażeń natrafia na przeszkodę, stanowi problem, że musimy długo… kadrować obraz faktów, zanim je sobie przyswoimy.

Wszystko to świadczy o tym, że nie tylko my sami, ale także nauka, która jest przecież nie tylko zespołem badawczych operacji, pewną praktyczną działalnością, ale także elementem kultury europejskiej, postawy człowieka wobec świata i wspólnoty ludzkiej, synonimem racjonalności, racjonalizmu, natrafia na zasadnicze problemy, gdy zderza się z tak wyjątkowym i szczególnym przedmiotem poznania, jak rzeczywistość reżimów totalitarnych, ich praktyki oraz losy, przeżycia, doświadczenia ludzi im poddanych. Być może w tej konfrontacji zyskujemy także świadomość granic poznania naukowego, jego istotnych uwarunkowań, a zarazem niezrozumiałości, niewytłumaczalności zjawisk świata mimo wszystko… ludzkiego i złowrogiej tajemnicy ukrytej w tej części naszej natury, która za powstanie tych zjawisk jest odpowiedzialna.

Czy pojęcie totalitaryzmu opisuje wyłącznie rzeczywistość historyczną, czy pozwala także lepiej zrozumieć współczesność? Jaką pełni rolę? Narzędzia analitycznego, przestrogi, politycznego epitetu, a może jeszcze inną?

Czy zagadnienie totalitaryzmu jest nadal aktualne? Twierdząca odpowiedz na to pytanie jest dla mnie całkiem jasna, powiedziałbym, że jest ona oczywista dla członka wspólnoty, której byt narodowy i polityczny był przez długi czas radykalnie zagrożony przez oba totalitaryzmy, wspólnoty, dla której skuteczne przeciwstawienie się im było wręcz warunkiem biologicznego przetrwania. Ale sadzę też, że namysł, medytacja nad zjawiskiem totalitaryzmu jest zadaniem, które musi narzucać się każdemu, kto w dzisiejszym świecie pragnie realnie uczestniczyć, kto czyni starania, by żyć świadomie i odpowiedzialnie. Jest to bowiem zjawisko, które bardziej niż jakiekolwiek inne pokazuje, że świat jest sceną ludzkiego dramatu, że nasza egzystencja indywidualna i zbiorowa nie jest wcale oczywista, bo postęp, jeśli istnieje, to i w dobry, i zły, że życie jest niepewne, trudne i bolesne, a jeśli czasem zdaje nam się, że jest inaczej, to dlatego, że tak pozwalają nam myśleć pozostawiające nas na chwilę w spokoju los, historia, polityka światowa, i że z tej opresji… tylko Bóg może nas uratować .

Jestem przekonany, że badanie totalitaryzmów jest wręcz obowiązkiem uczonego – humanisty, obowiązkiem przedstawiciela nauk społecznych. Totalitaryzm i wojny światowe są tym, co – jak zresztą wiadomo – określa oblicze XX wieku, jest jednym z tych ekstremów, między którymi on się rozgrywał. Zasadnicze pytania w tej kwestii są przecież nadal całkiem aktualne: jak struktury społeczne i praktyki, które były pod każdym względem dla człowieka, dla ludzi horrorem, mogły zostać świadomie, przemyślnie wręcz, zbudowane i funkcjonować przez lata, przez dziesięciolecia w Europie, która mieniła się być najbardziej kulturalną, ucywilizowaną, rozwiniętą częścią świata, w Europie Oświeconej, w której człowiek, podobno, nareszcie wyzwolił się z samozawinionej niedojrzałości, w Europie chrześcijańskiej?

Jaką prawdę skrywa totalitaryzm, prawdę o nas, czyli o człowieku, który się go dopuścił, o społeczeństwie, które na lata dało się zwieść, uwieść, podporządkować obłąkanym przywódcom, wspierało ich też aktywnie, o państwie, które stało się narzędziem morderczych działań, o sferze publicznej, która choć jest niby sferą jawności, komunikacji, budowania więzi, uległa, stała się widownią narastającej potęgi i grozy; jaką skrywa także prawdę o historii, w której nagle następuje zasadniczy regres i z trudem uzyskana wolność ulega tak radykalnej samonegacji, o samym też wieku XX, w którym pojawia się coś całkiem dotąd nieznanego, uruchomione zostają moce najpotężniejsze w dziejach, moce, które zarazem mogą służyć ludzkiej samozagładzie?

Totalitaryzm mieści w sobie także problem tęsknot, pragnień, utajonych marzeń człowieka, pooświeceniowej jednostki, podejmującej wyzwanie wolności, samodzielnie dążącej do szczęścia, ale mającej oparcie tylko w sobie samej, w swojej aktywności i determinacji, w swoich zdolnościach i wiedzy. Potencje te jednak mogą się wyczerpywać, przeszkody okazać się większe niż sądzono, a odpowiedzialność za własny sukces życiowy przytłaczająca… Człowiek może wtedy chcieć uciec od wolności i schronić się w masie, gdzie odpowiedzialność jest anonimowa, albo poddać się temu, kto… weźmie odpowiedzialność na siebie, za realizację utopijnej wizji, o której sami nie mielibyśmy nawet odwagi myśleć.

I sprawa najważniejsza: władza totalnego reżimu, realizującego metodami niczym nieograniczonego terroru szaleńczą ideologię skłania wprost do pytania o zło, o zło, które pojawia się w racjonalnym, modernistycznym świecie bez zabobonów. Na czym polega zło totalitaryzmu? Czy na tym, że godzi w jakieś zasadnicze dobro ludzkie: życie, wolność, prawdę, zaufanie, więzi… czy też jest to totalitaryzmu zło własne, oryginalne, szczególne – potęga szyderczego kłamstwa, tego co nieludzkie, nihilizmu? W jaki sposób znalazło ono miejsce w historii?

Przed tymi pytaniami nie schronimy się, zapewniając sobie w życiu coraz większy dobrobyt, powiększając katalogi praw człowieka, dbając o higienę, zdrowie i zrównoważony postęp technologiczny. Wraz z pojawieniem się totalitaryzmu i wojen totalnych ludzkość utraciła niewinność, którą zaczęła przypisywać sobie po tym, jak w toku nowożytnych rewolucji proklamowała wolność jednostki i idee jej samodzielnego, pokojowego samorozwoju wraz z towarzyszącym mu staraniem o największe dobro największej liczby ludzi. Czy globalizacja nie jest totalnością, innego rodzaju, ale jednak… Charakterystyczną cechą każdego reżimu totalitarnego jest – die totale Mobilmachung. Jest to postawienie wszystkiego w stan najwyższej gotowości, oddanie do dyspozycji siłom, które górują nad całością i chcą dokonać jej zasadniczej przemiany. Taka mobilizacja to poniekąd sprawa nieodwracalna, oznacza uruchomienie wszystkiego, całkowitą destabilizację: nie ma niczego stałego, trwałego, wszystko staje się z dnia na dzień tylko tworzywem, materiałem, jest więc tymczasowe, prowizoryczne, chwilowe, bo w każdym momencie może zostać poświęcone, stać się ofiarą procesu budowania świetlanej przyszłości. Jak w takiej zdestabilizowanej rzeczywistości można żyć? Rzecz w tym właśnie, że po czasie obozów innego świata, nieludzkiej ziemi, w Auschwitz i w wielu innych miejscach, nie ma powrotu do Soplicowa, do – jak mówił Jan Patočka – „małych porządków” – domu, swojskiego krajobrazu i znanych okolic, gdzie można by się skryć, wycofać , powrócić do spraw pierwszych, podstawowych, w sposób oczywisty wartościowych. Takie miejsca to już tylko oazy, ostępy, wysepki, bezbronne wobec tego, czym żyją wszystko ogarniające metropolie. Mogą one zawsze wysłać złowieszcze sygnały. Jak je rozpoznać? Trzeba to wiedzieć, zawczasu. Może jednak historia jest… magistra vitae.

Prof. Paweł Kaczorowski (Instytut Politologii UKSW) – politolog, historyk filozofii i myśli politycznej. Zajmuje się teorią państwa, teologią polityczną oraz historią niemieckiej myśli politycznej i prawnej.  Wielokrotny stypendysta DAAD i Instytutu Nauk o Człowieku w Wiedniu. W latach 2005-2015 był redaktorem naczelnym czasopisma „Civitas. Studia z Filozofii Polityki”. Opublikował m.in. My i oni. Państwo jako jedność polityczna. Filozofia polityczna Carla Schmitta w okresie republiki weimarskiej (1998) i Państwo w czasach demokracji (2005).

Ta strona wykorzystuje pliki cookie dla lepszego działania serwisu. Możesz zablokować pliki cookie w ustawieniach
przeglądarki. Więcej informacji w Polityka prywatności strony.

FreshMail.pl
 

FreshMail.pl