Ankieta: Europejski Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu || Piotr Skwieciński

23 sierpnia 2017
Piotr Skwiecinski. Fot. Mariusz Gaczynski / East News Warszawa.
Piotr Skwiecinski. Fot. Mariusz Gaczynski / East News Warszawa.

Na naszych „łamach” prezentujemy odpowiedzi na ankietę, do której zaprosiliśmy wybitnych intelektualistów – przedstawicieli świata nauki, kultury i mediów. Zapytaliśmy o znaczenie kategorii totalitaryzmu w badaniach historycznych i o jej współczesne odniesienia. Oto odpowiedzi przesłane przez Piotra Skwiecińskiego.

23 sierpnia obchodzimy Europejski Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu. Czy kategoria totalitaryzmu odgrywa dziś istotną rolę w międzynarodowej dyskusji o II wojnie światowej i wieku XX? Jak rzecz wygląda na płaszczyźnie akademickiej, a jak w debacie publicznej? Co z tego wynika i o czym to świadczy?

Wydaje mi się, że na płaszczyźnie akademickiej kategoria totalitaryzmu zwyciężyła. Można by wręcz powiedzieć, że do tego stopnia, iż ulega już wyłącznie korektom częściowym czy udoskonaleniom (jak na przykład w świetnej pracy Sheili Fitzpatrick „Zespół Stalina”, w której odkrywa ona właśnie zespołowy wymiar realizowania dyktatury w państwie radzieckim, nie podważając jednak sensu samego pojęcia totalitaryzmu w odniesieniu do ZSRR).

W debacie publicznej pojęcie totalitaryzmu również zwyciężyło – w tym sensie że zakotwiczyło się w języku niemal potocznym i jest często używane, choć niekoniecznie w sposób, który satysfakcjonuje rozumiejącego je intelektualistę.

Na Europejski Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu wybrano rocznicę zawarcia paktu Ribbentrop-Mołotow, co podkreśla znaczenie doświadczenia Europy Środkowo-Wschodniej (zwłaszcza Polski) dla zrozumienia zjawiska totalitaryzmu. Czy to doświadczenie jest dziś składnikiem europejskiej i światowej pamięci na równi z doświadczeniami państw zachodnich? Dlaczego?

To doświadczenie absolutnie nie jest traktowane na Zachodzie jako równorzędne z doświadczeniem faszystowskim – choć byłoby błędem nie dostrzec, że w porównaniu z sytuacją sprzed lat 40, 20 czy nawet 10 mamy do czynienia z postępem. Niegdyś niewiedza zarówno o fakcie, że komunizm został ustanowiony wbrew woli większości mieszkańców naszej części kontynentu, jak i o praktyce władzy w czasach sprzed przełomu lat 80 i 90 była w krajach za Łabą wszechobecna. Dziś jest pod tym względem znacznie lepiej (choć afera z „Europejskim Domem Historii” w Brukseli, którego ekspozycja sugeruje dobrowolność przyjęcia systemu bolszewickiego przez państwa Środkowej i Wschodniej Europy dowodzi, że jest z tym daleko od ideału). A ten postęp trzeba docenić tym bardziej, że – przypomnijmy – w tym samym czasie ogólny poziom wiedzy historycznej bynajmniej się tam nie zwiększył.

Ale jak powiedziałem – mimo tej zmiany na lepsze w oczywisty sposób doświadczenie komunizmu w świadomości zachodniej nie jest równe faszystowskiemu. I moim zdaniem nigdy nie będzie.

Bo nie było udziałem tamtych społeczeństw. Bo to faszyzm, a nie komunizm zaowocował Holocaustem, czyli wydarzeniem które (czy może: którego intelektualno-emocjonalne przepracowanie) stało się w pewien sposób kamieniem węgielnym współczesności. A w dodatku komunistyczne wojska Holocaust zakończyły, co dla zachodnich społeczeństw, jakby daleko nie zaszły na ścieżce potępiania systemu radzieckiego, rodzi i w dającej się przewidzieć przyszłości będzie rodzić dysonans poznawczy.

Wreszcie – bo elity zachodnie (czy przynajmniej znaczna ich część, a zresztą również znaczna część nieelitarnych warstw społecznych) przeżyły przygodę z komunizmem, a nie przeżyły (czy mówiąc ostrożnie – przeżyły znacznie wcześniej, i w wielokrotnie mniejszym zakresie) analogiczną przygodę z faszyzmem. To w oczywisty sposób nie skłania do równoważnego potępienia obu tych skrajnych ideologii, czy nawet systemów.

W nazwie święta mowa jest o dwóch systemach totalitarnych i o pamięci ofiar. Jak opowiadać o systemie totalitarnym i totalitarnej ideologii, nie tracąc z pola widzenia osobistych losów ofiar i ocalonych? Jak oddać sprawiedliwość każdej z ofiar, nie pomijając kontekstu historycznego? Będziemy wdzięczni za przykłady takich przedsięwzięć – pozytywnych i/lub nieudanych.

Przestrzegałbym przede wszystkim przed przegięciem. To jest zagrożenie dziś łatwo pomijalne, bo przez długie lata rzeczywistość była inna. Polskie państwo nie interesowało się historią. A rząd dusz w tej dziedzinie sprawowali zwolennicy narodowego nihilizmu. Suflowali tezy, że przeszłość nie ma znaczenia, a zarazem – że jeśli już ma jakieś znaczenie, to złe, obciążające. I powinniśmy się jej wstydzić. Te głosy były do tego stopnia dominujące, odmienne zaś – tak słabe, że te pierwsze sprawiały wrażenie dyktatu.

Na mocy prawa wahadła, wspartego przez procesy społeczno-polityczne, zaowocowało to po pewnym czasie popularyzacją, zwłaszcza w młodym pokoleniu, postaw odwrotnych. Cześć dla bohaterów, szacunek dla tradycji stały się modne. Tym bardziej, że dla przedstawicieli warstw społecznie opresjonowanych stały się jedynym dostępnym im sposobem manifestacji niezgody na złą dla nich rzeczywistość. Rzeczywistość, w której byli obiektem pogardy ze strony grup, kojarzonych – słusznie – właśnie z falą narodowego nihilizmu.

Ale prawo wahadła działa dalej. A wprowadzając kierunkowo słuszne zmiany, szerząc wiedzę o historii i zachęcając do składania hołdu tym, którym ów hołd jak najczęściej rzeczywiście się należy, łatwo nieświadomie przekroczyć pewną granicę. Granicę wrażliwości. Granicę, za którą zaczyna się kraina obciachu.

Jeśli nie powstrzymamy się przed przekroczeniem tej granicy, możemy doprowadzić do tego, że za pięć lat ze zdumieniem dowiemy się, iż wśród młodych ludzi, dziś głęboko w szkole podstawowej, modne są nie grupy rekonstrukcyjne, ale np. „beka z Wyklętych”.

Czy pojęcie totalitaryzmu opisuje wyłącznie rzeczywistość historyczną, czy pozwala także lepiej zrozumieć współczesność? Jaką pełni rolę? Narzędzia analitycznego, przestrogi, politycznego epitetu, a może jeszcze inną?

W dyskursie publicznym pojęcie totalitaryzmu jest wyłącznie epitetem, by nie rzec obelgą. Na równi z „faszyzmem”, „rasizmem” czy „homofobią” (ale z drugiej strony także np. „lewactwem” czy „puczem” w języku prawicy) oderwało się od swojego słownikowego znaczenia i obecnie nie znaczy nic. Dla „Wyborczej” brak legalnej aborcji – to totalitaryzm.

Ma to, oczywiście, bardzo szkodliwy wpływ, bo oducza precyzyjności myślenia i mówienia. Ponadto znieczula. Gdyby (nie bardzo w to wierzę, ale podobno nigdy nie należy mówić nigdy) kiedyś istotnie zagroził nam znowu prawdziwy totalitaryzm, nie umielibyśmy go nazwać. Dewaluacja słów ma swoją cenę.

W tym sensie słowo „totalitaryzm” – ponieważ sam desygnat tego pojęcia już na szczęście nie występuje pod naszą szerokością geograficzną) raczej zaciemnia niż rozjaśnia rzeczywistość i bardziej utrudnia niż ułatwia jej intelektualne rozpoznanie. Oczywiście można by powiedzieć inaczej o paru pojęciach bliskoznacznych, np. o totalitarnym myśleniu, które jest żywe i obecne po obu stronach polskiego konfliktu. Ale to już inna historia.

Piotr Skwieciński  – historyk, dziennikarz.  W latach ’80 czynnie działał w podziemiu. Od początku lat ’90 jest dziennikarzem i publicystą. Był moskiewskim korespondentem „Rzeczypospolitej”. Obecnie publikuje w tygodniku „wSieci”.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie dla lepszego działania serwisu. Możesz zablokować pliki cookie w ustawieniach
przeglądarki. Więcej informacji w Polityka prywatności strony.

FreshMail.pl
 

FreshMail.pl