Album maszyn hydraulicznych

26 kwietnia 2017
fotorzepa-stanislawski-slajd
Wojciech Stanisławski, źródło: fotorzepa

Szczególne doświadczenie „Polski w kleszczach totalizmów”, doświadczonej sojuszem, starciem i okupacją dwóch potęg, jest niełatwe do zrozumienia nawet dla obserwatorów bardzo nam życzliwych. Ośrodek Karta znalazł swój sposób, by o nim opowiedzieć.

Przedstawienie wizerunku epoki na zdjęciach to posunięcie tyleż oczywiste, co ryzykowne. Do dziś przekładam z półki na półkę kupiony lata temu na przecenie w Barnes & Noble poręczny album z serii „Dekady – historia świata”, z którym nie potrafię się rozstać. Czas lat 30. reprezentują w nim głównie damy i huzary, tj. moda, sport i sceny kolonialne, a poza tym – obfitość faszyzmów: oprócz osobnych rozdziałów poświęconych III Rzeszy, Mussoliniemu i republikańskiej Hiszpanii, wyszukano zdjęcia przedstawiające groteskową paradę zwolenników sir Oswalda Mosleya, reksistów Degrelle’a i bojówek Ruchu Lapua w Finlandii.

Związek Sowiecki reprezentują tam dwa zdjęcia: na jednym widnieje Józef Wissarionowicz na trybunie („He was seazing power quite brutally” – informuje podpis), na drugim – defilada szeregów ligi obrony przeciwniczej, czyli OSOAWIACHIMU, do której pasowałaby fraza z „Pnina” Nabokowa („…dalej maszerowały hoże, zaniedbane dziewczęta, niosąc transparenty z urywkami starych rosyjskich ballad, takich jak >Ręce precz od Korei<)”. Takie doświadczenia potrafią skutecznie zrazić do albumowych opowieści o wielkiej historii: niech wydawcy reprodukują stare widokówki, wyszparowane szable i samowary, ale niech zostawią w spokoju wybory, ofensywy i obozy!

Na szczęście istnieje „Karta”, której wydawcy postanowili wykorzystać ćwiczoną od lat technikę redakcyjną, czyli „nasłuch” głosów i relacji, zestawianych bez komentarza na stronach kwartalnika, zestawiając ją z obrazem. Opowieść, najpierw prezentowana w postaci wystawy, od kilku miesięcy – w edycji książkowej poraża.

Nie powinna może, bo przecież nie powinniśmy być zaskoczeni: tytuł i podtytuł wyjaśniają wszystko, czytelnika czeka opowieść o totalizmach i agresji dwóch potęg na II RP w roku 1939. A jednak raz jeszcze potwierdza się oczywista prawda o sile świadectwa, któremu nie można właściwie nic przeciwstawić; można tylko czytać, wers za wersem, o gumowej gruszce wpychanej między zęby osób wywołanych z aresztu NKWD na rozstrzelanie i nadmuchiwanej tak, by skazaniec nie mógł już krzyczeć (jakież udoskonalenie w porównaniu z gestapowskim gipsowaniem ust!), o kobiecie, która nie chciała wypuścić chleba z rąk podczas rekwirowania przez Niemców żywności w Goraju, więc strzelono do niej – przez chleb i o wyciu głodujących dzieci w warszawskim getcie.

Nie przypadkiem zestawiam te trzy z wieluset relacji, bo „Oblicza totalitaryzmu” są jedną z trudniejszych lektur, jakie można sobie wyobrazić: abyssus abyssum invocat, z ciemności przechodzimy w ciemność. Z Wielunia trafiamy do getta, stamtąd – do łagru Czardżou w Turkmenistanie, gdzie „największą torturą psychiczną umierających była świadomość, że nikt nigdy nie dowie się o ich śmierci i o tym, gdzie zostaną pochowani, że umrą, nie pozostawiając ślady swego istnienia”, na dziedziniec aresztu NKWD w Borysławiu zasłany po sowieckiej ewakuacji trupami – dziedziniec, skąd rusza właśnie, sprowokowany przez oficera Gestapo, pogromowy tłum w stronę dzielnicy żydowskiej – i znów do Kowna, gdzie młody chłopak, zabiwszy łomem grupę mężczyzn, „przyniósł sobie harmonię i wszedłszy na górę zwłok, odegrał litewski hymn narodowy”. I znów pogrom (we wsi Barany pod Szczuczynem), Auschwitz – a już zaraz Powstanie Warszawskie i Wołyń. Nie sposób przeczytać tej książki w ciągu jednej sesji, nie sposób podsunąć jej komuś młodszemu niż maturzysta – zarazem trudno wyobrazić sobie, by jakiś maturzysta mógł jej nie przeczytać.

Zarazem warto zwrócić uwagę na szczególną cechę albumu, mocno zakorzenioną we wrażliwości „Karty”: opowieść, którą przychodzi nam śledzić, stale prowadzona jest z punktu widzenia czasem, w nielicznych przypadkach świadków, najczęściej – ofiar. Czytając ją, można wspomnieć na, wspominaną już na łamach portalu Ośrodka, „Odwagę i strach” Oli Hnatiuk, opublikowaną przed dwoma laty. Tamta opowieść o postawach w obliczu zagrożenia życia, prezentowanych przez inteligencję polską, ukraińską, żydowską i sowiecką we Lwowie pod trzema okupacjami, również bezustannie zaskakiwała, nie pozwalając czytelnikowi na niełatwy, a przecież prawdziwy komfort, jakim jest zasiedzenie się w skórze ofiary: politruk okazuje się dokonywać niełatwych wyborów, łagodzić lawinę, heros w nieoczekiwanej odsłonie jawi się donosicielem. Podobnie w albumie „Karty”: to opowieść o Polsce doświadczającej totalizmów, wśród ofiar ogromną większość stanowią Polacy – ale znalazło się w niej miejsce na krawców z kowieńskiego getta, na dzieci, znikające w ogniu miotaczy ognia Einsatzgruppe na Ukrainie, na sprawiedliwych, przyjaznych, bądź tylko porażonych skalą rozpętanej przemocy żołnierzy Wehrmachtu, ukraińskich sąsiadów z Wołynia, rosyjskich oficerów.

Wiąże się z tym charakterystyczne dla „Karty” przekonanie o tym, że nikt nie jest wolny od pokusy totalitaryzmu, choć każdy może przed nią ocaleć. Stąd w rozdziale poświęconym Dwudziestoleciu reprodukcja plakatu polskiego Obozu Narodowego, wzywającego „Żydzi do ghetta!” – i oburzającego niezależnie od chłodnej wiedzy o kontekście, o retoryce lat 30. i o braku odpowiedzialności narodowców z Bydgoszczy za to, co zobaczymy dwadzieścia stron dalej. Oskarżenie kierowane jest też w ostatecznym rachunku pod adresem systemów, których narodzinom i pierwszym zbrodniom poświęcona jest aż jedna czwarta książki. Oczywiście, w jednozdaniowym, zdyszanym rachunku krzywd obywatele II RP padli ofiarą Niemiec i Rosji, ba, „Niemców i Rosjan” – i nie sposób takiemu zdaniu zaprzeczyć. Ośrodek Karta, przygotowując wystawę i książkę we współpracy z IPN zrobiła jednak wiele, by pokazać, że maszynami hydraulicznymi, między szczękami których znalazła się Rzeczpospolita i Europa Środkowa, były tak naprawdę Trzecia Rzesza i Związek Sowiecki – a to za sprawą pogardy dla człowieka, która stała się fundamentem ich doktryny państwowej.

Marzenia o skutecznej polityce historycznej często w ostatnich latach kończyły się porażką lub serią pompatycznych gestów. Istnienie albumu „Karty” w angielskiej, rosyjskiej i niemieckiej wersji językowej sprawia, że potencjalnie bardzo skuteczne narzędzie prowadzenia tej polityki znajduje się na wyciągnięcie ręki polskich dyplomatów. Oby zechcieli po nie sięgnąć.

Wojciech Stanisławski

Karta-oblicza-totalitaryzmow-okladkaZbigniew Gluza (red.), „Oblicza totalitaryzmu. Polskie doświadczenie z agresją III Rzeszy i ZSRR”, wyd. Instytut Pamięci Narodowej, Dom Spotkań z Historią, Warszawa, 2016

Ta strona wykorzystuje pliki cookie dla lepszego działania serwisu. Możesz zablokować pliki cookie w ustawieniach
przeglądarki. Więcej informacji w Polityka prywatności strony.

FreshMail.pl
 

FreshMail.pl